A wszystko jedno, ponoć, stadło

A wszystko to jedno, ponoć, stadło.

 

Opublikowano 5 grudnia 2017autor: skrzysia

 

Mając, gdzieś, w głowie to, jakże, w obliczu opowiadań; kto miał i co, kiedyś trafne powiedzenie: „Wasze ulice, nasze kamenice”, z którego zawsze żartowała, bo, będąc małą dziewczynką, je słyszała od miejscowych pejsów, moja śp. teściowa, zastanawiam się nad tą zachłannością obu dzisiaj stron w szarpaniu się o kamienice w Warszawie. Niby to powstały, za sprawą Ziobry aż dwie, w tej sprawie, komisje weryfikacyjne, jedna warszawska, druga wrocławska, ale głównym tematem konferencji tegoż polityka była jednak Warszawa. Problem leży w tym, że w okolicach wojny, właścicielami owych kamienic, i to od lat, byli Żydzi. Słyszę, że Warszawa była, w istocie, w większości, w rękach żydowskich. Podejrzewam, że i inne miasteczka miały podobnie. Wracając do Warszawy, skoro byli oni, to można domniemywać, że ci, którzy je kiedyś tam oficjalnie wykupili, może nawet i od szabrowników, uważali się czy nawet jeszcze się uważają za przedstawicieli, w jakiejś części społeczeństwa tamtej nacji. Że jakieś tam prawa, do tego, mają. Zbieram wszystko do kupy i widzę internetowe listy dawnych Żydów tzw. polskich i zauważam wśród dawniej i dzisiaj rządzących nazwiska znane, którym się tamte przypisuje i to wcale nie jednostkowo. co więcej, nikt temu nie zaprzecza. Rozważam dalej i zauważam na podstawie tego, co na tych papierach i tego, kto teraz walczy, że to walczą ze sobą ludzie jednej grupy społecznej i to niczym lwy. Na dodatek, widzę ich w artykułach dotyczących Opus dei, też tego samego, jedynego. A nad wszystkim rozpościera się orzeł polski, pod który się ci sami wszyscy chronią i doń przyznają. Więcej, do formuły przysięgi dodają swoje religijne oddanie stwórcy. Zaczynam myśleć, że Polaków, wśród tych pazernych, za grosz nie ma i jak to powiedział ks. Rydzyk, czeka na czas, kiedy będą mieli wszystko. Czyżby przebrali się w nie swoje a cudze, szaty? Tu zastanawia fakt, co to oznacza. A, właściwie, to wcale nie jestem tego ciekawa i uważam, że należy się tylko martwić, czy nagle, jak w dobrym filmie, nie zaczną wyłazić na ulice ci, którzy za chwilę zdejmą maski i pokażą prawdziwe oblicze uzurpatorów, przeganiając i strzelając do tych, bez tego samego dodatku we krwi, inaczej „uczesanych”. Ot, przemyślenia i zdziwienia kogoś, kogo rodzina pojawiła się tu w drodze repartriacji i kto w tej Polsce żyje tylko za to, co zarobił

 

 

Opublikowano czytałamdywagacjemoim zdaniemna własne uszyna własnej skórzepsychologiczne rozważaniawidziałam | Otagowano inaczej uczesanikamenicenazwiskapapierypazernirozszarpywanieszaberulicewarszawskie kamieniceŻydzi | Skomentuj

Jeśli wszystko ma być zgodne ze sobą… czyli prawne niedoskonałości nowych ustaw

Opublikowano 25 listopada 2017autor: skrzysia

Spisuję z facebooka dla tzw. potomności.
Bo już jest postanowione. Po ptakach. Bo już umożliwili stacjom budowanie własnego zaplecza spożywczego. Pojawiają się najdroższe przybudówki Piotra i Pawła. Tam będzie można kupić. A to poniżej, szkoda, że niewykorzystane. A to są WAŻNE ARGUMENTY przeciw idiotycznemu pomysłowi zamykania sklepów wielkopowierzchniowych:
1. Duda, ten wieczny związkowiec, a właściwie – krzykacz i uzurpator związkowy, zapomniał, że związki zawodowe, z założenia, nie stoją po stronie rządu, aby móc bronić ludzi przed nim właśnie. Przy petycji o sklepach w niedziele wolnych od pracy wymyślił ZBYT DUŻO WYJĄTKÓW i to zawsze związanych z jedną religią (jego religią) i z drogimi, małymi sklepikami, którym pracować w niedziele za grosze się nie opłaca, co sugeruje, że, jednak, nie wszystko ekipa rządząca PIS-u, kiedy zaczęła o tym słuchać, powtarzać to i o tym mówić, przewidziała. Bo też w głowach mają założenie uderzenia. Po co im zastanawiać się nad konsekwencjami?
2. Argument wiecznego gadacza związkowego, że Solidarność tak chciała, to argument jednak z epoki komuny. On, pewnie, przespał. Czyżby chciał tak się wkupić do partii PIS-u? Z założenia ów nie ma szans na przyszłość.
3. Zaczyna się ucieczka sklepów wielkopowierzchniowych z Polski, co wiązać się będzie z powiększaniem liczby osób pozostających bez pracy. Pracownikom Tesco pogratulować. Zamiast wywalczyć sobie dni niedzielne wolne albo lepiej płatne, zostaną wolni całkiem. Od pracy, co oczywiste. A do następnych sklepów postaną sobie, w oczekiwaniu na pracę, w kolejce. Długiej kolejce bardziej chętnych i z lepszymi papierami. Ależ „zadziałali”.
3. Ci, co w niedzielę się uczą, studiują, nie będą mieli już żadnej możliwości zaopatrzenia się w coś na śniadanie a jest takich sporo. Na dodatek, wokół takich uczelni umiejscowiono właśnie sklepy tylko wielobranżowe. Teraz będą musieli pamiętać bądź wierzyć, że wszystko, co czerstwe, jest zdrowe. Zupełnie, jak w starych reklamach, rodem z komuny.
4. Kościoły jako miejsce podobnej wymiany pieniężnej, jak sklepy (, gdzie jeden daje, inny bierze), powinny też zostać w niedziele zamknięte, bo nie są obsługiwane przez jedynego właściciela. A jeśli działa sfora sukmanowych chochlików, to nie ma, w tym dniu, pozwolenia na żadną pracę. Wedle tych samych zasad, powinny być, za pracę niedzielną, ukarane
HOUK! bleblin

 

 

Opublikowano dywagacjemoim zdaniempsychologiczne rozważania | Otagowano gadaczkirzykaczkościoły pracująniedoskonałości prawnepo ptakachstacje benzynowestudentom weekendowym wbrewucieczka sklepówuczniom wbrewz epoki komunyzasady nie dla wszystkich | Skomentuj

Diagnoza

Opublikowano 21 listopada 2017autor: skrzysia

Dzieje się dość nieprzyzwoicie; po zbyt sztubackich, niektórych zachowaniach w Unii, klamra zaciska się wokół gardeł niektórych dzieciątek i coraz bardziej ujawnia się, że „zdolności” nieudaczników spadają na łeb, na szyję i trzeba w to miejsce coś wymyślić innego. Jak sami to komentują ci, co są bardziej otwarci, trzeba będzie wszystko tworzyć od nowa. Taka jest zasada. Nowy premier to zwykle i nowa grupa. Ponoć. Przy owych założeniach, że Prezydent odpowiadać będzie za to, co na zewnątrz a premier – za resztę, wewnątrz, da się to zrobić, nawet przy przyklaśnięciu opozycji. Największa plotkara wypuściła bąka w postaci strachu przed tym, który siedzi w Brukseli, inna, wpuszczona w maliny, obraża świat w kraju bardziej rozwiniętym, a tu, u nas, rozłożona jest na łopatki za zaniechanie obowiązkowych publikacji. Jeden z chłopaczków potrzebuje baldachimu, inny, wraz z klamką wciska, że kornik to dzieło komuny. Jeszcze inny ubiera się w cudzy ornat i udaje, zdławionego wrogim stanem, byłego pana. Do tego wszystkiego powstają i obrazki, rodem z komuny, te, z malowaniem, na wizyty oficjeli, płotów i trawy, bo na czas wejścia do sklepu, obniża się dla obecnych ceny do zera, co tamci traktują jako prawdę i klaszczą w swoje dziecinne pazurki. Nawet, przy innych głupotach, pośród niektórych z drugiej strony, wydobywają się chmury takiegoż samego nierozsądku, cerberów etycznych, co śmierdzi zagrożeniem kompletnego unicestwienia togi. Dokooptować zaproponowano bowiem stwory jednej myśli obrazkowej w równie długich sukmanach. Dewastuje się wszystko, co było, bo też rok jest niezwykle marny. Jest dziecina, której, w zabawie w żołnierzyki, nie przeszkodzi żadna wystraszona beksa, bo on zagra i nią, uwięzioną w swojej złotej już klatce. Zło, źli ludzie, którzy, za chwilę, będą swoimi tłustymi już paluchami wskazywać nie siebie, a innych winnych. Udają, że nikt im nic nie może a drugiej strony okazują się być zwykłymi, okazyjnie zmieniającymi się, rzodkiewkami. Czy sukienki te czerwone, w obliczu naporu, kiedyś zdejmą? Czy straszny pan z zagranicy (:)) powstrzyma tę grupę rozbójników? Jeszcze nie teraz? Ale? Ci, co mogliby sami, trykają się o bycie alfa.
bleblin.

 

 

Opublikowano moim zdaniem | Otagowano alfabaldachimbeksacerberklamkaklatkamalowanienowe zasadyplotkararzodkiewkisztubaktogażołnierzyki | Skomentuj

Urzędnicy o Twardych

Opublikowano 26 czerwca 2017autor: skrzysia

Sprawa kamienic na Twardej w Warszawie. Rozpoczęło się dość chaotycznie, od zwykłego pracownika ratusza, będącego z Urzędem m. Warszawy w sporze (ułomność sprawy). Przewodniczący udzielił głosu sobie pierwszemu. Usłyszeliśmy: ”ciężko mi jest powiedzieć… był niemiły dla nas” itd. Pomimo niewiedzy świadka, słyszeliśmy: „dobrze, ale proszę powiedzieć…” i dalej Jakiego: ”a teraz kolejny zestaw pytań”. Przewodniczący był na tyle nerwowy, że, aby sprawę unormować, wstał i przepytywać rozpoczęto już normalnie. Z odpowiedzi pierwszego świadka dowiedzieliśmy się ciekawostki, iż gmina żydowska podlega innym regulacjom tak, jak kościół katolicki”. To ci heca! Mamy grupy wyłączonych z regulacji ogólnopolskich? Dalsze pytania nie miały sensu, skoro usłyszeliśmy, że ów świadek nigdy nie uczestniczył w zespole koordynacyjnym a wszelkie informacje zbierał na korytarzu, gdzie spijał treść z pojedynczych zdań osób tam przechodzących. Takie miał wrażenie. Ciekawostka. I jeszcze jedno w sprawie jakiejś szkoły: wedle jego oceny, stan szkoły nie był katastrofalny, ale dostępu do papierów żadnych nie miał, zwłaszcza p.poż. Śmieszne? Śmieszne. Następny świadek nie chciała odpowiadać na żadne pytania. Jaki nalożył na nią jednogłośnie mandat 3000 zł. Ostatni urzędnik, od spraw dekretowych, trochę większego statusu, przesłuchiwany był na podstawie zdań osób poprzednich, w tym pani, co odmawiała zeznań. Okazał się być o wiele bardziej kompetentnym w sprawach, o które go pytano, ale to on wskazał na niemożność odpowiadania na temat szczegółów, których przed sobą nie miał. Pokazywał, że wiedza komisji w pewnych zakresach jest nie dość dokładna, bo jedno stwierdzenie nie jest jednoznaczne z drugim. Ciekawostka: „roszczenie jest warte na rynku mniej, niż prawo do czegoś” i że na rynku odbywają się sprzedaże roszczeń, np. słyszał, że nawet skrajnie 50zł za jedno i dużo więcej. Świadek ów dostał pytanie, co by zrobił, gdyby miał zdanie odrębne od innych na dany temat. Nowa sprawa. Znowu pytanie Jakiego o szczegóły z ustanowieniem, w sprawie, kuratora. Świadek mógł wypowiedzieć się tylko ogólnie. Tu, Jaki wspomniał o dzieciach niepełnosprawnych, które nie mają gdzie być i, że on by chętnie kupił taką nieruchomość w tym celu za 50 zł (interes własny?). Zapytał o wyceny. Dowiedział się o swobodach umów i uzgodnieniach stron. Oni nie szacowali roszczeń. To sąd wysuwał notariusza (ten bada zgodność czynności), są dokumenty z pieczęciami. Dlaczego miał to on podważać i jak miał odróżnić dokumenty lipne od niepilnych, co podsunął Jaki. Tu Jaki wysnuł wnioski, że tamci, z urzędu miasta, opierali się na pracy notariusza i kuratora: „Co zatem robili sami?” Zaczął insynuować, że za papiery wzięli się dopiero po aferze reprywatyzacyjnej. Kolejny przepytywacz zasugerował, że sprawy prawne przechodziły przez świadka, na co ten się obruszył. Poruszono kwestie waloryzacji i odszkodowań. Ocena to ówczesny stan posiadłości i cena na dziś, np. miejsce kiedyś poza centrum bez kanalizacji, dziś z ceną przyłożoną do podobnej dziś działki. Mikroplany nie leżą w gestii tego pana. Jaki stwierdził, że notariusz i rzeczoznawca to podobne zawody, więc „dlaczego jednego nie sprawdzano a drugiego – tak?”, na co nie zgodził się kolejny przepytywacz, który pouczył przewodniczącego, że się myli, bo notariusz jest dużo wyżej w hierarchii…
Komisja ds. reprywatyzacji pokazała dziś, że wszyscy dotychczasowi przepytywani są świadkami 1. co do szczegółów bez udostępnienia im jakichkolwiek akt, czyli papierów, nawet przez nich podpisywanych. 2. Przepytywanie, jak dotychczas, opiera się na pomówieniach osób zwolnionych, przepytywanych wcześniej.
I pytanie: dlaczego, skoro komisja coś twierdzi, nie podkłada pod nos świadków na to dowodów? Nie jest to jakoś śmieszne i nie świadczy o nieprzygotowaniu zwłaszcza przewodniczącego, bądź co bądź, prawnika? Wniosek Jakiego, że świadek nie pamięta. Kogo w takim razie zapytać?
Tu jeszcze raz: pytanie w powietrze wobec kogoś w tym wieku jawi się niemądrym, bo trzeba było podsunąć papiery a nie pytać z papierów bez ich pokazywania. Ot, wada pytających.

bleblin

 

 

Opublikowano dywagacjemoim zdaniemna własne uszypsychologiczne rozważaniawidziałam | Otagowano bez oglądu papierówjakikatastrofalny stan lub niekomisyjne posługiwanie sie pierwszym zeznaniemnotariusz i rzecznik - równoważni zdaniem Jakiegopomówienia będących w sporzespijanie z dziobkówtwarde | Skomentuj

wielkie święta robocze

Opublikowano 15 czerwca 2017autor: skrzysia

Dziś kolejne „wielkie święto”. Zaczynam sprawdzać, ile, z posiadanych, polskich stacji radiowych doń nawiązuje. Rydzyk przyzywa do święcenia rowerów, motocykli i wszystkiego, co dla nas ważne. Co oczywiste, za drobnym wsparciem a, jeśli nie piszemy się na to, to nawołuje i do kupienia swoich książeczek i innych gadżetów lub nawet jednego talerza zupy. Ten to ci ma łeb, że dopowiem. Zapytam tylko: dlaczego, skoro kościół pozamykał sklepy, nie pozamykał stacji benzynowych, nie pozamykał restauracji, gościńców, hoteli? A właśnie – hoteli… Dlaczego nie wszystkich wzywa do uczestniczenia we mszach? Dlaczego pracują opiekunki, szpitale, strażacy, policjanci, straż i ochronki? Można wymieniać kogokolwiek, wyciągając go skądkolwiek. Przecież i tam pracują ludzie, których dzisiaj obowiązkiem jest ponoć obejście z księżmi, w pochodzie Bożego Ciała, zwanym procesją, całej wsi czy rejonu danego kościoła w mieście. Czy nie powinno stanąć zatem wszystko, gdzie pracuje człowiek? Dlaczego jeżdżą samochody? Co znaczy, że, jak słyszę, pracują autobusy za tramwaje? Że autobus niby prowadzą roboty? Dlaczego nie ma w tym konsekwencji? I, dlaczego sklepikarze pomniejszych sklepików mogą jednak pracować? Bo im się odpuszcza? Robimy, co ta oficjalna, nienazywana sektą, czołówka jej, zwana PIS-em, robi. Dobrze wie, gdzie temu pokoleniu, można jeszcze przykręcić a gdzie odpuścić. Że przegina? Odbije się nam i pójdziemy w inną stronę? Niekoniecznie. Nowe pokolenia traktują to, co już było, jako opowiastki, podobne bajkom i cyberzabawom. Każde pokolenie jest jak Zosia Samosia. Chce sie bawić i wszędzie tego oczekuje. Nowe pokolenia muszą zła i dobra dotknąć same… Niektórzy, ci, co posiadają, uciekają na ogródki, działki, do swoich łanów, wyjeżdżają na wycieczki. Młodzież może wreszcie posiedzieć w komputerach :), spotkać się w pubach :), poprzeżywać to i sio. Słyszę, że w tym dniu nastąpi, dla uczestników procesji, wielkie odpuszczenie. Tylko, po co, komu, ono? Potrzeba go chyba tylko oszukańczym rządzącym. Tym trzeba. Tyle, że zapytam: jeden, nawiedzony człowiek, ubrany w suknię, zapewnia drugiemu, iż za jego sprawą staje się tamten niewinny? To po co te więzienia? Po co kary? Po co całe prawodawstwo? Po co jakieś legislacje, ustawy, normy i zasady? Po co, wreszcie, uniewinnianie przez Prezydenta? Jakież to dziwaczne. On, też pada na kolana i to często. I to oficjalnie. Szuka podpowiedzi w świetle. Skupiony zabawnie. Nigdy nie znajduje, ale liczy, że może kiedyś… ostatecznie, że tak.
To po co to wszystko? Dla forsy? A może by tak ją zlikwidować? Że człowiek lubi kimś rządzić albo być czyimś poddanym? Że jeden urodził się do władzy a inny do padania na kolana? Przemyślmy, kim jesteśmy.
bleblin

 

 

Opublikowano dywagacjemoim zdaniemna własne uszy | Otagowano dotknąćkomu pracować wolno?po co komu odpuszczenie?pokoleniepozamykaneryzyksamosiasklepikarzeświętaświęta nie dla każdegotramwaje |Skomentuj

Od samolotu po ważne spory fiozoficzne, czyli nie wszystko jest tak proste, jak się leniwemu wydaje.

Opublikowano 2 czerwca 2017autor: skrzysia

Poszerzam wpis z Facebooka
Ludzie boją się wchodzić z myślami w pewne, niepewne dla siebie, rejony. Boją się, bo straszy ich od zarania każdy ksiądz, każdy przedstawiciel kościoła. W ten sposób uzależnia od siebie, pokazuje, że jest kimś ponad, kimś, kto wie lepiej, kimś, kogo twór nieustalony a nazwany, odznaczył, aby on mógł to wykorzystywać dla dobra tej rozrastającej się małej sekty w wielką, usankcjonowaną właśnie wielkością, ku powiększaniu tegoż kościoła bogactwa. Wykreowawszy się pośród niedouczonych, przenosi tę „wiedzę” dalej, na tamtych dzieci i dzieci dzieci.
Przejdźmy do sedna. Sprawa udowodnionego przemieszania szczątków po upadku samolotu w Smoleńsku.
Szczątki posmoleńskie okazują się być mieszanką wszelkiej ważności i wszelkiej wielkości. Nie dziwota. Było tego sporo. Skutkiem zwrócenia uwagi zwłaszcza na najważniejszych pośród ważnych, okazało się, że było tak: góra np. czyjaś święta a dół czyjś, już nie biskupi,… w każdym miejscu a już najciekawsze, że i na Wawelu, leżeć mogła jakaś pani z obcym panem a pan z innym kimś albo i wieloma innymi. To tak dla zobrazowania. Wyłącznie. Czyż to nie oznacza, że po nieszczęściu tak wielkiej ilości osób, należałoby raczej wszystkich pochować razem (jeśli nie da się wszystkiego pozbierać) albo, chociaż, nie ciągnąć tego nieszczęścia i zostawić sprawy takimi, jakimi są? Czy to nie wina kościoła jako takiego, tej religii, która sprawia, że pomimo wiary w odejście do nieba, co podkreślam (!), czepiamy się, w swej większej masie, pozostałego czas jakiś, jeszcze w formie jako takiej, ziemskiego ciała? A co z tymi, co dali się skremować? Że to pewniejsze? A w jakim stopniu? Czy rzeczywiście? Wszak kościół, ten sam kościół, mawia o popiele, z którego powstaliśmy i który pozostanie… Czy nikt, z tych wiernych, tego nie słyszy? Większość omija to, co chce? Jeśli ktoś nie ma w rodzinie jednak takiego przypadku, nigdy nie było mu dane się nad tym faktem nawet zastanowić. I, dlaczego ważnych wsadza się do podwójnych, potrójnych trumien? Nie dla ich jakiegoś, kiedyś, wymyślonego, zmartwychwstania? (Patrz: chowani księża niczym władcy świata) Nie jest to jakoś przerażające; to różnicowanie i ta teza „nierównych szans”? Czyż kościół, ten, dla większości mu wiernej, wzorzec, nie powinien, w zamian za datki, zmienić tu czegoś w przedstawianiu życia po życiu, którym się ciągle wachluje? To on podaje maluczkim przykłady, jak żyć, on podaje obrazy, on trzyma tych swoich wiernych w jednej, za przeproszeniem, kupie. To od niego zależy, póki co, czy sam przetrwa. Nałgał, to teraz musi tę żabę zjeść. Musi ludzi w Polsce pojednać. Widzi, co im nawtykał. Czyżby mu nie zależało na tym, co ostatnio zauważył był któryś z celebrytów, który mu to wytknął? A nie miał ów racji? Nie każdemu z tym, powyżej, po drodze, wiem o tym. Wielu z nas woli mieć nadzieję na coś, co jest jeszcze poza teoriami tej religii. Tkwią zatem nadal w teoriach innych, w jakoś barbarzyńkich, już niereligijnych. Pazerność jakaś? No właśnie. Gdzie można by o tym rozprawiać? Nigdzie? Lepiej pozostawić tych ludzi samym sobie? To, po co w ogóle wtłaczać im cokolwiek? Ujawnia się tu potrzeba poznawania etyki, prowadzonej przez błyskotliwych filozofów, a nie zastępczych teologów. Trzeba tych, którzy pozwoliliby na mądre spieranie się o przysłowiową liczbę diabełków na łebku szpilki.
bleblin

 

 

Opublikowano czytałamdywagacjemoim zdaniemna własne uszypsychologiczne rozważaniawidziałam |Otagowano brak konsekwencji - popiół czy kościetykakremacjapojednanie polskiepraktyki kościelne sobieprzemieszczeniarzeczywistość - sobiesamolotspór filozoficznystrach podstawątezy sobiewiara w niebo |Skomentuj

Szczególna „lepszość”, czyli opaczność pojęciowa albo, zwyczajnie: dajmy szansę! Jednym słowem: zakażenia szpitalne i pozaszpitalne.

Opublikowano 24 marca 2017autor: skrzysia

Dokażanie.
Ot, słowo. Takie, jak inne, dla większości nic nieznaczące. Po swojej wypowiedzi o superbakterii, Klebsielli pneumoniae, zorientowałam się, że spotykam ludzi, często i ze środowiska lekarskiego, zdawałoby się douczonego, świadomego, które sprawę lekceważy. To zjawisko nagminne, zwłaszcza dzisiaj. Zakażenia szpitalne to wyrażenie dlań zbyt ogólne, ich własna praca, przecież, jest o wiele ważniejsza. Zastanawia fakt, czy nie chcą oni tego przyjąć, bo mają na sumieniu czyjeś odejście, skutkiem swego zaniedbania czy w swojej pracy są tak zakochani, że nie uwierzyliby, iż to oni mogą (!) też dokażać. Łaski nikt nie robi. Bakterii nie widać, bakterie są z nami. A to fakt. Ale – swoje. Niby nie rozumieją a antybiotyk stosują. W razie czego. Czasem, nadmiarowo silny, czasem nietrafiony. Potrzeba chwili. Nie obchodzi mnie ta figlarność w zaczepce. Że to kwestia, jak usłyszałam, empatii. Empatii? A jakiej? Rozumianej właściwie czy opacznie, żeby nie napisać wprost – bezrozumnie? Własny organizm trzeba odżywiać i wbrew temu, co niektórzy myślą, chodzi tu nie tylko o zaspokojenie kubków smakowych, czasem wrażliwszych czasem mniej, ale o dostarczanie organizmowi pewnych substancji, potrzebnych do reakcji chemicznych, w nim, bez przerwy, zachodzących. Brak równowagi w elektrolitach, w szpitalu się uzupełnia, ale… w tym samym szpitalu można się jego nabawić. Brutalna prawda. Niebezpieczne są i otwarte (!) okna, kiedy pacjent leży z otwartymi ranami, bezwładnie, nieokryty, ale i ci, przybywający z zewnątrz goście, te kwiaty w wazonach, buciory przenoszące świat z zewnątrz. Kiedy jesteśmy, jako pacjenci, zdrowi, jest wtedy miło, kiedy nie… Najważniejsza jest świadomość i zdolność do samostanowienia, a przede wszystkim – wyobraźnia. Szpital to nie przechowalnia. To środowisko wielu przypadków, które zagrażają dokażeniami. Kiedy kogoś odwiedzamy, uśmiechamy się, przynosimy specjały i się wynosimy, znowu do tłumu nieznanych nam ludzi. Nie mamy świadomości, że miła wizyta może zagrażać choremu. Lekarze o niego walczą a często są bezradni a my… Jako zdrowi, jesteśmy potrzebni, aby czuwać nad poprawnością opieki, jako przybywający chorzy – nie powinniśmy nawet się pokazywać. Inna sprawa to sale. Chory w szpitalu, na wspólnej sali, jest i tak w niebezpieczeństwie. Jest dokażany przez cudzych odwiedzających. Stąd, sale indywidualne, tzw. jedynki, są bardziej bezpieczne. Teoretycznie. Bardziej nie oznacza pewności. To izolowanie stosuje się w sytuacjach braku obłożenia chorymi albo wobec osób szczególnie ważnych czy za dobrą opłatą. Ta świadomość jest nam często nie na rękę. Pobyt kogoś na sali wspólnej tłumaczymy sobie jego, czasami nieprawdziwą, potrzebą przebywania wśród ludzi. To takie odrzucanie od siebie winy czy bezsiły. W sytuacji idealnej, personel musiałby przebywać w szpitalu zamkniętym, tam mieszkać, bez kontaktu z kimkolwiek. Absurd. Chodziłby w maskach, rękawicach i w butach z ochraniaczami. A sprzątaczki? Tzw. salowe? Te przychodzą z zewnątrz. Że z domu, ze sklepu, z pracy, szkoły, że to normalne? W domu to „swój sos”, już w sklepie – nie. Miejmy, po prostu, oczy szeroko otwarte. Nie żyjemy w świecie idealnym, sterylnym, zadbanym, ale może zaapelujmy: nie dokażajmy chorego. On już i tak walczy o siebie. Na wielość bakterii nie będzie jednego antybiotyku. A może nie być żadnego. Trzymając za rękę miejmy tę świadomość, że w stanie ostatecznym jest to wysoce wskazane i już wszystko jedno, ale w stanie ciut tylko lepszym, dającym jeszcze szansę, dbajmy o realizację dożywiania. Ileż to osób umiera, bo personelowi nie chce się karmić, bo tłumaczy się brakiem czasu. I o to chodzi. Ale – żadnych pretensji! Odwiedzajmy chorych mądrze, dla posługi a nie dla zaspokojenia własnego poczucia niezbędności kontaktu. Nie – dla spokoju sumienia… Ważny jest tu czas posiłków i przybycie zawsze, kiedy chory nie jest w stanie się sam nakarmić. To jest clue. To jedyne.
bleblin

 

 

Opublikowano moim zdaniem | Otagowano bezradnośćbleblinbrutalna prawdacluedokażanieelektrolityempatiakiedyś - bakteriologkrzesławaktslekceważenieopacznośćsepsaskrzypczyńskaskrzysiaspokój sumieniasuperbakteriaświadomośćszansa - dla kogo?twarda prawdawyobraźniazakażenia szpitalnezaniedbanie |Skomentuj

Puch marny, bo co?

Puch marny, bo co?

Opublikowano 8 marca 2017autor: skrzysia

Kobieto, puchu marny, pisał działacz religijny, mesjanista, jak czytam, związany z  Kołem Sprawy Bożej Andrzeja Towiańskiego , ten kolejny facet, mieszkający za granicami kraju, z daleka tęskniący do czegoś, w czym, w istocie, nie uczestniczył a sobie tylko wyobrażał, ten ktoś, kto nigdy do Polski nie wrócił. Nie wiecie, kto? Adam Mickiewicz. Kolejny, bo? Ano zacznijmy wszystko od początku. Znudzony on, jakiś on, zaczyna w towarzystwie równie znudzonych onych uczyć się pisać, potem klecić zdania. Wdają się w marne dyskursy; o babach, o świetle, o marności istnienia… Wymyślają teoryjki,  rozczytują się w nich, dorzucają coś, co im ułatwi bezkarność rozochocenia. Tworzą teorie, wrzucają w to obrazki; tu dobrego pana, tam wielmożnego dobroczyńcy, niedościgłego, nieznanego, dla poratowania wizerunku – z długą, nobliwą, brodą. Przyjeżdżają do tej „skarbnicy wiedzy”mężowie inni, zewsząd, z całego świata. Gromadzą się w paru miastach, wokół duchownych, wlewających  swój jad bycia lepszymi. Zawsze są to mężczyźni, niekoniecznie mężowie jednej konstrukcji, przykrywający często swoje ciągoty ku młodocianym potrzebą sytuacji – pamiętamy te szeregi falang, walczących w antycznych czasach; starszych, obok, z młodymi, ręka w rękę? W artykule Onetu czytam, że   ”pederastia” wywodzi się właśnie z greki i paides to chłopiec, a erastes – miłośnik. Tylko związki dojrzałych mężczyzn z młodzieńcami mają sprawiać, że młodszy jest w stanie poznać sens pojęć takich, jak honor, odwaga, wierność ojczyźnie i w istocie, choć starszemu ta relacja z uczniem dawała realizację cielesnych pragnień, to młodszy miał zapewnione zdobycie wiedzy i odpowiednich znajomości. Pomyślmy o dzisiejszej kaście księży i ich ciągotach. Pomyślmy o młodych, to wykorzystujących dla kariery. Egipcjanie, Grecy, Rzymianie, naznaczani kultem fallusa i nasienia, jakże i dzisiaj powtarzanego. Znamienne jest zdanie, które wygłosił  Set do zaproszonego Horusa: „jaki masz piękny tył” a po upiciu go, zgwałcił go. Nieważny tego koniec.  Inny przykład: Marek Antoniusz i Skryboniusz Kurion. Kaligula – Lepidus. Chrześcijaństwo miało to ukrócić. Ukróciło. Kary śmierci, tortury, obcięcia – nie dla siebie. Te całkiem oficjalne przynależności, zależności, toż to były, już wtedy usankcjonowane, związki jednopłciowe. Budowane mity o tak usposobionych cudownych istotach, dziś przeinaczane przez różne religijne sekty, w tym, przez te najważniejsze. Najwyższy pan, zawsze bez pani. Kobiety czekały, nieświadome ograniczania swego losu przez ich własnych mężów. Głupie, niedouczone, zastraszane były od zawsze  „nowinami”  o wyimaginowanym duchu panującym nad chmurami, panu tej płaskości, zwanej ziemią, utożsamianą z Ziemią. Zobowiązane były do upokarzającego zasłaniania wszystkiego, co „gorszące”. Z szeregu własnych zdań, połączonych w zestaw praw różnych dla majętnych i biednych, różnych dla mężów i niewiast, faceci – nie faceci budowali własną religię słów, powtarzanych, budowali tradycję, wrzucaną w umysły wszystkich zależnych od siebie. Spędzali czas, głównie, we własnym towarzystwie, napawając się własnym, bo wzajemnym, erotyzmem. Tą tradycją, jakże częstą na ich ustach, wachlują się po dzień dzisiejszy. Pokazują torsy, buńczucznie przechadzając się pośród głupiutkich łań, wybierając je pośród wziętych w jasyr do swojego haremu, do swojej świty, w przeróżny sposób pokazując, że z racji mądrości, należy im się wszystko, co wcześniej sami zarządzili. Najczęściej „nieużywane”, czyli niewinne dzieci. Jednocześnie albo i nie, niekoniecznie silni i niekoniecznie władni, aby to wszystko utrzymać, umawiali się na pomniejszanie „posiadania” z całkiem własnej woli. Najważniejsza była, choćby w najmniejszym związku, pozycja koguta, pana, któremu dziś ta pokorna kura domowa podsuwa najlepsze kąski, sama niedojadając. Zmieniały się kulty wizerunku kobiet; kiedy stać było chłopa na dorodną, utrzymywał, że to ta uroda jest najpiękniejszą. Kiedy nie stać go było, starał się pokazywać, wmawiał wręcz, zawsze on, że to anorektyczka jest najlepszym tworem tego świata. Kobieta zawsze się z nim, do tej pory, zgadzała. Zgodnie z religią, przyjętą z pokorą i uniżonością. Facet, najczęściej nieśmiały, jakoś ułomny, żeby nie powiedzieć – kaleki,  łagodzi w sobie ból niebytu szerzej w środowisku możliwością decydowania, jak powinna wyglądać ona, ta, która wcale go nie interesuje. Tak jest i dzisiaj. Kreatorzy mody. Kim są, wiemy. Zatem? Tradycje, wzory piękności, prawo, zawsze stanowione były przez gromady egoistycznych samców, pilnujących, aby tym głupawym kwiatom nie poprzewracało się w głowach.

 

i odautorski wierszyk.

 

Opublikowano dywagacjemoim zdaniempsychologiczne rozważaniawiersz autorski | Otagowano antyczniautorzybleblinEgiptfalangaGrecjaHoruskogutkreator modyktsKurionLepiduspuch marnyRzymskrzypczyńskaskrzysiatradycjewierszwzoryłanie | Skomentuj

myśli me niepoprawne, te budzące mnie po nocach

myśli me niepoprawne, te budzące mnie po nocach

 

Narzucają się same. Te myśli niepoprawne, czyli myśli na propozycje opłacanych potworków…  Jednorazowe grosze, śmieszne w euro, mające uszczęśliwić na całe chore życie obojga; matki i dziecka,  w samotni, bo to norma i z taaakim aż obciążeniem. Rodzi się złość, bo tymi, już starszymi, mają zająć się już inni. Przychodzą same, refleksje me nadciągające, więc ich nie powstrzymuję… Dywagacje, rozważania, przemyślania, ważenie, powroty do własnych przeżyć… Filozofowanie czasem ma sens. Zwłaszcza tuż po takich świętach…

Czyżby ten ktoś, który to wymyślił, zdał sobie ostatnio sprawę, że jest sam, w swoim mniemaniu, człowiekiem jakoś uszkodzonym? Czyżby ktoś unaocznił mu, w chwili wielkiego zdenerwowania i, kiedy się zorientował, że ten obok, „on, to nie on, tamten on”? Czy ów niewymieniony ktoś nie wypalił był, bez zastanowienia, że wołałby raczej, aby to rzeczywiście „nie on był, ale tamten, nie ten”? O czym to? Zaraz. Czy to obecne działanie nie jest, aby, instynktownym, egoistycznym i egzystencjonalnym, odpierającym? Nie siebie ów ktoś  chroni – broni,  przed wyeliminowaniem? Czy nie za późno? I kto mógłby coś takiego, kiedyś, powiedzieć? Kto wołałby być z owym tamtym kimś i, dlaczego? Ona?

Zastanawiam się… która z gazet i za jaką cenę, w tym dziele pomogła… Czy każdego byłoby na to stać? Nie sądzę.  I, czy, wspomniany ktoś, zbiera, do dzisiaj, za to plony? Płaci za to konsekwencjami? Ciągle jest szantażowany?  I,  jak duży koszt ponieśliśmy my, jako naród, za cudze widzimisię i ten wybieg, opóźniający orientację? Cały świat jest kołowany i nie reaguje? I jeszcze,  dlaczego, nie reaguje? Inna sprawa, to, czego nie rozumiem, to, że kiedy słyszę o cudownym, następnym świecie, nie słyszę jednocześnie, iż ktokolwiek, z tych wachlujących się pewnością o oczekiwanym tam, gdzieś, czymś niezwykłym, poza islamskimi radykałami, nie idzie tam, nie przenosi się z własnej woli, nie wliczając letalnie chorych?

I jeszcze pytanie; już nie z powietrza a z obserwacji każdego stada, w którym są zawsze ci lepsi i gorsi:  jaki, znany nam,  człowiek tak bardzo walczy o miłość, jaki człowiek tak bardzo boi się krzyku, wyrzutów, a w rezultacie odrzucenia czy nawet, wyklęcia? A może tak było? A może błagał? A może przepraszał,  obiecywał… Obiecywał świętość, zapamiętanie, miłość ponadnarodową? Czy nie mamy tu do czynienia z syndromem odrzuconego pisklęcia? Wszystko jedno, czy słusznie czy po rozważeniu zalet i win… Wciąż powtarzające się uwypuklanie wzorca tego kogoś, obok… Może dawać zdwojoną traumę. I na koniec, jako efekt, te kontrastowe obrazeczki… Jazdy na złamanie karku do oddalonej, ale światłej, dumnej nekropolii i ten inny, na miejscu; to wynajmowanie posługi wobec nieprzejednanej nawet teraz, po śmierci, wyprostowany i rozkazujący i oni przedziwnie zapobiegliwi i usłużni… I jeszcze jeden, w obliczu uznania obowiązku miłości, kontrastowo zapomniane, porzucone, „zaniepamiętane”.  Jeśli całość nie układa się w jakąś tragiczną całość, to nie jestem sobą, aby nie zapytać: a w którym miejscu? Niby nie piszę o nikim konkretnym a wszystko jest aż nadto takie prawdopodobne…

bleblin

 

 

 

Opublikowano dywagacjemoim zdaniempsychologiczne rozważania | Otagowano bleblinbudzące po nocachdywagacjefilozofowanie czasem ma sensjaki człowiekkołowanyktora z gazetktsmyślinarzucają sie sameniepoprawnenormaonpoeticskrzypczyńskaskrzysiasyndromtamten onto nie ontraumaw ktorym miejscuważeniewidzimisięzdać sobie sprawę | Skomentuj

Dwaj artyści przy peruwiańskich szachach

Dwaj artyści przy peruwiańskich szachach

Wczorajsza, kolejna, bo 7, rocznica śmierci Wojciecha Cypko z Berlina, przede wszystkim artysty malarza po ASP, mojego brata, potomka artysty malarza  Krzyształowskiego, skojarzyła mi się dzisiaj w nocy z tym, co stało się ostatnio, a to z odejściem, w ten niedzielny wieczór, wielkiego reżysera, wzorca dla Wojtka, Andrzeja Wajdy, także artysty połączonych dziedzin – ASP i Filmówki. Zaziębił się, co, niestety,  zlekceważył  i przewieziony z Trójmiasta, z Festiwalu w Gdyni aż do Warszawy, doznał zapalenia płuc.  Czyżby nikt nie zauważył, nie podpowiedział temu znakomitemu artyście, że lekceważyć symptomów, w tym wieku, nie wolno?

Wojtek, co znamienne, mieszkając z dala od kraju, żył jego dokonaniami. Interesował się nowościami z tak wielu dziedzin, że można było się w tym pogubić.  Niezwykle zachwyconym był  zwłaszcza Wajdy „Panem Tadeuszem”. Widział w tym obrazie niezwykły artyzm i oglądał go po wielokroć. Kiedy w rocznicę Wojtka dowiedzieliśmy się o Wajdy niespodziewanym, dla wielu, odejściu, pomyślałam o ich spotkaniu w chmurach, ciekawym, przy peruwiańskich szachach, pełnym niezwykłego rozprawiania o obu dokonaniach, przede wszystkim, właśnie Andrzeja Wajdy. Może i pogadają o spotkaniu swoim kiedyś. Dla Wajdy nazwisko Krzyształowski było magnesem.

A ja tylko wspominam dziś te filmy reżysera, które sprawiły, że patrzyłam, patrzyłam, patrzyłam…

Popiół i diament, Maciek Chełmicki – Cybulski, Kanał z Janczarem, Englertem,  znamienne Wesele z Łapickim i Ziętek. Oczarowały mnie podtekstami… A dalej ten specyficznie zawikłany i nie z tej ziemi, Przekładaniec z Kobielą, to wysublimowane Wszystko na sprzedaż z Łapickim i nadzwyczajnie mistrzowsko zrobiona Zemsta. A Pan Tadeusz, z mrówkami zawsze będzie mi się kojarzył z zachwyconym nim bratem… jego dziwnymi obrazami zastygłych ludzi i rzeczy, całkiem innych, bo w opozycji do obrazów nakreślonych przez Wajdę. Zadziwia zderzenie tych dwóch światów. I ich połączenie. Także na koniec. Pozostaje, po obu, cisza.

bleblin

 
 
 
Opublikowano dywagacjemoim zdaniemna własnej skórzepsychologiczne rozważaniarodzinne | Otagowano 7 rocznicaandrzej wajdableblinciszacybuslkidwa światyenglertfilmyjanczarkobielaktsmistrzmrówkipan tadeuszpoeticprzy peruwiańskich szachachskrzypczyńskaskrzysiawojciech cypkowzorzeczderzenieziętekłapicki | Skomentuj

 

Taki gest, czyli promocje, bo można wszystko. Należy się.

Taki gest, czyli promocje, bo można wszystko. Należy się.

Opublikowano 30 września 2016autor: skrzysia

Dziś o dwóch, różnych wiekiem, a jakoś podobnych.  Za „Faktem” i „Na temat”…

Poseł Jaki ma gest… Niejaki Rol, jak czytam, prosto z baru, niepełny politolog, bez mgr, zostaje wiceprezydentem Opola, teraz kolejny kolega, pewnie zwany kapką, młodzieniec w radzie nadzorczej Elkom…  A kiedyś,  Jaki  tyle uzewnętrzniał się o nepotyzmie. O tym się mówi i pisze. Rozmnażają się nam, po Edzi Janningerze, Misiewiczu Macierewicza, kolejni Misiewicze.   Nowocześni ich gdzieś spisują.

W Internecie czytam o przyczynach, dlaczego się, w ogóle, w polityce pojawiają ci promotorzy… Bo tych drugich potraktujmy jako ot, ich widzimisię. Przyczyny, zawsze, są. Poza kasą, przyczyną główną. Słyszę, że Macierewicz, swoim działaniem, odreagowuje traumę, bo antykomunistyczny ojciec, na wieść, że UB idzie po niego, popełnił samobójstwo. Antoni byłby, może, i wytłumaczony… Ale, zapytam, bo mam do tego prawo: a to dzieciak, to jednoroczne dziecko wiedziało, o co poszło? Aż tak było świadome? Bo ja miałam lat 5 i widząc to, co dokoła i, rozmawiając (!), nie rozumiałam, dlaczego tak się działo. I, choć moje sprawy – bardziej złożone i w innym czasie, ale, widocznie, roczny Antoś był bardziej „kumaty”. Widocznie, że powtórzę, wytłumaczono mu, choćby w tym, dziecięcym języku, ograniczonym do paru słów. A on, maluch, wszystko pojął. I tu się obruszę. Toż to idiotyczna bzdura!  To nie mogło być tak. Świadczy tylko i wyłącznie, że ów, sam sobie, zaczął, daleko potem, tłumaczyć swoje miejsce w świecie i cel, wmawiać tę sprawę jako ranę z dzieciństwa. Tylko, czy to jego osobista rana a nie, raczej, jakaś sprawa honorowa rodziny, chęć wendety, choćby i słownej, tych, co widzieli i przez lata żyli tamtą historią i przenosili jej glorię na kolejne pokolenia? Wiem, że i to niezbyt możliwe, bo… musiałabym mieć traumę o wiele większą, dotkliwszą wielokrotnie i nie tylko z tak dawnego, „zzazasłonnego”, dlatego i błahego, bo nie „przyskórnego”, powodu.  I w tym kontekście zapytam:  a o co chodzi młodemu Jakowi, że się tu, w PIS-ie, pojawił? Też o traumę? A jednak o traumę?  O przemęczenie?  O krzyż?  To zrozumiałabym. Czyżby nie był aż tak pewny swoich zapatrywań na aborcję i się miota? Nie, nie powie tego, za nic. Choćby i przypalano… A to też zrozumiałabym. Ale, to z PO? Że za tatę? Że wyrzucili ojca za głosowanie syna? Zatem – byli tam razem. Zatem: wet za wet? Ząb za ząb? Też sprawa honorowa, rodzinna?

***

A tak, gwoli wniosku, rzucę w powietrze:  czyżby PIS pozbierało wyłącznie ludzi z traumą, z jakąś złością, chęcią rewanżu? Poznając  te wszystkie przypadki, możemy tylko pokiwać głową: coś w tym jest, coś za coś. Tak to,  traktują. Wiąże ich też wiara w to, że bliscy nie całkiem umarli.  To też rozumiem, ale inaczej widzę tę pamięć. Bardziej, jako swoją, osobistą. W przedmiotach, relacjach, anegdotach… Ale, i oni skupiają  się wokół swoich, ich osobistych, szoków, urazów, zranień… To jedno, smoleńskie, jest tylko dla pozoru, na zewnątrz, dla Jaru, ich patrona, przewodnika, człowieka, którego traktują jak nadprzyrodzonego guru.  A, wewnątrz, tkwią zadrą  inne, wciąż powtarzane, zakodowane bóle, też przy Jaru. Czyli, że on wykorzystuje ich a oni… oni wykorzystują, jednak, jego? A, nie? Każdy psycholog, pozbierawszy te przypadki, przyzna, że coś w tym jest.

bleblin

 

 

Opublikowano czytałamdywagacjemoim zdaniemna własne uszyna własnej skórzepsychologiczne rozważania |Otagowano aborcjaantośbleblincoś w tym jestjakkrzesławaktspamięćpoeticpromotorzyranarelacjeskrzypczyńskaskrzysiaswój krzyżtraumawidzimisięzadra | Skomentuj

Fanatyzm czy matematyczny, grozi zwojom?

Fanatyzm czy matematyczny, grozi zwojom?

Opublikowano 20 września 2016autor: skrzysia

Kto ma się zająć umysłami naszych dzieci?  Jaki to nadzwyczajny umysł matematyczny? Że matematyka to tylko liczby? A treści podręcznikowe to nic? Że ślepi rodzice przejdą nad tym, tak, jak kiedyś, pokolenie starsze, do porządku dziennego? To pokolenie, porzucone niejako, zdane na siebie, postąpi inaczej, niż tamto, zabiegane, zapracowane, szukające w domu jedynie ciszy. To jest bliżej dzieci, więc zobaczy. Już reaguje.

Kim ma być nowa twórczyni wiedzy? Cóż znaczy twórca?

Kobieta przybyła do Warszawy z Podlasia, zawojowana działaczka ruchów religijnych, związana z Jasną Górą, katolickimi wszystkimi gazetami, z oazami, księżmi z Archidiecezji Warszawy, z Sodalicją Mariańską, czyli z Kolegium Rzymskim?

Zapytam:  to Rzym będzie teraz nauczał nasze dzieci?

Sodalicja to bractwo religijne. W bractwie siostrzyczka? Bractwo to przecież zrzeszenie braci a nie sióstr, a, nie?

Sodalicja Mariańska grupuje tych, co chcą być bardziej święci, niż inni. To oni organizują pielgrzymki, chcą Jezusa Chrystusa za Króla i Pana. Sami piszą, że są Hufcem Maryi, zatem są przesiąknięci jednym celem. Piszą, że „Sodalicje czekały z utęsknieniem na wznowienie działalności SM. Taki czas nastąpił w 1980, gdy zrodziła się „Solidarność” (!)

A więc, to wtedy  wykorzystali czas na swoje uderzenie… Biedny, podległy lud to kupił. Nie sądził, że odbija się od jednej doktryny i wpada w drugą. Że ktoś z niego robi sobie pewnego rodzaju wasala.

Wasal= „osoba wolna, oddająca się pod opiekę seniora”.

Powrócę do owej, mimochodem,  matematyczki.

Pani owa zna się z Terlikowskimi, jest przeciwniczką gender.  Była studentką o. Rydzyka. Ciekawostka, prawda?

Wyrzucona z warszawskiego wydziału oświaty za forsowanie pomysłów prochrześcijańskich i katolizowanie na każdym kroku (!), zostaje dziś wyznaczoną przez min. Zalewską (tę samą, co dopiero co kompromitowała się swoją niewiedzą w tv!) do pisania

Zatem, ortodoksyjna zwolenniczka Jezusa Pana ma być główną twórczynią podręczników do matematyki naszych dzieci?

Wiem osobiście, co to znaczy, bo już w poprzednich podręcznikach zauważałam, w każdym przedmiocie, przepuszczany, już wtedy, atak na umysły maluczkich. Już wtedy, kiedy rządy sprawowała PO, niby to scentrowana partia. Tylko, dlaczego ówczesny premier, Tusk wziął był, akurat wtedy,  ślub? Że to prywatna sprawa? A może wyczuł trend?

Nie tylko tamte podręczniki  polskiego, ale i podręcznik kultury, gdzie rozbudowano zwłaszcza terminy i dzieje tej, jednej, jedynej, religii i wtedy stawały się niepotrzebną zadrą. Na wielu kartkach powtarzano, kto lub co, po kim czy po czym, kiedy pojawiał (o) się w dziejach świata. W tych dziejach. Biblijnych. Wszystko podawane było jako pewnik, na dodatek, pewnik na ocenę.  Było to nie do strawienia. Co dziwniejsze, w zadaniach matematycznych również posługiwano się  wtrąceniami religijnymi. Wówczas z tego żartowałam, dziś widzę tamtejsze próby, jakby wyczuwanie, jak zareagują tłumy. Widać, to nie był jeszcze czas. Średnia klasa pozwalała na wszystko, wszystko, co nie przypominało komuny.

Jeśli tematyką matematyczną zająć ma się dziś jeszcze większy fanatyk, tu – fanatyczka, to kraj nasz zaczyna podlegać pełnej  indoktrynacji a naszym dzieciom będzie się to, w sposób ciągły, nawijać na zwoje. To pewne. Niedługo będziemy przymuszani do klękania i myślenia wyłącznie o jednym. Jeśli się tego nie zniszczy w zarodku, nie zaprotestuje, powstaną zastępy denuncjujących. Czyżby była to ekspansja rzymska? Uznano tam, że skoro kiedyś tak było, to i teraz jesteśmy równie słabi?

Naukowcy twierdzą, że tamto wcale nie musiało zajść, nie było, w danej chwili, potrzebne, choć kiedyś, pewnie i musielibyśmy się jakoś zdeklarować. Usłyszałam rankiem w TOK FM.

To ci czasy!

bleblin

 

 

Opublikowano czytałamdywagacjemoim zdaniemna własnej skórzewidziałam | Otagowano bleblinbractwodziecifanatyzmindoktrynacjakrzesławakrzysiaktsmatematykapodręcznikipoeticskrzypczyńskaskrzysiasodalicja marjańskatreścitwórcawtedy jużwykorzystali czas i sytuacjęwyrzuconazawojowana dzialaczka | Skomentuj

Smaczne, bo ostre, węgierskie nawijki, czyli głuchy telefon

Smaczne, bo ostre, węgierskie nawijki, czyli głuchy telefon

 

Opublikowano 7 września 2016autor: skrzysia

Po wczorajszym, nadawanym w TV, spotkaniu pomiędzy węgierskim Urbanem albo Hun-banem, czyli Orbanem a Kaczyńskim, można by wysnuć parę nieciekawych wniosków, a to np. taki, że pierwszy doskonale „rozpracował” Polaka pod względem psychologicznym, chociaż to naszemu wydawało się, pewnie, że to on brylował. Tamten nawijał mu na uszy wszystko, czego się wcześniej dowiedział, niby to popierając  a jednocześnie od razu zastrzegając sobie, że nie we wszystkim im po drodze. Mówił  o religijnych potrzebach nowej Unii, powrocie do starych zasad i, pewnie, o rewolucyjnych, z czego zaraz się wycofał, ale znacznych, także, posunięciach, prowadzących do, być może, oczekiwanej zmiany, choć od razu, mówił, że on aż tak awangardowy nie jest. Miało się wrażenie, że podpuszcza, podjudza i bada, na ile prezes się zapędzi. Czyżby chciał wyczuć, chciał się dowiedzieć, jak daleko teorie przeciwne interlokutorowi, opisujące jego charakter, są prawdziwe. Cały czas migał się i lawirował, pozornie, wcześniej, opisując sytuację aż tak napiętą. Kolega z Polski „łykał” te banialuki z przyjemnością. Wyrzucane przez Hun-bana, poklepywania, w stylu – starszy, więc mądrzejszy, w stronę Kaczyńskiego, osiągały zamierzony, choć nieuświadomiony przez naszego, efekt, w postaci języczka wybitnie uwypuklającego policzek.  Duma rozpierała.  Ten człowiek, zodiakalne bliźnię, nie mógł wiedzieć, że jego podstawowym mankamentem jest, pomimo wszystko, dziecinne, niczym niepoparte, zaufanie  wobec, zdawałoby się, przyjaciela. Toteż, uznawszy, iż razem mogą wiele, Polak brnął dalej w swoje imaginacje sławy. Ogólny wydźwięk był jednak taki, że dowiedzieliśmy się, jak bardzo nasz chce się posunąć w rozpracowywaniu i przegrupowaniu Unii, bo przyznał, że sprawdza, komu zaufa i, że zamierza iść na sam szczyt. Niestety, temat nie był kontynuowany, bo Węgrowi już wystarczyło, skoro dowiedział się a może, znając towarzysza już dobrze, chciał to, po prostu, innym unaocznić, bo nasz rozmarzył się na moment o zaszczytach coraz to większych i najwyższych.

***

I tu mogłabym swoje widzenie sprawy zakończyć, ale jest jeszcze coś. Zastanawiam się, jak bardzo, ów prezes przeżyje swoje ewentualne, bolesne  lądowanie, kiedy sam otworzy oczy i zobaczy wspaniałą komitywę „drugiego bratanka” z tymi, których tak tamten wcześniej piętnował. Może być nieprzyjemnie. I może być „grubo”.

Ale, ja nie mogę nic. Mogę próbować łączyć słowa z gestami i mogę przewidywać. Bo zodiakalny bliźniak, kiedy poczuje się zdradzony, jest nieprzewidywalny.

bleblin

 

 

Opublikowano dywagacjemoim zdaniemna własne uszywidziałam | Otagowano bleblinbolesne lądowaniebratanekgłuchy telefonkrzysiaktsnawijkapoeticpoklepywaniepolakpsychologreligiarewolucjaskrzypczyńskaskrzysiaspotkanieszczytyUniawęgryzaszczyty | Skomentuj

Wałbrzych z pamięci i lektury

Wałbrzych z pamięci i lektury

Wałbrzyski pociąg podziemny jak nie pojawia się, tak nie pojawia. Nie istniał i nie istnieje. 500 mln zł korzyści marketingowych, czyli tych, jakie musiano by wydać na reklamę w mediach, a się nie wyda, bo nie trzeba oraz 140 tys. wydanych na poszukiwania, snute, niesamowite wizje, które ściągają dziennikarzy i  turystów, żądnych zobaczenia cudu.  W kolejnych warstwach odcinków terenu, wskazywanych przez teoretyzujących niby to naukowców,  niczego nie ma. Nie ma skarbów, które miałyby rozsławić i poszukiwaczy i teren. Ściągnięci obietnicami zysku, eksploatatorzy obcy przybywają, pomieszkują i działają.  Świat dowiedział się, że takie tereny w ogóle istnieją. Mieszkańcy ich,  przez moment, przeżywają wielki boom – w oblężeniu  swoich 10 hoteli, gościńców, pensjonatów, dworków, restauracji, w handlu i zainteresowaniu. Na 65 km ściągane są różne maszyny, które mają ziemię dalej drążyć, podtrzymuje się najprzedziwniejsze  teorie i… ciągle nic. Ileż można podtrzymywać takie plotki?

Wałbrzych – miejscowość, kiedyś, ogromnych kopalń Fuchs; Victorii, Wałbrzych, Thorez, potem wygaszanych, a także  ich  szybów:  Chrobry, Staszic, Powietrzny i Zbigniew, Kopernik, Wojciech, Irena, Gabrieli Barbara, Jozef, Witold, Jerzy i Klara oraz Julia, Sobótka, Jan Tytus i Chwalibóg, Dawid, Mieszko, Segen Gottes, Herman oraz Teresa. To teren hałd: Wiesław, Victoria i Matylda, Krakus, 1-go Maja, Moniuszki i Staszica. Wszędzie pracowali ludzie.  Ci, pokazywani jako oprószeni miałem węglowym i ci, na uroczystościach w garniturach i z piórkiem na czapce. Dalej, zakopano osadniki:  Victoria – Gaj, Zbiornik Centralny Moniuszki, 1-go Maja i 3 osadniki Thorez. W latach 90 ub.w. wygaszono wszystko, choć w ministerstwie udawano dobrą wolę odnośnie restrukturyzacji. Szyby zasypano bądź przejęły je osoby prywatne, często w celach przechowywania odpadów, choć gdzieś tam powstał i salon samochodowy, a to, co zapisano do Rejestru Zabytków WKZ, niszczeje, jakiś hotel stał się domem mieszkalnym, maszyny pocięto albo wyekspediowano do punktu złomu, hałdy przekazano Lasom Państwowym, inne budynki spalono i wyburzono. Kilkanaście tysięcy mieszkańców wyemigrowało w okolice i dalej. Moja rodzina – też.  Nazwiska, ciekawe profesje, wszystko było i nie pozostało nic, poza pamięcią.

Chciano stworzyć nowy szyb Kopernik, ale i to zasypano. Nie ma rozwijającej się, kiedyś, w dawnym stopniu, kultury,  dziś  Wałbrzych jest miastem opuszczanym nagminnie przez młodych, bo jest miejscem wielu tąpnięć. Na co było czekać? Na pylicę krzemową, złapaną przez dziadów?

Legenda o kosztownościach pogermańskich szabrów miała wszystko odmienić.  Zamek Książ i Centrum Nauki i Sztuki Stara Kopalnia stają się, póki co, miejscem zwiększonych odwiedzin, miejscowi sprzedają gadżety z nazwą WAubrzych. Czy to, aby, nie wszystko? Goście znajdują mnóstwo grzybów. Jacyś poszukiwacze wycofują się widząc, że to nie tunel a lita skała… Będzie jeszcze wykorzystana wiertnica.  Ludzie zaczynają domniemywać, że znajdzie się kolejne miejsce wydobycia węgla. Czyżby chciano przewiercić ziemię aż do jej rdzenia?  A może pojawi się jakieś źródło wód albo lawy? Pojawił się projekt Gminnego Programu Rewitalizacji Miasta Wałbrzycha na lata 2016 – 2025. Trwają konsultacje społeczne.  Na ile wystarczy hartu ducha? Oto jest pytanie…

bleblin

(z sentymentu do Wałbrzycha, siedziby, kiedyś, działań mojej rodziny; artystów, aktorów i poetów  oraz  za Politechniką Śląską i jej publikacją: Górnictwo i Geologia, t. 6, zesz. 1 z 2011)

 
 
 
Opublikowano czytałamdywagacjemoim zdaniemrodzinne | Otagowano bleblinboomchrobryhałdakopalniakrzesławaktsmieszkonaukowcyosadnikipociągskrzypczyńskaskrzysiaszybwalbrzychwczoraj i dziśZamekzloto | Skomentuj

Dawna i dzisiejsza rzeczywistość, czyli hetery, mniszki, kastraty i falsety. Prawda mało dostępna.

Dawna i dzisiejsza rzeczywistość, czyli hetery, mniszki, kastraty i falsety. Prawda mało dostępna.

Opublikowano autor: skrzysia

TOK FM – Off Czarek i rozmowa o prawdzie w Biblii. Wiedza imaginowana. Mity. Grecka rzeczywistość. Jak to było dawniej? W takiej Grecji… Jak to się stało, że tamci mężczyźni, już wtedy ubierający się w sukmany (pewnie dla niepoznaki odczuć), rozprawiający o ważnych rzeczach, zapragnęli towarzystwa? (ile można gadać o niczym?) Co to były te hetery? (panie towarzyszące, jedyne w tym środowisku, niby z powodu swej ogromnej wiedzy, dopuszczane kiedyś do rozmów i, po nich, używane w orgiach) Ciekawie, co? Jak to się stało, że kobiety te, jako mniszki (!), umiejscowiono w odosobnieniach? (kobiety uznane za samo zło, co miało chronić przed utratą dóbr, bo, przecież rodziły i panowie o swoje dbali) Zapytam zatem, bo się nasuwa: czyż mniszki to nie dzisiejsze zakonnice? I, dalej, po ich, niby to, niedostępności, bo zbyt seksownie śpiewały (a przecież, choć nie były to kobiety najpiękniejsze, to sam głos, uznany za diabelski, podniecał), pojawiali się młodzi chłopcy (!), którzy je zastępowali. Te głosy, chłopaczkowe głosiki, także się „podobały”. Zatem, następna ciekawostka: jak powstawali kastraci, śpiewający falsetem? (niby to, przez przypadek, tracący walory męskie, bo inne oficjalne powody – zakazane) Zastanawia fakt, że mimo wszystko, Maria Curie-Skłodowska była kobietą… I dzisiaj. Czyż to nam kogoś nie przypomina? Może zasady i ich łamanie, tych, w sukmanach? I, czy słyszeliście o rzeczniku ŚDM, który tak pięknie współpracował z przygotowującymi te dni, zwłaszcza, z dziewczątkami, co oczywiste, a dziś jest szczęśliwym tatusiem? Tyle miał wokół… Papież Franciszek u boku. Tuż, obok. Inna sprawa. Dzisiejszy katolik wszystko „łyka” bez zastanowienia a stosuje zasady adekwatne do swojej przestrzeni. Nie łyknie, raczej, np. tego, żeby tak, jak u Żydów, z nakazu kapłana Ezdrasza, pozbywano się żon z obcych plemion i dzieci z nich zrodzonych. Dziś to nieprawdopodobne. Zrzuca się tamto na kontrakty małżeńskie. Wspomniano o kontekście ksenofobicznym (jakże dziś aktualnym, bo, przecież, wyrażającym strach, wrogość i wyraźną niechęć przed obcymi, np. imigrantami i uchodźcami), o prawach nieoczywistych, związanych często z rytualną pobożnością czy sytuacją ekonomiczną. Nie należy tamtego czytać jak nakazu, ale jako postulatu (stanowczego życzenia, propozycji). Smok wawelski, postaci z mitów, czyli istoty rzeczywiste, umiejscowione w fikcji, w warstwie folklorystycznej. Wspomniano tabu religijne (czyli, fundamentalne zasady, których nie wolno, za żadne skarby, podważać, bo tak ktoś chce lub chciał, zakładał, bo stałyby się, w innym wypadku, śmieszne z gruntu).  Należy zrozumieć rzeczywistość z czasów Jezusa, kiedyś – normy opisywane z tamtego punktu widzenia. Postawione pytanie: „kto stoi za pięcioksięgiem”, pierwszą częścią Starego Testamentu, podstawą judaizmu, dziś – i religii naszej? Toż to teksty przenoszone ustnie (jak w zabawie na komunikację od ucha do ucha), na jarmarkach czy napisane przez elitę. Zwróćmy uwagę na kontekst, czyli, zanim popędzimy na mszę, rozważmy go, przed próbą wyciągania wniosku z tekstu religijnego, np. tamtego, perskiego. Trzeba zastanowić się nad czasami, kiedy tekst jakiś powstawał a nie brać, jak leci. Tyle podpowiedzi. Prawda, że mądrych?
bleblin

 
 
 

 

Opublikowano dywagacjemoim zdaniemna własne uszy | Otagowano bibliableblinchlopcyEzdraszfalsetheterykastrat-co to?krzysiaksenofobiaktslykasz?mitymniszkinakaz-postulatorgiepoeticrytualna pobożnośćrzecznikskrzypczyńskaskrzysiateksty przenoszoneważny kontekst | Skomentuj

kwesta i czary: przepustka czy klątwa? Co wybierasz?

Od jutra, tzn. 10.08.2016, pisowscy entuzjaści organizować będą kwesty. Będą zbierane pieniądze na 2 pomniki – na jednego z tych, „co ukradli księżyc” i dla reszty smoleńskiej. Tylko, jak to brzmi? Przykościelne i uliczne zbiórki, od razu będą wskazywać, kto jest za tym rządem a kto – przeciw. Tzw. cegiełki uzyskają nominał minimum 10 zł, ale pisowcy liczą na katolicką szczodrość, bo przygotowali nominały i 50 i 100 i nawet o wiele więcej. Podejrzewam, że każdy, z otoczenia guru, zechce się pokazać. Na to, pewnie, liczy też najważniejszy człowiek Polski…
Czy kościół rzuci, na niechętnych, klątwę? Jedno pewne, że na papierkach, uzyskiwanych w zamian, ludzie dostaną podobiznę z Kaczyńskim. Czyżby miała to być i przepustka do nieba? Ciekawostka. Można też domniemywać, że będzie to spisywanie tzw. zastępów, świadczących o faktycznym poparciu dla PIS-u i ewentualnych szansach na nowe odliczanie, w przyszłych wyborach. To powie, od razu, jak szybko należy się zabierać za kolejne uderzenia i kolejne tzw. „dobre zmiany”. Dowiedzą się, ile jest czasu. Co do miejsca ustawienia owych pomników, przepowiadam, że zadecydują, na 100%, ci sami, co decydują o wszystkim – sami swoi. I, z pewnością, zadecydują nocą. To sprawi, że postawią, co będą chcieli, to samo też zadecyduje, że te koszmarki mogą się już, za chwilę, nie spodobać. Zresztą, czy to, co już powstaje, przypomina kogokolwiek? Bo ja nie widzę krzty z nikogo, a już całkiem nie widzę nic, z tamtego.
***
W międzyczasie, ciemności zaczynają opadać płachtą na naszą, dopiero co wywalczoną, wolność; po cichu, zbiera się głosy na rozpoczęcie procedury zamykania, w niedzielę, sklepów. Zapytam: czy to, aby nie bzdura, że ci, którzy wybrali taki a nie inny, zawód, zechcą mniej zarabiać, bo tak im śpieszno do przebywania w domu, czy śpieszno im do wydawania swych uciułanych pieniędzy na tacę, w kościołach? Każdy powinien mieć wybór. Także – wybór sprzedaży i kupna. Jeśli takiego nie ma, nie możemy przekłamywać, iż to kraj wolny. Do dzisiaj tak było. A jutro?
Pytanie pozostawiam bez odpowiedzi, bo i przeciwnicy, dawna PO, także skręca w tę samą, co PIS, stronę. Na kolana i otwarcie.
bleblin

 
 
 
Opublikowano czytałamdywagacjemoim zdaniemna własne uszy | Otagowano bleblincegielkaciemnościdowolnośćjutro?klątwakrzesława Tkrzysiaktskwestanocąodliczaniepoeticpomnikipostawiąprzepowiadamprzepustka do niebasami swoiskrzypczyńskaskrzysiaszczodrośćtacawolnośćwyborywybrali | Skomentuj

komputer, opona, ekologia i jad

Ciągle pada, zatem jest czas na „połatanie” wad naszych komputerów. Ja mam to już za sobą. Okazuje się, że pewne, używane przez nas, komputerowe programy ochronne, bez względu na wersję systemu operacyjnego, zwłaszcza w przypadku tego, bez już aktualizacji, ale nie tylko, bo nowsze i najnowsze również, dysponują pewną siłą, regularnie zżerającą naszych „okien na świat” przestrzeń. Dla kogoś, kto wykorzystuje te urządzenia wyłącznie w celach poznawczych czy komunikacyjnych jest to prawie niezauważalne, bo, owszem, ubywa mu kilobajtów, czyli pamięci na dysku C, ale trwa to długo, aż mu się samemu to wydanie komputera znudzi. Zresztą, ów ktoś nie ma pojęcia o tym, że od czasu do czasu, powinien użyć programu czyszczącego z pozostałości po np. przeglądaniu cudzych, nie zawsze bezpiecznych, stron, co ja robię przynajmniej raz dziennie. Ktoś, kto używa grafiki, programów tekstowych, muzycznych, kto tworzy, może się jednak spotkać z nagłą swego stałego czy mobilnego urządzenia „niemocą” i taką to miałam nieprzyjemność. Dysk C tak zaniemógł, że nie tylko każda ze stron otwierała się długo, ale i nie zawsze się otwierała a o defragmentacji całości nie mogło być nawet mowy. Po prostu – klops. Po prostu – brak odpowiedniej przestrzeni dla wykonania takiego przedsięwzięcia. Wiedzą o jej potrzebie ci, którzy budują swoje strony, robią foldery a w nich umiejscawiają pokaźne pliki, ciągle coś przenoszą, nanoszą i zmieniają. Postanowiłam rzecz wymienić, wszyscy się do tego przymierzaliśmy, bo nie chodziło o banalne wykupienie czegoś – jakiegoś, nie o urządzenie jakieś ładniejsze, ale o zminimalizowane, dużo większe w możliwościach działania na pamięci RAM. Tu, ktoś obok, wpadł na pomysł tego mojego, póki co, urządzenia, jakby to nazwać… retusz, odnowę biologiczną, rewitalizację czy sanację. Udało się rewelacyjnie, odzyskałam pamięć komputera i dalej, mogę coś na nim robić. Ale, dochodzenie do sedna, do owego czynnika, sprawcy zachłyśnięcia, trochę trwało a żaden producent żadnej rzeczy, zwłaszcza w dziedzinie elektronicznej, w życiu nie przyzna się, że stworzył coś czasowego i w tym wypadku, jeśli nawet wcześniej nieuświadomionego, to tak działającego, aby kupować, kupować, kupować. Jeśli niszczy nam się ekologicznie torebka na warzywa, wiemy o tym wcześniej, że taka jej właściwość. Jeśli dotyczy to innej dziedziny życia, nie dowiemy się nigdy, chyba, że sami zaczniemy w sedno wchodzić. Wtedy i sam producent zacznie z nami współpracować. Tak już jest. Taka jest zasada: głupiś? – myśl sobie co chcesz. Myślisz, że coś jest nie tak? – brawo! Tak jest w przypadku – tu coś dla panów – opon, które wcale nie muszą z racji swego składnika węglowego, być czarne, ale dostarczyciel składnika – monopolista, na to nie pozwoli, dopóki kula się to, co kula i nikt ani piśnie o czymś innym. Tak jest. A skąd wiem ? Pisałam pracę m.in. w Stomilu na temat opon właśnie. Farmacja. Leki. Tabletki, pigułki, obok obostrzeń datowych, zmieniają nazwę i stają się mniejsze albo opakowania produktu tego samego albo z mało ważnym dodatkiem, pojawiają się inne, ładniejsze, ciekawsze z reklamami o cudzie wynalazczym, co jest rzadkie. Trzeba się temu przyglądać. I nie dotyczy to wyłącznie naszego kraju, ale wszystkich. Skąd wiem, znowu zapytacie? Badałam. Telewizory – dziś coraz sprawniejsze i z różnymi opcjami, na początku wchodziły do nas jako odrzuty pikselowe (czy dziś?), ale… kto by się tam zorientował? Skąd wiem? Wiem i tyle. Zachłystywanie się ekologią, być może, niszczy spojrzenie obiektywne. A, nie? Po filmie o tym, co by się działo, gdyby porzucić dany obszar miejski… odpowiedź jest jedna. Wszystko zarosłoby tak, jak zarasta, jeśli nie ingeruje człowiek. Buszem. Ptaki zamieszkałyby tam, gdzie próbuje wślizgnąć się każdy gołąb, ciągle pozostawiający wszędzie swoje fekalia. W naszych domach. Pod ich wpływem, runęłyby gmachy. Jak po wojnie. Przesłanie? Człowiek powinien wałczyć o swoje, zwłaszcza o życie (patrz przydrożne drzewa – miejsca pochówku), a nie poddawać się fali nieograniczonego zrozumienia dla „biednych” pomniejszych, bo ci i tak się posieją i pomnożą. A, swoją drogą, czy pośród nich byłby i „barszcz Sosnowskiego”, selerowata, trująca, baldachimowa ta roślina przeniesiona z ZSRR? Skóra robi się czerwona, pod wpływem słońca naciekająca surowicą, dająca potem głębokie rany, na niej pojawiają i utrzymują się wieloletnie, ciemne plamy po furanokumarynach. Te z DNA łączą się ochoczo i dają nowotwory. Poparzenia mogą zaistnieć z odległości, bo one, te furano- unoszą się w powietrzu. Utrudniony oddech, zawroty głowy, łzawiące oczy – to siła tego 4-5m roślinnego, rozłożystego bandyty. Lekarz, lekarz, lekarz. A wcześniej obmycie wodą i mydło. 2-3 dni bez słońca. Sprowadzana w PGR-ach (takie spółdzielnie mieszkających i pracujących razem, jak w kołchozie) ku uciesze pszczół, i na kiszonki i pasze, tworzy, ponoć, silne i nie do ujarzmienia, banki nasion w glebie. I nawet, jeśli spróbować to wyplenić, do końca się nie da, bo szybko rośnie i uwielbia nasze ziemie. To tu zrobiła się jadowita… Może zabić. Przyjemności!
bleblin

 
 
 
Opublikowano czytałamdywagacjekomputerowe moje graniemoim zdaniemna własnej skórze | Otagowano bleblinbuszdefragmentacjaDNAdyskekologiafekaliafuranokumarynaKrzeslawa T. Skrzypczynskaktskulaoponypikselepoparzeniapszczołareklamaretuszrewitalizacjasanacjaskrzysiatorebka | Skomentuj

Mądrość odwrócona, ksenofobia i uzurpacja

Użycie wojskowych do nadużyć stawia tę służbę w mocno niewygodnej i podejrzanej sytuacji. Tak bywało w krajach junty, tam, gdzie zaprowadzono terror. A, nie? A u nas, w wolnym mieście Poznań, dopiero co, za sprawą wiceministra obrony, znanego z odwiecznego badania sprawy smoleńskiej, z udziałem wojska właśnie (!) a nie straży pożarnej, stanęła pod osłoną zmierzchu, póki co przed jakimś kościołem, bez pozwoleń miejscowych władz, uznana za samowolę budowlaną 5-metrowa (szczęśliwie nie 12-sto) postać z rozłożonymi rękami. Postać nie przypomina nikogo, tym bardziej autentycznego człowieka z Dalekiego Wschodu. Nie przypomina ani jasną karnacją ani tamtymi rysami ani włosem. Jest jak Europejczyk – , bo Jezus musi być biały, wbrew prawdzie, której serce polskiego katolika nie zniosłoby. To tak wierna kopia jak ta płaskorzeźba nieżyjącego Kaczyńskiego. Ani to on, ani rzeźbiarz, ani nikt.
A w TOK FM, ostatniej nocy, socjolog Sergiusz Kowalski przyznał, że w każdym z nas, białych, jest 4% Neandertalczyka, tego, co to przywędrował z Afryki. Zatem, najprawdziwszym człowiekiem z ludzi, bo 100% jest… Neandertalczyk, czyli dzisiejszy czarnoskóry. Nie jest mi wcale z tego powodu miło. I dalej…
Zatem, każdy inny to jego gorszy sort. Tylko czarnoskóry ma dużo więcej % człowieczeństwa, aniżeli podbity kiedyś Europejczyk i każdy mieszaniec, im ciemniejszy, tym bardziej ludzki. Zdaniem Francuzów, Polak to taki Rusin, co myśli, że jest Francuzem. Nie ma, przecież, świata uporządkowanego. Przecież Amerykanie to tylko rdzenni Indianie. A co tam robią Polacy? Są madami, podróżnikami. Ciągle wędrują. Co robimy w Anglii? Nasi chcą mieć a nie dawać. Tak już mamy. Czujemy się lepsi a jeździmy na zarobek. Cierpimy i się mścimy. Zawiść nasza to proteza. Bo jesteśmy biedniejsi, sami ustawiliśmy się w roli ofiary. Nobilitujemy się poprzez cierpienie. Utożsamiamy się, swoją nadzwyczajność, z wzorcem na krzyżu. Nie lubimy innych, lubimy siebie. To sytuacja mieszanki megalomana, tej manii wielkości i poczucia bycia gorszym. Zarazem. Sami sobie wymyśliliśmy takich siebie. A wszystko za sprawą wychowania. Nie jesteśmy walczącymi plemionami a PIS wmawia nam, że jesteśmy my i oni. Kiedy wykupujemy nagminnie ziemie w Niemczech, nikt nas nie bije, nie odsyła. Dzieje się to wszędzie. Rozłazimy się. Jesteśmy ksenofobami. Czyli wrogami, nieprzejednanymi, nieprzyjaznymi wobec innych. Na złość sobie odmrażamy uszy. Synowie szlachciców, nie byli wysyłani już kiedyś do nauk za granicę, aby niczego złego się nie nauczyć. Izolowali się. Koszty mamy dzisiaj. Ot, mądrość odwrócona. Paranoiczna wielkość.
bleblin

 
 
 
Opublikowano moim zdaniem | Otagowano bleblinczłowiekkrzesławakrzyżksenofobiaktsmadowiemądrość odwróconamieszankaneandertalczykpostaćprotezaskrzypczyńskaskrzysiauzurpacjawosko | Skomentuj

Dokąd to wiodą Was te wysokie progi?

Zdrowymi ustrojami są, jak czytam, monarchia, arystokracja i politeja. Zwyrodniałymi natomiast ustrojami są: tyrania, oligarchia i demokracja.
A cóż to takiego?
Monarchia – ustrój polityczny lub forma rządów, gdzie niewybieraną w sposób republikański głową państwa jest jedna osoba. Jest to tzw. jedynowładztwo, bo władzę ma człowiek, monarcha. To księstwa, królestwa, cesarstwa, carstwa, sułtanaty, teokracje, papiestwo.
Podziałów jest wiele. W zależności od centrum władzy może być feudalna (władca i możni), stanowa (on ze szlachtą, duchowieństwem, mieszczanami), absolutna (tylko on), parlamentarna (król-reprezentant i parlament). Bywają diarchie, gdzie rządzą dwie osoby, triumwiraty (3 osoby), będący odmianą dyktatury i oligarchii.
Arystokracja, w sedesie ustroju, to władza „najlepszych”, nieodpowiedzialna przed narodem, z rządami wedle własnego uznania, rożnie ograniczona.
Politeja – dominacja średniej klasy, bez przewrotów, hamująca ambicje uzurpatorskie. Zdaniem Platona – niemożliwa do utrzymania.
Tyrania – nieograniczona władza, zdobyta niezgodnie z prawem.
Oligarchia – podobna do dyktatury, tyle, że niewielkiej grupy ludzi z arystokracji lub bogatych rodzin. Jest kupiecka, magnacka, arystokratyczna. Dziś Chiny.
Demokracja -wola większości obywateli realizowana za pomocą przedstawicieli. Gwarantem parlamentarnej – konstytucja, najczęściej pisana.
Demokracja to zwyrodnienie politei, tak, jak tyrania jest zwyrodnieniem monarchii i oligarchia, jako ustrój – zwyrodnieniem arystokracji.
Politeja może przekształcić się zatem, niestety, w demokrację. Demokracja może spłaszczać się dalej, ku ochlokracji, czyli rządom pospólstwa, tłumu, albo zawracać ku słuszniejszej politei, czyli rządów wszystkich, ale rządów rozumnych, mających na względzie wspólny pożytek.
Ochlokracja, czyli ta, z rządami pospólstwa, zmierzać może w kierunku oligarchii lub anarchii a ta, dalej, ku tyranii.
Ustroje dotyczyły zawsze obywateli, czyli nie (!) wszystkich. Dawniej obywatelem zostawał tylko dorosły i to mężczyzna, zrodzony z czystych rasowo np. Ateńczyków. Kobieta była defektem. Defekt lub nadmiar w tej zasadzie zwano istotą nadludzką, nędznikiem czy idiotą. Dopiero kryzys w rządach spowodował zmiany w postrzeganiu.
A dziś? Dziś każdy prawie pisowiec zarabia sobie 7-12 tysięcy, bo mieści się w zwariowanej liczbie ważnych ministrów i wiceministrów, pełnomocników, w resortach, super-resortach. PIS, z poparciem kościoła, przestawia media, dzieląc je na dobre i złe. Nakazuje płacić za przez siebie wskazane, bez względu na użytkowanie. Rozdaje tym, których chce przekabacić. Czy jest to już zalążek triumwiratu czy tyranii? A może monarchii, bo jeden człowiek z tylnego rządzi stołka? Tyle, że jest sam i stary, bezdzietny. Ale, jest pytanie.
bleblin

 
 
 
Opublikowano czytałamdywagacjemoim zdaniem | Otagowano arystokracjableblincarstwochinydemokracjadrogiistota nadludzkakobieta defektemkonstytucjakonsul z Sao Paulokrólestwo - czyje?krzesławakrzysiaksięstwoktsmeteorymonarchiaoligarchiapapieżparlamentplatonpoeticpolitejapolitycznieskrzypczyńskaskrzysiatyraniaz tylnego stołkazmiany | Skomentuj

Policzek i przemoc czy równe prawa? Nieustalony banał.

 

tym razem wrzucam ze swojego Facebooka… Tak myślę, bo widzę w tym względzie ogrom nieporozumień, w których nikt nie potrafi się znaleźć ani niczego, żadna grupa decydencka, nie potrafiła uzgodnić i dotąd nie uzgodniła. Stad, zatem, ten tekst…
Flaga, konstytucja, zasady równe dla każdego.
Czytam artykuł o muzułmance wrocławskiej, czyli dziewczynie z Polski, która wyszła za Araba.
No właśnie. Wyszła i zaczęła przyjmować jego zasady; kwef i takie tam, sukmany… Niby, nikomu, nic, niby żyli sobie szczęśliwie, niby…
Ale. Wszystko na niby. I jest ok. Burzymy się na tych, którym nie podoba się napaść, nawet słowna, na inaczej wyglądających, ale… Muszę to napisać, bo nie każdy sobie to uzmysławia…
Mam spostrzeżenie: a czy nie zdjęlibyśmy butów i nie założylibyśmy długich spodni, płachty jakiejś, wchodząc do meczetu gdzieś tam, daleko, gdzie pojechalibyśmy, skoro inni to robią?
A czy nie zakładają, przeciętni turyści a i ci z rządu, jarmułek w bożnicy, gdzieś tam w Izraelu, gdzie jadą a i nawet w Polsce? Dlaczego więc nie mają zdejmować swoich opakowań z twarzy i brzucha ci, co zamieszkują obce im dotąd ziemie, czyli np. tutejsze? I nie jest to wcale jakieś tam „fiu bździu” narodowościowe, jeśli… to nie bije.
Jaki to wybór tam i jaki to wybór tutaj?
Kto ma o tym decydować?
Kto decyduje?
Dlaczego jedni się czemuś poddają a inni uzurpują sobie prawo decyzji?
Że słabszy musi a silniejszy – nie?
Że obcy musi a swój nie?
Że obcy – my tam – czuje się zobowiązany do zachowań nieostrych a oni tu – to mogą wprowadzać swoje prawo?
Że tam, gdzieś, na plażach, można opalać się w topless a tu i tam – nie?
Sprawa, jak widać, nie jest równa i rozsądnie uzgodniona, zatem może i lepiej pozostawić obyczajowość danego państwa, w granicach prawa i konstytucji, nienaruszoną przez przypływających… Co lepsze?
Oni wchodząc, mają szanować warunki zastałe czy burzyć mogą to, co zastają?
Czy nie lepsze to pierwsze, bo nie niszczy a daje poznanie?
Myślę, że sytuacji takich moglibyśmy przypomnieć sobie i więcej, gdzie oddajemy szacunek, wcale nie będąc częścią zastałej formy. A nie?
Banały to: u kogoś wysokie dywany, a Ty masz odruch zanurzenia się w nich stopami bez butów,
oglądasz u kogoś byle co, choć wcale nie masz ochoty, bo tego nie trawisz,
myjesz korytarze, bo jakaś sąsiadka wymusiła to na Tobie, pomimo, że dozorcy za to płacą,
nie siorpiesz, bo U NAS nie wypada itd. itp.
Nie jest tak? To wszystko zasadza się na czyjejś uległości wobec przemocy…
A dzisiaj mówimy znowu o wolności. Jakiej?
Czy nie o dogadaniu się raczej? Takim ustawieniu sprawy, aby wszyscy mieli świadomość prawa i konstytucji? Takim ustawieniu sprawy, abyś nie poczuł się, że dostałeś policzek? No właśnie.
bleblin

 
 
 
Opublikowano dywagacjemoim zdaniemwidziałam | Otagowano bikinibleblinburznicaburzymy sięflagakonstytucjakrzesławaktskwefnarodowościowenieustalony banałodruchpoeticpoliczekprawoprzemocrówne prawasilniejszy i słabszyskrzypczyńskaskrzysiaświadomośćszacunektoplessturyściustaleniawolnośćwybórzasady | Skomentuj

zniszczyć samice, czyli kobieta istotą gorszego sortu

zniszczyć samice, czyli kobieta istotą gorszego sortu

Lekceważenie kobiet, jakoby nie były władne decydować o swoim ciele, może doprowadzić do żądania przez nie i wymuszenia na facetach poddania się zmianom fizycznym w kierunku rodzenia dzieci. Ha ha ha, boicie się już, faceci? Terroryzm Wasz, nadwartościowywanie Waszych spalin, oj, przepraszam, chciałam napisać – wydalin, w tym plemników, prowadzi do wojny dwóch płci. Ciekawym, dodatkowo, jest, że kobiety, które mówią „stop aborcji”, same albo dzieci nie mają, bo są odrzuconymi w istocie panienkami na wieki, są dziećmi urodzonymi wbrew np. tatusiowi albo mają je, te dzieci, bardzo chore. Nie dziwi miłość do już posiadanych takich istot, bo każdy się jakoś przyzwyczaja, podobnie jak do tzw. milusińskich, a, nie? Że to nie to samo? Właśnie. Z jednej strony chcemy tamte też chronić i nazywamy naszymi dziećmi, nadajemy im imiona ludzkie, oburzamy się na przemoc wobec nich, śpimy (!) z nimi a z drugiej… nie chcemy nazywania ich naszymi niższymi, młodszymi, braćmi. Jakież to obłudne! Ale, inna sprawa, czy nie jest tak, że w większości wypadków, te kobiety pozostają same, ze swoimi problemami? Tatusiowie, najczęściej ci młodsi, odchodzą i szukają nowych gniazd. Wcześniej, nie widzą nigdy przyczyny w sobie, więcej, nawet mamusie, teściowe, babcie… widzą w przyczynach zawsze kobietę, stąd każda niemożność poczęcia rozpoczyna domowe a potem lekarskie, podejrzenie jakiejś nieprawidłowości u niej. To od niej rozpoczynają się wielomiesięczne, męczące i zniechęcające, praktyki eliminujące. A facet? Bywa, że, jak w przypadku mojej znajomej, po wielu takich dniach, odpuszcza sobie. Najpierw zarzuca coś jej, swojej „onej” a potem stwierdza, że to nic ważnego. Tak też bywa. Bo to on. Nie dopuszcza do siebie jakiegoś feleru. A w dzisiejszych czasach facetów z taką biedą jest coraz więcej. Dlaczego w takich sytuacjach nie biorą zatem dzieci z odzysku? Dlaczego nie słuchają swoich religijnych przewodników? Bo tamci też nie biorą? Otóż to. Mogliby dawać dobry przykład, ale wciskają to innym, tym głupim poddanym swym. To jedna sprawa. Inna, że kościół przepuszcza atak, chcąc wymusić teraz, kiedy PIS jest u władzy, to, czego za czasów czarownicy, jak nazywał prezydentową Kaczyńską, nie osiągnął. Dziś takiego oporu wobec jego żądań nie ma, choć duży wpływ, jak czytam, na kolejnego Kaczyńskiego ma pewna, utajniona, pani Goss. Kimże jest? Siostrą czyjąś, kuzynką, ciotką? A, jeśli tak, to co? Pytania same się cisną na usta, bo zadośćuczynienie w postaci taaakiej posady nie jest za nic. I jeszcze to. Na koniec. Jeśli nie wiecie, jak wyglądać mogą resztki dziecka z, jak to nam wmawiają pisowcy, nóżkami i rączkami, ale: z przepuklinami – jedną na drugiej, to może, rzeczywiście, niechaj zakochani w tej opcji rodzą, rodzą i grzebią, rodzą i się dziwią, ile popadnie, ale od innych won! Terroryści niszczą fizycznie, wszystko jedno, kogo, bo chcą do wyśnionego nieba, uchodźcy uciekają niby w lepszy świat i bywa, że napadają na nasze, lepszego świata kobiety… A co napisać o własnych barbarzyńcach? Napór ich trwa. Porównywać… uświadamiać, obrazować… rozmawiać i bronić Konstytucji. Tam jeszcze nie ma o naszej, kobiecej, podrzędności.
bleblin

 
 
 
Opublikowano dywagacjemoim zdaniemna własne uszyna własnej skórzewidziałam | Otagowano bleblinfacecigorszy sortkikskobietakonstytucjakrzesławaktsplemnikowa nadrzędnośćprzyczyny stop aborcjisamicaskrzypczyńskaskrzysiawalka dwoch płci | Skomentuj

Gniezno – kolebka chrześcijaństwa, czyli wartości. Czy i narodu?

Wypowiedź Prezydenta Dudy w Gnieźnie – relacja spisana dla potomności w mój, subiektywny sposób.
„Te 1000 lat temu, odebraliśmy chrześcijaństwo z rąk niemieckiego Ottona III, ta religia znalazła tutaj podatny grunt… Chrześcijaństwo wróciło i się rozwijało budując polską tożsamość… Z kronik wynika, że już wnuk Mieszka I władał łaciną i greką. W 1364 r powstała Akademia Krakowska, bliska memu sercu… Dobrawka przyniosła wczesne chrześcijaństwo, ten dobry prąd… Skutki – Polska z tą wielką historią… Chrystianizacja… Jakże nowoczesna i głęboko chrześcijańska myśl. Kiedy dzisiaj w tych materiałach zjazdowych czytam (!) stwierdzenia ale i pytania, czy dziś jesteśmy ludźmi w pełni wolnymi, powiem tak: nie mieliśmy pełnej niepodległości, ale odzyskaliśmy tę wolność, bo była w nas. Byliśmy, jesteśmy i będziemy ludźmi wolnymi. A wolność, dla mnie, oznacza, że ponosi się odpowiedzialność za bliźniego, za misję i za państwo. Wolność nie ma charakteru bezgranicznego. Mieszko zdecydował się przyjąć chrześcijaństwo, bo ono porządkuje państwo, bo wprowadza pewne zasady. Nie było to łatwe: od dzisiaj będziecie mieli jednego boga, będą nowi kapłani i nowe zasady. Jak wielka to siła chrześcijaństwa, oparta na dekalogu, nigdy nie dało się wyplenić. Próbowano nas pozbawić boga, trwaliśmy właśnie przy systemie wartości. Pytamy, gdzie dzisiaj jest Europa… Doktryna społecznej gospodarki rynkowej jest oparta na encyklikach papieskich, na poszanowaniu wartości. Ma się wrażenie, że Europa, czy też jej ludzie mówią, że ten fundament jest niepotrzebny. Ale to tak, jakbyśmy chcieli ściąć drzewo. Drewno nie będzie się rozwijało, od swoich korzeni odcięte. Wyrzeczenie się wartości, jakie przynosi chrzest, nie prowadzi do rozwoju. Ileż to cywilizacji upadło… ileż to ideologii powstało w ciągu ostatnich lat, tych wartości wyrosłych na tym pniu… (zapytam: rośnie na pniu zatem, czy nie?) Tu odwołał się do Jana Pawła: „Iść, jednoczyć się, mawiał, ale także po to, aby do niej nieść to, co najważniejsze: Bóg, Honor, Ojczyzna”. Tu – wspomnienie Inki. „Ostatnie jej słowa: zachowałam się, jak trzeba”. I dalej: „trzeba to powtarzać tym, co tak zazdroszczą innym. Konsumpcjonizm odrywa nas od tego, co najważniejsze… Doszło do swoistego zagubienia… Dochodzi do relatywizowania tego, co ważne, wartości od poczęcia”. Wiele razy wspominał Jana Pawła i „Wyszyńskiego, który nie ugiął się i był człowiekiem niezłomnym” (wtręt własny: oj, chyba, coś nie tak… Czy tak można przerzucać się słowami i je wykorzystywać, jak się chce, zatem – manipulować nimi?)
Jednym słowem: Prezydent przybył, jako Prezydent jednej, jedynie ważnej, dumnej, z kiedyś, przez Niemców, podanej ręki, dziś odcinanej, opcji. A nie? Jeśli jacyś inni, jacyś tamci, wszystko jedno, kto, myślą i mówią, jak nam odpowiada, to jest ok, a jeśli nie, won! Potwierdza się to w każdym przypadku. Izolujemy się, bo my – rząd wiemy, z czym naszemu społeczeństwu dobrze. Ono też zrozumie. Kiedyś.
No, tak. Nie było nas przed 1000 lat. Nie, bo nie. Byliśmy zwierzętami? Tak chcieliby… Nie zgadzać się, mogę?
bleblin

 
 
 
Opublikowano moim zdaniemna własne uszywidziałam | Otagowano będziecie mieli...bleblindobry prądkolebka czy i narodu?krzesławaktskwestia chrześcijaństwaNie mieliśmy. Nie byliśmy. Zanimocenne wyznanieskrzypczyńskaskrzysia | Skomentuj

odeszła do gwiazd…

odeszła do gwiazd...

Notatka z tych smutnych. Zdarza się, że kiedy odchodzi ktoś z rodziny, kiedy zamierzamy coś tam, dla potomności, napisać, zdajemy sobie nagle sprawę, że osoba ta jest nam znana jedynie ze skąpych wtrąceń kogoś obok. Że był. Tyle wiemy. Ciocia Basia była. Była żoną wujka, dość bliskich gałęzi, ale wujka żoną. To o nim się mówiło. To on brylował z tamtej strony. Kiedy ktoś mówił o czarnym wujku, wszyscy wiedzieli, że to o nim. To on był dyrektorem. To on miał dwóch synów. O Barbarze Doszli wiem, że była. Dlaczego nikt, nawet syn, nigdy o niej, w żaden sposób nie wspomniał? Nie wiem. Nie wiem, kim była, nie wiem, czym się interesowała, nie wiem niczego, oprócz tego, że… przy mężu. I jedno, co napiszę, że to wielka szkoda. Odeszła w Zabrzu nad ranem, dnia 5.03.2016, pogrzeb – w Dzień Kobiet, 8.03.2016 o g. 13. Jakoś przykro.
Była
była kochana
była podporą
była, czekała,
była tuż obok
***
ciocia Barbara Doszla
odeszła do gwiazd

bleblin, 8.03.2016

 
 
 
Opublikowano czytałamna własne uszyrodzinne | Otagowano basiableblinciociakrzesławaktspoeticskrzypczyńskaskrzysiatatiana | Skomentuj

Po nartach, na drodze, czyli wypadek Prezydenta

Z Facebooka, bo uważam, że to nader ważne.
Po miłych zabawach zjazdowych parlamentarzystów w Karpaczu (tego jeszcze nie było!), kolumna najważniejszych, mówiono, wracała do Warszawy, teraz wiemy, że do Wisły. Tam Puchar Świata. Pośród nich – Prezydent Duda, podobno w BMW7. Musiał pędzić szybko, bo nagle zawinęło go na skos, tylna opona wyleciała w powietrze a Prezydent wraz z kierowcą zatrzymali się na jakimś, pełnym plonów, polu. Czyżby kapusty? Gdyby nie brak akurat tam drzew (A4, okolica Brzegu w Opolskiem), gdyby nie brak, akurat tam, jednego z tych okropnych rowów… (Prezydent nawet tego nie zauważył, że tam rowu żadnego nie było!) dobrze, że nie stało się gorzej. Były tylko (!), jak czytam, barierki graniczących ze sobą dróg w obie strony. A gdyby były drzewa? A gdyby był ów rów? Czyli, że mieli szczęście? Ktoś to sfilmował i wrzucił na Twitter. Facet z ochrony BOR uważa, że nikomu nie zagraża niebezpieczeństwo i, po raz kolejny, jak wszystko, Błaszczak nie bierze i tego na klatę. Ekspert, co czytam na stronach Faktu, przypuścił, że, być może, użyto oponę run flat, czyli tę niską, niechcianą przez użytkowników, bo bardzo nieodporną na uszkodzenia. Zatem, minimum, to jakieś zaniedbanie. Kościuszko, zawodowy rajdowiec, uważa, że seryjny samochód został wyposażony w tyle dodatków, że stał się ciężką torpedą, którą, być może, zapomniano zaopatrzyć w silniejsze, wielkie opony. Prezydent, ot, wysiadł i pojechał autem innym. Po pierwsze, ciekawe, czy ktoś go tam zbadał? Wątpię. Jedyne, co powiedział, to to, że kierowca zachował się wzorowo. Zapomniał, czy nie uzmysłowił sobie, że jego kierowca wyprzedzał innego, czyli jechał jak wariat i tak kosił trawę czy barierkę, że widać na filmie, jak części poleciały nad barierką na drugą stronę. A gdyby tak zabił innego, jadącego 1. w tę samą stronę 2. albo jadącego całkiem w stronę przeciwną? Dlaczego do tej pory Prezydent mówił wyłącznie o sobie? Szok? Od prowadzącej rozmowy w radiu słyszę dziś, żeby nie zrzucać, przy okazji, winy na drzewa. A to, że, w wielu miejscach, rosną tuż przy drodze i to na nich kończy się życie wielu, to nic? Przedstawiciela Kukiza15 zadziwiają przy okazji niepotrzebne rowy… Ja widzę też niebezpieczeństwo dla innych, całkiem niewinnych użytkowników jezdni. I się zastanawiam, jak bardzo los każe się nad wszystkim zastanawiać… Nawet tym, co uważają, że są z nim dogadani. Zapytam: bo się tak modlą? I przywołuję tylko podobne zachowania uczestniczących w jednym meczu. Obie strony uważają, że mają podstawę do tego, aby ktoś, pewnie ktoś władny, im w zwycięstwie pomagał a zawsze, jeśli nie ma remisu, wygrywa tylko jedna ze stron. Zwykle ta, która to, po prostu, umie a nie buńczucznie los ów wyzywa na pojedynek. A, że Macierewicz winien zebrać kolejną komisję w tej sprawie, tym bardziej, że wielu widzi w tym zamach, to przy innych, mniej ważnych historiach, jest jego, myślę, powinnością. A nie? Sekundy dzieliły…

 
 
 
Opublikowano czytałamdywagacjemoim zdaniemna własne uszywidziałam | Otagowano a4bmwborbrzegdrzewadudafilmkolumnakomisjakościuszkokosiłmacierewicznarciarzenic nie zagrażaniezbędna zbędna zmianaodłamkioponaparlamentarzyścipartaninapisprezydentrowyrun flatszoktwitterwymianawymiana ludziwypadek | Skomentuj

Dywagacje na temat 500+ i władza jako smakowity kąsek

Zasada 500+, bez uwzględnienia osób samotnych, a z odpowiedzialnym rodzicielstwem, czyli koniecznością istnienia rodziców, jest jakoś tak bardzo po myśli Opus Dei, a i przedstawicieli…
Tych macie na talerzu: archiwalia

Usłyszałam w TOK FM (!) o tezie kiedyś działania przeciw, bo na rzecz obcej finansjery a dziś za… Czyjego? A pana, który dziś trzęsie niby to finansami naszymi, syna wielkiego opozycjonisty.
Cóż to ta Opus Dei? Poszukałam i się rozprzestrzenianiem „wirusa” załamałam. Do kontaktów z mediami kierowani są tzw. „prości ludzie”. To nie jakaś określona opcja polityczna, ale najczęściej – prawica, to ludzie żyjący w ascezie, pracujący ze wszystkich sił, że zapytam, czy po nocach? To posłowie, dziennikarze, bankowcy…
Są punktualni, rzetelni, zdyscyplinowani, pracują niczym automaty. Jak czytam, ci ludzie „w ciągu dnia często się modlą, sekretnie odmawiają różaniec, czytają brewiarz bądź liturgię godzin. Księża prałatury dbają, by nawet powtarzane po raz tysięczny te same modlitwy były odmawiane z zaangażowaniem. Dom ich … nie różni się od innych polskich mieszkań — jedynym śladem przynależności do dzieła jest obrazek przedstawiający ks. Escrivę”.
Szukam dalej… Przyszli kiedyś z Hiszpanii, a założyciel przez 10 miesięcy leczył się psychiatrycznie i uciekł. W 2010 jego prałat pojawił się w Toruniu. Studentki i nauczycielki pracują dlań w wolontariacie w Madrycie, pracują u nas w domu opieki społecznej w Bydgoszczy, Szkole Biznesu IESE, przymusowo sprzątają kościoły, pracują w Rzeczpospolitej, Gazecie Pomorskiej, wytwórni muzycznej CCM, ośrodkach Barbakan i Skała, najbardziej radykalni mają spotkania pod Mińskiem Mazowieckim w „Dworku”, w paru miejscach w Warszawie i Szczecinie, Krakowie, Poznaniu. W najsilniejszych a i tych pomniejszych, miejscach. To w Polsce.
Każdy niszczy każdego, mają na siebie haki. Walczą przeciw prawom kobiet (!), przeciw aborcji (!) i wolności wyboru wyznania (!), wkradli się w urzędy Unii Europejskiej. Idee znane i przez społeczeństwo niezrozumiałe co do celu. A cele są. Siła i zorganizowanie. Facet. Mężczyzna wódz. Czy nie jest to jednak jakoś bliskie tym z opcji w turbanach? Śmiać się czy już płakać?
W Szwecji są w 8 miejscach, w tamtejszej stolicy mieszkają podzieleni wg płci, żyją w celibacie. Na działalność dostają dofinansowanie. Dla dziewczyn organizuje się zajęcia z gotowania, mody, design a dla chłopców – inne, stosowne, zajęcia (pewnie dziś też z jedzenia i modelingu – przyp. własne) lub odrabianie lekcji(!) Wyłapują właściwych. Członkowie muszą żyć w „świętości”, przestrzegać codziennie 127 zasad chorego psychicznie założyciela Josemaria Escriva.
Gdyby nie duże nazwiska zewsząd (!) powiedzielibyśmy, że nie ma się o co martwić. Jakże pięknie się ze sobą kłócą, jakże pięknie udają ideologicznie przeciwnych… Obsadzani, zapraszani, wysłuchiwani. Niczym reality show dla każdego. Podniecamy się, niezależnie od opcji, nakręcamy a oni? Oni, wystarczy, że po wszystkim powiedzą sobie Opus Dei i pójdą na wódkę. O, przepraszam, niby nie piją, nie palą, ale nakazano im, aby różnych uciech zaznawali, bo społeczeństwo jest właśnie takie, zatem wszędzie znajdzie się i popielniczka i… obrazeczek guru.Tego od zasad.
Podejrzewamy tych czy tamtych o kopiowanie Ruskich czy Amerykańców, Rzymu czy jakichś innych, co w nas się podsyca, buduje a tu mamy całkiem inne, łączące tamtych idee, najsilniej, rzeczywiście, wchłaniane przez nas, przez tych, z szabelkami. Te idee z Jezusem-panem… Można by każdego, kogo spotykamy, zapytać, czy aby nie należy do mafijnej sieci Opus Dei. Wystarczyłoby: Opus Dei? Na całym świecie to samo. Zachowują dyskrecję i tajemnicę, czyli omertę, zmowę milczenia… Łącznikowe słowo-klucz to Opus Dei. Dają palec, odgryzają całość. W ideologii tej jest rodzina „bez ohydy miłości cielesnej”, lobbing, czyli to, zarzucane innym, obsadzanie stanowisk swoimi i sympatykami – w polityce, gospodarce, nauce i kościele. „Bez ohydy cielesnej”, że powtórzę? A dzieci to od bociana czy całkiem o coś innego tu chodzi? Czy nie o rzesze? Nie o szeregi, o swoich? 500+ maluczcy wezmą. I będą wielbić. I o to chodzi…
Praca, praca, praca… Hierarchia, antydemokratyzm, totalitaryzm, kult grupy, sterowane objawienia, doktryna nawet wbrew rozsądkowi… Posługiwanie się, pewnie dla „mniej kumatych”, symboliką najprostszą: białe-czarne. Niektórym się to myli :) zasady
Już nas wchłonęli? Dusimy się już czy… za chwilę? Spójrzmy, z kim pracujemy… Czyżby nie na początku nazbyt miły a potem wymagający, że strach?
Strach to się bać, jak ktoś powiedział…
bleblin
Dla chętnych:
napisano

 
 
 
Opublikowano czytałamdywagacjena własne uszy | Otagowano aborcjaascezaautomatybleblincelcelibatdoktrynahierarchiakąsekkobietakrzesławaktslobbingmężczyzna wódzohydapodkladkapracareality showsektaskrzypczyńskaskrzysiasmakowitywybórwładza | Skomentuj

Parlament – emocje, prawda obnażona

www.tvpparlament.pl”> Rozpoczął się Sejm. W obliczu przebywania w Polsce zaproszonej ot, dla hecy, (dlaczego? Bo, jeśli będzie po myśli PIS-u, to się rządzący dostosują a, jeśli nie – to tylko rozpatrzą) Komisji Weneckiej, szanowne Prezydium sejmowe pozwoliło wyjątkowo (a nie?) na debatę z wypowiedziami 15-minutowymi a nie, jak zwykle czy jak dotąd (zmiana pod wpływem Komisji?), 5-minutowymi. Co ciekawe, w pewnym momencie, Marszałek opcji PIS-u się nawet pomylił, i powiedział o wersji 5-minutowej (do sprawdzenia w nagraniu). Pomimo to, po wyjeździe Komisji, sprawy się przyśpieszą i bez względu na rodzaj, słuszność – niesłuszność pytań, sprawa będzie załatwiona. Taki jest plan, bo już wiemy, że już teraz, określonego dnia, nad tym, co tu wymyśli Sejm (PiS to już wie, kiedy), co potwierdzono pismem zatwierdzenia (!) wysłanym już (!) do Senatu, obradować będzie Senat właśnie. To wyjawił w telewizji senator opcji lewicowej. Ciekawostka? Otóż to. Wbrew temu, co mówią PIS-owcy, już, z góry (!), wiadomo, że zostało zatwierdzone to, co było wcześniej przez nich przemyślane. Czy najważniejsi, wyjątkowo, będą się bawić w poprawki, zobaczymy i usłyszymy na www.parlament.pl Nie da się tego zagłuszyć. 500+ ma zaspokoić potrzeby dziecka. Moi młodzi krewni z innych krajów pękają ze śmiechu. Dla nich to na waciki. Tam też dają, ale jak już, to DAJĄ. Minister mówiąca o cudzie 500+, mówi sama, że mieć dzieci to potężna inwestycja. Młodzi mają inwestować w dzieci? Nie w siebie? W państwo, w starych? Hipokryzja niedomówień co do celu.
Nie dotyczy to mnie, ale wstyd mi za takie pomysły. Młodzi już tego nie słuchają, a jeśli słuchają, pękają ze śmiechu. A może by tak za dzieci wzięli się ci sami, co tak namawiają innych?
bleblin

 
 
 
Opublikowano dywagacjemoim zdaniemna własne uszy | Otagowano 15 minut5 minut500+debatainwestycjakomisja weneckakrzesławaktsparlamentpękają ze śmiechupismo zatwierdzeniapomysłypoprawkiprzemyślanesejmsenatskrzypczyńskaskrzysia | Skomentuj

Śmieszni jesteście, gadacze, śmieszni…..

Tu i tam słyszymy, na okrągło, to samo. A to, że ci a to, że tamci… i nic z tego nie wynika…
Kolejne, naiwne rozmowy o niczym (ostatnio w EKG) trwają. Tym razem PIS zarzuca PO, że ci mieli 8 lat i nic… a teraz chcą aż tyle… Ha ha ha, naiwniacy.
Nie rozumiem, dlaczego NIKT, w telewizji i radiu, nie zauważył, że w KAŻDYM zdaniu rozpoczynającym wypowiedź kogoś z PO na temat choćby 500+ pojawia się słowo JEŚLI. Czy już nikt nie zna gramatyki polskiej, że to słowo wszystkim umyka? Wiem, niektórzy chodzili na wagary, ale żeby tak wszyscy? Mówiąc wprost: „Jeśli” oznacza przypuszczenie, zależność (!) a tutaj, na dodatek, kpinę (!), oznaczającą: JEŚLI MACIE, jak mawiacie, to dawajcie, ale sprawiedliwie… Czy to takie trudne do zrozumienia? Wszyscy wpadają w tę pułapkę, jak w masło albo jak w maliny. Mam w tego słuchaniu przeogromną frajdę, niezależnie od tego, co uważam. A uważam, że, jak zwykle, NIKOMU nie chodzi o społeczeństwo „jako takie”, o jego dobro (no, może przy okazji) a o jego zjednanie dla swoich jednostkowych, grupowych, interesików… I dyskusje, że ci z PO ( wcale nie moja broszka) wcześniej nie chcieli a teraz chcą, jest, doprawdy, śmieszna…
Dla wszystkich głupoli – wstawka ze Słownika języka polskiego: „jeśli to spójnik wprowadzający zdanie podrzędne określające warunek, od którego spełnienia zależy to, o czym jest mowa w zdaniu nadrzędnym”.I dalej: „spójnik wprowadzający zdanie podrzędne określające OKOLICZNOŚCI, w jakich zachodzi stan rzeczy, o którym mowa w zdaniu nadrzędnym”. Nic? A warunek, okoliczności to nic nie znaczy? Mam też to tłumaczyć? No, to tłumaczę jeszcze raz, że jest tu „mowa o zdarzeniu uważanym za NIEPRAWDOPODOBNE do tego stopnia, co zdarzenie charakteryzowane w zdaniu nadrzędnym”. Jeszcze nic? To dlaczego owi dyskutanci dostali jakiekolwiek papiery na bycie naszymi przedstawicielami? Karmicie nas wieczną papką…
bleblin

 
 
 
Opublikowano czytałamdywagacjemoim zdaniemna własne uszy | Otagowano 500+bleblindyskusjedziecifrajdagadaczegłupoleinteresikijeślikarmiciekrzesławakrzysiaktsnaiwniacypapkaradioskrzypczyńskaskrzysiatelewizjaumykawagary | Skomentuj

Expose, subiektywnie, zwyczajnie…

Moje, subiektywne, widzenie przemówienia min. Waszczykowskiego, czyli expose szefa MSZ.
Pustki na sali, pewnie po wczoraj, bo mamy informację, że nie wytrzymał obecny min. rolnictwa, Jurgiel, który zasnął w kuluarach, w czasie nocnych obrad. Jak widzieliśmy, do sali sejmowej nie dotarło wielu staruszków. Nie dotarł, po nocnym posiedzeniu, tak wymuszanego ciągle na opozycji, i Kaczyński. Jedno jest pewne. Min. Waszczykowski, niestety, moim skromnym zdaniem, charyzmy nie posiada, bo nie posiada tego czegoś, co innych nie tylko usadza, ale nakazuje, z rozdziawionymi gębami, słuchać. Czytał chaotycznie, połykając wiele słów (zdenerwowany?), powtarzając je i w czytaniu goniąc, co rusz potykając się, co przypominało mi „goniąc za żywiołkami drobniejszego płazu” z „Ody do młodości”, Mickiewicza. Min. odwoływał się, ku uciesze grupy prezydenckiej, do słów jej szefa. A teraz, o czym mówił… Mówił o sojuszu z NATO i Wielką Brytanią, gorzej o Rosji. Wspomniał byłe państwa komunistyczne, wymieniał wiele z tych, z którymi chciałby kooperować i przyjaźnić się. Usłyszałam wiele dobrego o Stanach, o przyszłej bazie w Rędzikowie (?), o sympatii w stosunku do Rumunii, Litwy, Armenii, Azerbejdżanu. Że Rosja musi zrozumieć ważkość Smoleńska, wraku i tajnych archiwów dotyczących zbrodni na polskich oficerach. Najbardziej szokującym było stwierdzenie, że „nie sprzeciwiamy się spotkaniu NATO – Rosja”. A cóż my mamy tu do powiedzenia? Przypomniał, że w sprawie Ukrainy pomagał (tylko?) Prezydent i min. Macierewicz. Poprawił się, kiedy mówił, że otworzy – otworzył, drzwi dla niej. Usłyszeliśmy o Białorusi, Kaukazie, Gruzji, o wspomaganiu Tbilisi. Ponadto: „Unia powinna powrócić do swych korzeni”, a dalej było o państwach połączonych masywem Karpat, wreszcie o różnych obchodach. Dowiedzieliśmy się o współpracy z Niemcami i znowu o działaniach tam Dudy, Waszczykowskiego i przyszłych odwiedzinach – Szydło. Paryż – ważny, Włochy, też, a i Hiszpania i Holandia. Było o warsztatach, szkoleniach, o wzmocnieniu transakcji z Japonią i Koreą. Ważne – Chiny i Indie. Chce odtworzyć placówki w Mongolii, na Filipinach, w Panamie i Ekwadorze. A Nord Stream-2 był nieefektywny i polityczny a nie biznesowy. Chce zbliżenia z Algierią, Maroko, Jordanią oraz Zatoką Perską, z Arabią Saudyjską, Katarem i Iranem. Dobre są Emiraty, Senegal, Tanzania oraz Zambia z Afryki. A także Kenia i RPA. Mówił o Polonii a dalej już nie słuchałam. Ta ostatnia ma reagować, kiedy się nas szkaluje…
Na słowa Schetyny, że sprawę Ukrainy oni zainicjowali, Waszczykowski odpowiedział tylko jednym zdaniem, iż do tego, co w Wyborczej, nie będzie się na to odnosił.
Ktoś z Kukiza zapytał o sprawę rozładunkową chińską, o to, kto wystosował pismo do unii, bo chyba nie dzisiejszy główny prokurator. Pytał o wrak, o eksport do Rosji, o wolną Ukrainę i Banderę, o 4mld pożyczki wysłanej na Ukrainę, że tego nie chcemy i jest to niepokojące.
Petru z Nowoczesnej. Zaniepokoił się deklaracją o sojuszu z Anglią i z grupą wyszehradzką. Że ta pierwsza potrzebna jest z powodów gospodarczych. Zaskakujące jest oczekiwanie odejścia Unii do lat 50-tych. I, że min.Waszczykowski nie odniósł się do konfliktu w Syrii. Pytanie o czarny scenariusz, z zielonymi grupami tam, gdzieś. Mówił o Polsce obrażonej, Polsce dzielenia i obrażania na artykuły w prasie obcej. Mini Schengen – co pani Premier zrobi, żeby granicy polsko-niemieckiej nie było? Zapytał, gdzie było o gospodarce? Nic! Relacje z USA to pochodna z Unią i Niemcami. Z Niemcami są dwie polityki – Kaczyńskiego i na wiecach, a i ta, oficjalna. Wspomniał o potrzebie przyjęcia wreszcie sędziów. Zauważył, że właśnie, poseł jakiś z PIS-u, mówi co innego, niż Waszczykowski, a dalej o tzw. Patriotach, o broni jądrowej, o niepoważnym traktowaniu przez Unię i przez NATO, o wolnym handlu, niestałym członkostwie w Radzie w NATO. Polska nie może być na kolanach.

Kamysz z PSL natomiast powiedział, że to piękne hasła, że wcześniej donosili na Polskę, że Polska teraz musi się tłumaczyć. Mówił o pielgrzymkach na wieś, tuż przed wyborami. Zakrzykiwano go. Wspomniał o eksporcie, że to ważne, że deklaracje swoją drogą, a potem – co innego. Usłyszeliśmy o imigrantach, żeby przyjąć kobiety i dzieci a mężczyzn douczyć, jak walczyć.
Tarczyński z PIS-u. Jedna, jedyna ciekawa informacja to ta, o samolocie niemieckim z imigrantami, z powrotem, do kraju przodków.
W innej telewizji zobaczyliśmy, jak po wypowiedzi Kropiwnickiego, wicemin. Sprawiedliwości (!) Jaki (to nazwisko) zaatakował go nieodpowiedzialnym wynajmem pewnej agencji, mówiąc, że tamten sam ją prowadzi. Ataki jak za dobrych czasów – za czasów wyborów.
Koniec.
bleblin

 
 
 
Opublikowano dywagacjemoim zdaniemna własne uszywidziałam | Otagowano exposekamyszkomentarzekrzesławaktsmin.nie uniapetrupo nocypoeticprzyjaźnieschetynaskrzypczyńskaskrzysiasubiektywnieUniawaszczykowski | Skomentuj

„Znaj proporcją, mocium panie”

Przekroczono barierę, poza którą jest już przestrzeń krajów, które nigdy nie zaznały demokracji, gdzie wolność słowa jest nieznaną, gdzie, za byle co, można trafić tam, gdzie siedzą wielokrotni bandyci. Młody chłopak, dzieciak, twórca filmiku, który zrobił nieomalże domowym sposobem, przy zastosowaniu programowania dostępnego w Internecie, na tyle wiarygodnego dla ludzi zwykłych, przeciętnych, naiwnych, a nie – dla tych, dla których dostępne są autentyczne, programy płatne, że został wyciągnięty z domu, kiedy już zasypiał. Wstyd za tego rodzaju – już nawet – rozumowanie. Oglądając taki film, uważałabym, że jest on, ten filmik, nawet niezbyt śmieszny, ot, dziełko amatora, filmik dzieciaka, który zaczyna pojmować, że coś się dzieje, ale, do końca, nawet nie wie, co. Wstyd mi za tego rodzaju władzę. Wstyd za ludzi, którzy, za chwilę, będą mieli coś przeciw niemowlakom, bo te powiedzą du – da. Wstyd!
Inna sprawa. Zaczynam zauważać, że obecne reklamy posługują się słowami, które wciskają nam wszystkim na siłę, słowa, których tworzący je nie znają albo mylą ich znaczenia. To, że wzdęcia i gazy, kiedyś jakoś wstydliwe, są przy tym na okrągło, o tym nawet nie wspomnę ;)
I jeszcze jedno. Jak to jest? Samorządy pewnych rejonów usilnie namawiają rodziców sześciolatków, aby ci prowadzili dzieci do szkół, w których jest miejsca więcej, aniżeli w przedszkolach i robią to wbrew zarządzonej opcji odgórnej. To góra się z dołem nie dogadała?
Jakież to wszystko niezwykle symboliczne… Tuż przed ostatnim spotkaniem naszych szczypiornistów z Chorwacją, jeszcze jakoś marzących i wmawiających nam, wielkimi słowami, o walce po grób, że mają szanse, a gdzieś indziej, o czym wymknęło się spotkanemu na korytarzu poselskim, komuś z PIS-u, miało odbyć się spotkanie rodzinne, przy zamkniętych drzwiach, jego współtowarzyszy z ugrupowania obecnej władzy z Prezydentem. To nie koniec. Puentę usłyszałam dzisiaj, ok. 7, w podręcznym radyjku. Po mdłej melodyjce, puszczono pewną wypowiedź: „nie puściliście hymnu polskiego” i tu tenże słuchacz zaintonował: ”Polacy, nic się nie stało”.
Czy aby na pewno?
Osobna rzecz, że Kolinda Grabar-Kitarović z Chorwacji, z którą spotyka się nasz Prezydent, to nie tylko piękne imię. Zobaczcie w Internecie. Nie dziwi zatem fakt, że spotykać się jeszcze będą. Prezydent z Prezydent, przecież, muszą;)
bleblin
(tytuł – z Fredry)

 
 
 
Opublikowano moim zdaniemna własne uszywidziałam | Otagowano barierableblindzieciakfilmikfredrokolindakrzesławaktsmocium panienic się nie stało?niedogadanireklamyskrzypczyńskaskrzysiaspotkaniewstydwyciągniętyznaj proporcją | Skomentuj

Polska na dywaniku, czyli sklarowana subiektywnie kwestia pewnej debaty

 

Jest już po. Przynajmniej po pierwszej, debacie. Za chwilę, bo dzisiaj, wysłuchamy (bądź nie), relacji subiektywnej Premier, z debaty, która z debatą nie miała nic wspólnego, a była tylko wykrzyknikami osób rozwalających Unię od środka i deklaracjami polskimi, nie mającymi nic wspólnego z rzeczywistością. Tak, jakby nikt tego nie oglądał, a jeśli nawet i oglądał, to jest, z założenia, głąbem nic nierozumiejącym, więc trzeba mu to, osłu patentowanemu, w domyśle, wyjaśnić. Wyjaśnić, co jasne, że jest i będzie dobrze. Odzwierciedleniem tego będą rozmowy o zmierzchu w radyjku rydzowym (rydze, jako takie, a i owszem, jadam). Z pewnością dowiemy się też, że PO pochowała się po kątach, co było „oczywistą oczywistością”, bo sami to widzieliśmy, a wszyscy inni słuchali „naszych oczu i ust” z rozdziawionymi gębami, czego już widzieć nie mogliśmy. Wypowiedzi wspomnianej przeświecać będzie pewność, iż uwierzono w naszą stabilność, naszą właściwą drogę i potrzebę dobrej zmiany, „bo naród tego oczekuje” (już od jakiegoś czasu zastanawiam się, czy to nie o pewien radiowy naród komuś li tylko chodzi?) Komisja wenecka może nam… też w domyśle. Samozachwytom nie będzie końca. Au ci… Jakoś wstyd mi. Tak na zapas. Ale nie za Premier. Powiedziała, jak i co, umiała. To za tych bawiących się w ciuciubabkę mi wstyd; przedstawicieli ogromnej reszty narodu; mocnych w gębach, nie – w działaniu. Siedzą tam i ani be ani du du. Czy czegoś to nas nauczy? Wątpię. Główny strateg narodu to też przewidział. Łeb to on ma… A nie?
bleblin

 
 
 
Opublikowano dywagacjemoim zdaniemna własne uszywidziałam | Otagowano bleblindebatakrzesławaktspopoeticPolska na dywanikupremierrelacje i interpretacjeskrzypczyńskaStrasburgstrategUniawstyd | Skomentuj

nieznana, acz zadziwiająca i omijana historia polska

nieznana, acz zadziwiająca i omijana historia polska

Usłyszałam niedawno o historii pewnej, nieznanej zupełnie, córki MieszkaI. „Byliśmy” nieomal wszędzie… Ciekawe, czy tamci, mieszkańcy tamtych ziem, o tym wiedzą? A może nie chcą wiedzieć… A są, pewnie, z nami spokrewnieni…
Poszperałam, zebrałam i… zadziwiłam się przeogromnie właśnie. Wtedy – my bardziej na Zachodzie a nie na Wschodzie..?
Historia sięga do Popiela. Ten nosił długie włosy (musiał być przystojny!), zbierane w ogon, zwany chościskiem…
Chościsko (Popiel)-> Piast z Rzepichą->Siemowid->Lestek->Siemomysł->MieszkoI
Świętosława, c. MieszkaI i… tu – prawdopodobnie -Dobrawy Przemyślidki. Świętosława ur.się między 960 – 972 r., a raczej 970 r., zm. po r.1016.
Od 985 r. to królowa Szwecji, Sygryda Storråda, czyli dumna, 18-letnia żona króla Szwecji, Eryka VII (50). Podejrzewa się w tym małżeństwo polityczne, wymierzone przeciw Danii, co miało umocnić Mieszka na Pomorzu Zachodnim. Żona Eryka namówiła go na atak Danii, po czym zyskał przydomek Zwycięski.
Jedynymi, znanymi dziećmi tego małżeństwa byli Olof Skötkonung, późniejszy król Szwecji oraz Holmfryda Eriksdotter, żona namiestnika Norwegii.
Eryk zwariował i chciał ofiarować swego syna, Olafa bogowi Odynowi, kiedy Sygryda przyjęła chrześcijaństwo. Otruła zatem męża, podpaliła dwór i świątynię w Uppsali. W podaniach przekazano, że doszło do rozgrywki pomiędzy bogiem Thorem a Odynem, z których pierwszy zabił Eryka, drugi, w odwecie, spalił świątynię rywala.
Jako Sygryda, Świętosława owdowiała około 995 roku. Była regentką, a syn Olof (Olaf) miał władzę. W legendach, w Uppsali, wtedy – w stolicy, Sygryda żywcem spaliła zalotników, w tym króla Vestfoldii, Haralda Grenske, przestrzegając „mało ważnych” królów przed proponowaniem jej małżeństwa.
Sygryda kochała tylko jednego, spotkanego na dworze Mieszka I. Był nim Olaf Tryggwason, królewicz norweski. Po śmierci zamordowanego ojca, Olaf błąkał się na obczyźnie, a potem z pomocą wikingów, odzyskał tron w Norwegii.
Olaf Tryggvason starał się o rękę owdowiałej królowej Szwecji – Sygrydy, ale w końcu ją odtrącił, pokłócił się i zniesławił. Ta opuściła jego dwór i powróciła do brata Bolesława. Szukała zemsty.
Tymczasem, ok. 996 r. powrócił z wygnania za sojusz z poganami i bunt przeciwko chrześcijańskiemu władcy-ojcu oraz za wygnanie biskupów Skanii i Zelandii, król Danii (986 roku do 3.II.1014r.jako Swen III) i Norwegii ( 986 r. do 995 r. ) i Swen I (9 .X.1000r. -3.II. 1014 r. ), z powodu zawiązywanych w widły wąsów, Swen Widłobrody (Swen Otto Tjugguskegg „Widłobrody” Skjoldung, syn Haralda „Sinozębego” Skioldunga, króla Danii, Norwegii i Tofy (?), córki księcia obodrzyckiego Mściwoja, ur. 950-960 r.), Świętosława wyszła za niego i przybrała imię Gunhild czyli Gunhilda, co mylono z jego pierwszą żoną. Otto – imię nadane na chrzcie na cześć cesarza Ottona I po tym jak ojciec jego przyjął chrześcijaństwo. Był tolerancyjny wobec pogan i nie lubił się ze zdominowaną przez Niemców, organizacją kościelną a historię wygnania uważa się za nieprawdę, bo Swen dowodził ponoć duńskimi najazdami na Anglię.
Świętosława urodziła Swenowi co najmniej pięcioro dzieci. Byli to m. In. duńscy królowie: Harald I Svensson i Kanut II Wielki oraz córki: Estryda Malgorzata, żona jarla Ulfa Torgilssona, oraz Świętosława, żona księcia słowiańskiego Wyrtgeorna.
Po śmierci Eryka „Zwycięskiego” w 995 roku Swen umocnił swoją pozycję w Danii a utracił tron norweski na rzecz Olafa Tryggvasona.
Świętosława podpowiedziała wyprawę przeciw Norwegowi Tryggwasowi a do koalicji, obok Szwedów, weszli Duńczycy i Polacy. W 1000r. na wodach Oresundu doszło do Bitwy Trzech Królów. 11 okrętów norweskich zostało zaatakowanych przez 70 okrętów. Tryggwason został zmieciony i w bitwie pod Svold zginął, choć w legendach żył na wygnaniu z księżniczką Tyrą.
W 1002 r., kiedy mąż Swen wypędził Świętosławę, ta uciekła najpierw do syna Olafa, potem znowu do brata, Bolesława Chrobrego w Polsce.
13 listopada 1002r., w dzień św. Brycjusza, na rozkaz angielskiego króla Ethelreda II, wymordowano setki imigrantów z Danii. Była tam Gunhilda, siostra Swena z mężem i synkiem. Widłobrody postanowił zemścić się na Anglikach. Ci płacili coraz to większy haracz – danegeld.
W VII.1013 r. Swen przybył do Sandwich z synem Kanutem (ten nie uczestniczył w głównych działaniach wojennych a dowodził tylko wojskami na zapleczu głównych sił w Gainsborough), Ethelred uciekł do Normandii. Swen został królem (25.12.1013 r. – 3.II.1014r.), po prostu Swenem.
Po śmierci jego (Gainsborough 3 lutego 1014 r., leży w kościele w Roskilde), na chwilę powrócił do Anglii Ethelred II. Synowie Świętosławy i Swena, Harald i Kanut przybyli do Polski prosząc matkę, aby wróciła do Danii. Harald został tam królem, przez moment i królem Haraldem II w Anglii, bo Harald zaproponował Kanutowi pomoc w podboju Anglii, w zamian, najpierw, za zrzeczenie się przez Kanuta praw do tronu Danii a potem za współrządzenie. Kanut nie przyjął propozycji i w 1015 roku ponownie ruszył na podbój Anglii, podobno z bratem. Miał 10.000 żołnierzy. Wsparł go szwagier, norweski jarl Eryk z Lade ia także słynny najemnik Thorkell „Wysoki”. Posiłki dał książę Bolesław I „Chrobry”, ale do floty inwazyjnej przyłączył się anglosaski zdrajca, earl Eadryk Streona – równocześnie zięć Ethelreda II. W podbitej Anglii chcieli albo Ethelreda II albo Kanuta. Świętosława, po przyjeździe po nią synów do Polski, powróciła z Haraldem do Danii, ale on nagle umarł w 1018 i Świętosława, po tym, jak w 1016 r. Kanut (Kanud) I „Wielki” Skjoldung (ur. w 995 r., zm. w Shaftesbury 12.XI. 1035r.) znowu podbił Anglię, towarzyszyła mu jako królowa matka. Po wielu bojach i śmierci Ethelreda, najpierw dogadał się z synem Ethelreda, Edmundem II Żelaznobokim, że po śmierci któregoś, drugi będzie władał Anglią a potem kazał Edminda zabić. Duńczyk został królem. Syna Świętosławy nazwano wtedy Wielkim. (król Anglii od 18.X.1016r.- 12 .XI.1035r. jako Kanut I). Kanut nie miał dobrego charakteru, zdarzały mu się historie niesławne. Posprzeczał się np. z przyjacielem Eadrikiem z Mercji, któremu zawdzięczał angielską koronę i go ściął a dzieci tego podbitego króla Anglosasów wysłał do swego wuja w Polsce z poleceniem ich zabicia.
Bolesław tego nie wypełnił.
W Anglii Kanut związał się z Aelgifą (Elgifu), matką dziewięciorga nieślubnych dzieci. Ta urodziła mu synów, znowu – Swena i Harolda Zająconogiego. Kanut oddalił ją jednak za namową matki i w 1017r. poślubił wdowę po Ethelredzie, Emmę (ok. 987 – 14 marca 1052), córkę Ryszarda I Nieustraszonego, księcia Normandii i Gunnory Duńskiej. Zabezpieczył się tym samym przed powrotem starej dynastii, bo w Normandii przebywali młodsi bracia Edmunda II, Edward i Alfred. Z Emmą miał syna Hardekanuta (1018 – 8 czerwca 1042), króla Danii i Anglii i córkę Gunhildę lub Kunegundę (ok. 1020 – 18 lipca 1038), pierwszą żonę Henryka Bawarskiego, późniejszego cesarza Henryka III.
Syn-dziedzic Kanuta, Hardekanut, wysłany został do pobierania nauki w Danii.
Kanut odciął się od morderstwa Edmunda II, brata Ethelreda.
Niedługo po swojej koronacji rozkazał nowemu earlowi Nortumbrii, Erykowi z Lade ściąć Eadryka Streonę, w czasie walk o Anglię ciągle niezdecydowanego, po której stanąć stronie.
Małżeństwo Kanuta z Emmą spowodowało, że Kanut zaczął identyfikować się z podbitymi i postanowił zostać w Anglii. Po śmierci brata, Kanut został też w 1019 r. królem Danii (król Danii od 1018 r. – 12 XI.1035r. jako Kanut II). Tam osadził jarla Ulfa, męża siostry Estrydy. Ci byli rodzicami późniejszego króla Danii Swena II. Kanut nie uczestniczył w głównych działaniach wojennych. Dowodził wojskami pozostawionymi na zapleczu głównych sił w Gainsborough.
Świętosława – Sygryda nie pojawiła się już więcej na arenie historii, umarła w latach 20 w latach XI wieku w Londynie. Nie dożyła zaślubin wnuczki Gunhildy i cesarskiego syna, Henryka III, ani jak on podporządkował sobie papiestwo, jak jej prawnuk Henryk IV korzył się w Canossie przed Grzegorzem VII, nie dowiedziała się że praprawnuk Henryk V rozpoczął krwawe wojny z jej stryjecznym praprawnukiem, księciem Polski, Bolesławem Krzywoustym. Świętosława była wielką indywidualnością, Jej losy opiewano w sagach, w nordyckiej kulturze wikingów.
A królowie Szwecji i Norwegii – Anund Jakub i Olaf II Święty zaatakowali Danię. Małego Hardekanuta Kanut uznał wtedy prawowitym królem a opiekunem i faktycznym władcą Danii był nadal Ulf. Razem pokonali duńsko-norweską koalicję w 1026 r. w morskiej bitwie pod Helgeå. Pokłócili się jednak w szachy. W Kościele Trójcy znaleziono ciało Ulfa. W 1027 roku Kanut wybrał się z pielgrzymką do Rzymu. Powód jest jeszcze nieznany, ale chodziło pewnie o zjednanie króla Konrada, koronowanego w Rzymie i porozumienie z papieżem Janem XIX w celu zmniejszenia świętopietrza od Anglii.
W 1030 roku syn Świętosławy, Kanut podbił Norwegię (król Norwegii od 1028r. – 12.XI. 1035r. jako Kanut II, a w 1031r. odebrał hołd królestwa Szkocji. Był potężnym władcą północnej Europy. Zarząd nad Norwegią Kanut powierzył swojemu młodszemu synowi ze związku z Elgifu z Northampton, Swenowi – imiennikowi dziadka, a ten rządził Norwegią do 1035r., kiedy po śmierci 40-letniego Kanuta kolejna rebelia przywróciła tron rodzimej dynastii Magnusa Dobrego.
Póki co Kanut utrzymywał przyjazne stosunki ze Świętym Cesarstwem Rzymskim. Swoją córkę wydał za księcia Henryka Bawarskiego, syna (!) króla Konrada II. Dzięki dobrym stosunkom z Konradem Kanut uzyskał od niego nadanie przygranicznej marchii Szlezwiku.
Kanut roztoczył również swoją władzę nad Pomorzem. Współpracował z polskim władcą Bolesławem I Chrobrym. Choć Kanut dał się ochrzcić jako Lambert, przychylnie patrzył na dawne kulty, pogan. Kościół go nie lubił z powodu egzekucji earlów w 1016 i otwartego, pozamałżeńskiego związku z Elgifu z Northampton, córką Elfhelma, earldormana Yorku, i Wulfrun. A Kanut miał z nią 2 synów – Harolda I Zajęczą Stopę, króla, potem, od 1037r. Anglii i Swena Knutssona, rządzącego za ojca Norwegią w latach ok. 1030–1035. Kanut (Knud) spoczął w Winchester. Szczątki Kanuta przeniesiono do nowej katedry a w czasie angielskiej wojny domowej w XVII w. wyrzucono wręcz z grobu i przemieszano z innymi kośćmi władców Anglii.
Czyż nie jest fascynującą ta dziwna historia polskiej, młodej dziewczyny? Powstanie film, oparty na jej dziejach? Powinien powstać.
bleblin
(historie zebrane)

 
 
 
Opublikowano czytałammoim zdaniemna własne uszy | Otagowano aelgifableblinbolesławdobrawaemmaerykgunhildgunhildaharaldhardekanuthistorie zebranekanudkanutkrzesławaktskunegundalestekmieszkoolofottopoeticpopielsiemomysłsiemowidskrzypczyńskaskrzysiastreonaswenŚwiętosławasygrydatryggvason |Skomentuj

cenzura sercem pisana

Audycja radiowa na temat reform dotyczących cenzury. Słyszę, że wycofano wiele książek z seksem w tytule, też – Pornografię Gombrowicza (przecież, zupełnie bez scen seksualnych), wszystko – Starowicza, bo starcy tego nie rozumieją i wcale im to niepotrzebne, wyniesiono za to na piedestały książki z sercem w tytule. Wszystko, tajnie i po cichu. To lęk pcha kogoś z tym kierunku i wiara w słowo pisane? Ktoś przypomina teorię marksistowską o bycie – sprawcy powstawania szczególnej ludzkiej moralności. Biblioteki publiczne już tak postępują. Zaczęło się ponoć od Ursusa. Komentatorzy mówią o złym rozpoznaniu tych książek i że ktoś, nie czytając, stosuje cenzurę. Pierwsze cenzury? Strach przed słowami? Zbyt duża wyobraźnia cenzora? Zboczenie z niemocy? Bojaźń? Są tacy, co mówią o koniu trojańskim, niejakiej, mimowolnej zachęcie do czytania podziemnego. To byłoby już coś. Nasze uwarunkowania społeczne jednak to infantylizm pojmowania samych haseł. Człowiek, wedle tych norm, nie ma części seksualnych a mówić o tym, to zbrodnia. Edukatorzy seksualni nie będą mieć wejścia do szkół., słyszę. Zaczyna się? Na pytania o pochodzenie dzieci, powróci kapusta i kle kle – bociek szary. Dla wszystkich. Dzieci potem, na starość, będą się dziwić; „skąd się sami wzięli?”. Z innych źródeł, przysyłanych mailem, wiadomo, że istnieje, podobno, cichy pomysł na wymianę wszystkich szefów i redakcji w telewizji państwowej. Czy na „dzień dobry” słyszeć będziemy: „szczęść boże”? Już się cieszę na te nowości. Będzie wesoło. A ci, co się pojawią – pewnie, jeszcze bardziej…
Pozostaję zadziwiona.
bleblin

 
 
 
Opublikowano dywagacjemoim zdaniemna własne uszy | Otagowano cenzuraedukatorzygombrowiczinfantylizmkomentatorzyksiążkiktsmoralnośćseks-feserceskrzypczyńskaskrzysiastarowiczszkołasłowo | Skomentuj

Ciekawostki z rozmówek u Olejnik i Wielowiejskiej

7 dzień tygodnia. Gośćmi dzisiejszymi u Moniki Olejnik w Radiu ZET byli: Beata Kempa (PiS), Andrzej Halicki (PO), Paweł Kukiz (K’15), Katarzyna Lubnauer (.N.), Marek Sawicki (PSL) i Paweł Mucha (KPRP).
Minister Kępa, spytana o sondaże, nie dopuszczała do głosu nikogo. Mówiła, że jest, jak było „nic się nie dzieje”. Kukiz odniósł się do ilości na manifestacji i mówił o założeniach w nowej propozycji konstytucji. Wspomniano, że Kaczyński mówił o najgorszych genach Polaków.
Usłyszeliśmy, że wg prezesa, publikacji nie będzie, a Kępa nie ma żadnych uprawnień, że Kaczyński spędził 13 grudnia głównie w łóżku a jest uzurpatorem. Min. Kępa zagroziła, że będzie reagować, bo zostało złamane prawo w tym studio (a sama ciągle przeszkadzała). Lubnauer wspomniała, że „Kaczyński mówi o zdradzie narodu, a ministra – o mandacie”, ale, że „bezprawne jest twierdzenie o większości, bo to zbiór 4 ugrupowań”. Dowiedzieliśmy się, że prezydent szanuje manifestacje wszelkie. A ministra nazwała jazgotem to, co sama wywoływała… Mówiła i mówiła. Zagadywała o doniosłości. Olejnik próbowała to przerwać. Wspomniała o esbeku Kowalskim w spółkach kolejowych. Sawicki stwierdził, że tamta pani reprezentuje relatywizm polityczny. Kukiz – o Kowalskim, Kudrelku, też z PIS-u – skutku grubej kreski. „Każdy, kto ma władzę, łamie konstytucję. To normalne. To partiokracja a nie demokracja”.
Olejnik – o Kowalskim, że „to pieszczoch władzy i radia Maryja, prześladował Marcina Mellera, wtedy chłopaka, że dla tego radia tylko swoi nie są esbekiem”.
Dowiedzieliśmy się o konieczności zmiany Szefa Trybunału, na co, w odpowiedzi, Sawicki – to „relatywizm ocen” i dodał, że „jakakolwiek nowa ustawa wymaga 2/3 większości a PIS wciska ciemnotę ludziom, ucieka w kruczki prawne”. Kukiz uznał potrzebę konsensusu. „Nie może żaden światopogląd narzucać nic innym grupom”. Lubnauer stwierdziła, że PIS hakuje prawo, na co prawnik prezydenta, Mucha, odpowiedział, że nie słyszał o hakowaniu prawa a prawnikiem jest.
Po uznaniu, że sytuacja patową jest nadal, dziennikarka zapytała o wojsko, użyte w miesięcznicy przez Kaczyńskiego … Dla Kukiza to przesada, która spowszednieje i stanie się nudna a dla Kępy – „nie, bo zginęli (tu cała lista, czemu nie ma tak być, szanujmy od 24. X. wiele się zmieniło, PO chciała to wymazać, kogo razi w oczy ta warta?” Sawicki nie miał obiekcji, ale tylko, gdyby to były uroczystości państwowe, a nie partyjne. Olejnik wspomniała sponiewieranego dziennikarza, wyzwanego, wygwizdanego i tamtych, z krzyżem, różańcem a Halicki – niezgodne z ustawą wykorzystanie wojska. „Wydaje się że rocznica – tak a miesięcznice – nie”. Tu min. Kępa: pan minister a nie Macierewicz (sama Kukiza tykała „Pawle” a nie „panie pośle”)

Temat pomnika umknął w rozgardiaszu. Temat samolotu tylko dotknięto, jako niezakończony.
***
Niedzielna audycja u Wielowiejskiej. Wybory w TOK-u – Machałek, Zalewski, Borowski, Piekarska, Bugaj, Piekarska. Tematyka – jak zwykle, różnorodna.
Przytoczono wypowiedź Kaczyńskiego, że trybunał może naprawić, co zepsuł.
Borowski zażartował, że min. Kępa chciałaby sądzić sama. Bugaj wspomniał, że z Borowskim napisali tę konstytucję, ale nie neguje, że nigdy nie pójdzie na manifestacje, bo PIS brnie dalej i jeśli nie wydrukuje… a żona chciała właśnie na tamtą manifestację.
Przytoczono tu słowa Kaczyńskiego sprzed laty, kiedy bronił wyciągania brudów przez swoich w Parlamencie Europejskim i teraz, kiedy nazywa to zdradą narodową. Wczoraj – ok, dziś – nie.
Mówiono o Targowicy, że to kto… Unia jest po to, aby wypowiedzieć się na temat łamania prawa przez demokratycznie wybrany rząd. Orban z pewnych spraw się wycofał pod wpływem Unii.
Borowski wspomniał, że przedstawiciel rządu używa słowa targowica w kontekście UE i że dzisiaj wystarczy rozbiór gospodarczy.
***
A teraz smaczek z manifestacji PIS-u: Brudziński się pomylił i, przyzwyczajony do bycia w opozycji, wezwał do wypowiedzi lidera opozycji właśnie, prezesa Kaczyńskiego.
Przytaczam.
bleblin

 
 
 
Opublikowano na własne uszywidziałam | Otagowano bleblinciemnotęhakujektsmanifestacjerelatywizmskrzypczyńskaskrzysiauzurpatoremwczoraj ok dziś - niewojsko na manifestacjizlamane | Skomentuj

Rozważania przez obrazki, pseudonaukowa analiza gestów

Tym razem odwrotnie, bo z mojego Facebooka.
Zatytułowałam: Rozważania pod wpływem obrazków… Rozpocznę kontrowersyjną zaczepką.
Dlaczego niektórzy mają wątpliwości co do obchodzenia miesięcznic smoleńskich, jakichkolwiek miesięcznic? Przecież, jeśli ktoś ma ochotę i jest szczery wobec samej (samego) siebie, niechaj obchodzi i tygodnice a, jeśli ma pamięć zranioną doszczętnie, nawet i dniówki, godzinki… Na tym polega wolność. A nie?
Tylko, czy aż tylu żałuje tamtych, tamtego… bardziej, niźli swoich własnych bliskich, swoich krewnych? Nie ma siły. To zbiorowe kłamstwo, a to ma swoją nazwę. I powtórzę. A nie?
Zaglądam do znawców.
Jak czytam, naukowcy twierdzą, że każdego można sprawdzić, czy nie łże a się tylko podlizuje. Twierdzą, że kłamca spogląda w lewo lub w prawo, jest czujny, mówi zwykle głośniej, szybko, jakby chciał się tego, o czym mówi, pozbyć, czasem mówi tak, aby tego wręcz nie usłyszeć (dziennikarze zwykle wtedy nie zauważają, że coś im umknęło), powtarza to samo, bo wyuczył się jakiegoś scenariusza, nigdy nie używa formy „ja” i nie identyfikuje swego stanowiska z sobą, ale też nie wymienia imienia osoby omawianej. Byłoby to zbyt bliskie jego osoby a dystans u kłamcy to podstawa. Ponadto, kłamca zasłania usta albo gestykuluje strzelając w rozmówcę. Nie odwraca wzroku, on świdruje, na ile wierzysz w to, co mówi. Mruga, dotyka twarzy; ucha, nosa, włosów, brwi, bo ciśnienie krwi powoduje mrowienie na zakończeniach nerwowych. Rozluźnia kołnierzyk (tu może też być zły!). Kłamca mówiąc „tak”, mimowolnie kręci głową na „nie”. Podobno, bawi się też rękoma, splata je. Długo coś relacjonuje, unikając głównego wątku, on zagaduje, nieświadomie też rękoma czy nawet szklanką odgradza się od rozmówcy. Machinalnie też, odpowiadając na pytanie, używa tych samych słów, co w pytaniu, zamiast odpowiedzi wprost: „tak” czy „nie”. Nader często, szybko zmienia temat rozmowy i dotyka czegoś innego.
Po prostu, obserwujmy tych, co z nami rozmawiają, obserwujmy tych, co towarzyszą innym tylko przez strach i karność. Są słabi. Aż tylu? No, tak. Tych z charakterem jest niewielu. Wodzów zawsze było paru.
bleblin

 
 
 
Opublikowano dywagacjemoim zdaniemwidziałam | Otagowano bleblinczujnygodzinkikołnierzykkrzesławaktskłamcamiesięcznicepodlizujepoeticpseudonaukowoscenariuszskrzypczyńskaskrzysiastrachświdrujesłabitak i nietygodnicełże | Skomentuj

anielskie nic, czyli fragmencik

Pewien, podsłuchany, dla relaksu, fragmencik wiadomej audycji, o której, tzw. prezes powiedział na radia x-leciu, że bez niego nie byłoby zwycięstwa (!)
Mój komentarz – wspomniany prezes przypodchlebia się, przyznając, że to mohery zadecydowały o zwycięstwie. Kropka.

Usłyszeliśmy: „Wyborcza zarobiła za ten rok 339 mln a powinna dzielić się z mediami” i że „a my nic”
Mój komentarz-o. przyznaje, że zazdrości, ale i zataił, że „swoje” dostaje (, o czym niżej) i liczy nadal na tzw. dary.

I teraz ciekawa, wyrzucana jednym tchem, mieszanka zdań zaprzeczających samym sobie: …i „dziękujemy za wspominanie. To takie małe, bo zebrało się 5 mln… my teraz wspominamy innych… ten film o Karolinie Kuskolinie… (przypisek mój – pewnie chodzi o Kuzkównę) trzeba tam bardziej… przez teatr, kulturę działać… innych naszych wziąć”(?)
i tu ogólny komentarz o. do tego, co pokazują inni: „rozbierze się na Adama i biega… i to jest smutne… przecież ani on tego nie rozumie, to popsuta osobowość”
Mój komentarz: to tak im śpieszno, aby dorwać się do mediów…

Tu: telefon.
„zabrałam 10 sztuk anten” (chodzi o anteny, które Rydzyk polecił zbierać i przywozić, przewozić…)
„ale Ileś tam mi się wypisało” (urwane zdania, ale świadczą, że ludzie zadeklarowawszy zaraz, na chłodno z tego rezygnują)
Na to o.Rydzyk: „… to diabeł”
Tu pani podaje telefon 510743…, dokładnie miejsce zamieszkania i że wiezie (dokładnie podana trasa i lokomocja) kupę pieniędzy wraz z obstawą dwóch starszych osób.
I dalej o.:” nasza partia PIS (czyja?), jak się ogarnie z Trybunałem, to może coś z naszym dziennikiem zrobi… byłby jakiś pożytek, bo nie okłamuje…”
Mój komentarz: czy ci ludzie są tak pewni siebie, tak dziecinni, tak naiwni czy głupi, że dzielą się takimi informacjami aż tak otwarcie?

O.Rydzyk: „niech pan patrzy, my też szukamy pieniędzy… tych paru ojców takie rzeczy robi, ileś tamci dostawali, ileś spółek skarbu państwa, nam nie dawali” I dalej: „media to przesłuchania nienawiści, ta Nowoczesna – żeby wyjść na ulice, oni są gotowi, mają tyle mediów, mogą wyprać umysły, to walka duchów…”
Mój komentarz: ciekawa osobowość i ciekawa logika alogiczna… Ci, co piorą umysły codziennie, stosują retorykę odwróconej strony…

Telefon: starszy duchowny o „Naszym dzienniku” – „ w każdej bibliotece prenumerować. Każdy sołtys, każdy urząd, jest tyle bibliotek publicznych…”
Odpowiedź o.Rydzyka: „to trzeba ducha apostolskiego, trzeba się już ruszyć, umysły przemienić (!), trzeba Polskę odzyskać” (!)
Mój komentarz: zatem, rzeczywiście, otwarcie mówią, iż plan jest, aby zburzyć wolność i karmić obowiązkową lekturą w imię pana.

Telefon spoza Zamościa: „wieziemy koperty, dary od ludzi… by… żeśmy zwyciężyli, wygrali, tam pan w Zamościu organizuje zbiórkę anten…”
Odpowiedź o.Rydzyka: „to trzeba na Ukrainę”
Mój komentarz: potem się dziwimy, że nigdy nie zakładając kolonii a wyjazdy nazywając wolontariatem i, co gorzej, misjami,, że mamy „tam czy siam” zawsze jakieś kłopoty i księży miejscowi zabijają…

Nic dodać, nic ująć. Organizują się.
bleblin

 
 
 
Opublikowano dywagacjena własne uszyrysunki kts | Otagowano a my nicanielskie nicbleblinfragmencikkrzesławaktsoni-myotwarciePolskę odzyskaćprenumerowaćskrzypczyńskaskrzysiata Nowoczesnaumysły przemienićwalka duchów | Skomentuj

sejm, słowotok, wygłuszanie i wybory większości

Zabawa w Sejmie. Siłowe wybory. Posłowie PIS-u, z obawy przed ewentualną kiedyś odpowiedzialnością, nie zgodzili się na imienne głosowanie w sprawie TK. Zaczęli wskazywać kandydatury swoich. Przy każdej omawiali dorobek naukowy, o którym ma świadczyć ponoć wielość rozpraw doktorskich, wielość wyjazdów a i wielość publikacji. Wiadomo tym, którzy kiedykolwiek w katedrach takich pracowali, że tacy ludzie, głównie kierownicy katedr, wykorzystują prace swoich podopiecznych, a na wielość ich publikacji, wiemy, że składają się prace innych i jest to suma różnych prac magisterskich i doktorskich, prac całych zespołów, gdzie profesorowie jedynie się podpisują. Wspomniani kandydaci to Cioch Henryk z KUL-u, Piotr Pszczółkowski z 78 r., adwokat od 99 r., związany z poszukiwaniem przyczyn katastrofy smoleńskiej, Mariusz R. Muszyński z Uniw. Toruńskiego, redaktor, już kiedyś – w Trybunale Stanu, Julia A. Przyłębska, znana głównie z ubezpieczeń społ. , była konsul w Berlinie oraz Lech Morawski, też z Torunia, autor Prawa i Więzi.
Wystąpienia. Trzaskowski z PO. Przypomniał, że prezes już kiedyś porwał się na księżyc, na co wspomniany z sali Sejmu natychmiast się wyniósł. Poseł teraz dodał, że oni zamierzają być odchyleniem od pisowskiej normy.
Posłanka Krzywonos, pokazując konstytucję, przypomniała o poniewieraniu ludzi za konstytucję, która jest największym prawem a teraz jej wstyd za PIS.
Tyszka z Kukiza15 powiedział o 2 kryzysach – w Brukseli i Sejmie, że trzeba zmienić konstytucję i że nie dadzą kandydatów, ale i nie chcą tylko 24 godzin na ocenę kandydatów PIS-u. Trybunał jest zbyt upolityczniony, a oni chcą jego likwidacji.
Petru z Nowoczesnej powiedział, że ci z PIS-u budują imperium głuchych i bezprawia i, że liczy na właściwy ruch Prezydenta, że Prezes mówił kiedyś o kserokopii, dziś, że to samo to banknot. Że piszą czarne karty polskiej historii.
Gasiuk-Pichowicz wspomniał o sędziach KT i wyborach 20-tu osób. Że są grabarzami polskiej demokracji.
Kiedy mówił Paszyk z PSL o tempie wyborów TK, poza sejmem odbywały się 2 demonstracje – za i przeciw. Ludzie się szarpali, interweniowała policja.
Kosiniak-Kamysz dodał apelację o zlikwidowanie zamieszania. W międzyczasie usłyszeliśmy „Precz z komuną” – poza Sejmem a i w Sejmie, z dodatkiem walenia w ławki. Kamysz odwołał się do Prezydenta, którego nie było. Chciał przerwy i dania wspomnianemu czasu na wypowiedzenie się.
Na to Piotrowicz z PIS-u odparł, że to tamci łamią prawo i że „na to nie dostrzegacie” i dalej: „ograniczacie się do sloganów, to my mamy poparcie rodaków, bo zaczepiają nas na ulicach…” „żądają od nas zdecydowanego działania”.
Tu Kociniak z PO – do Piotrowicza, że o zgodności z konstytucją decyduje TK, to dlaczego teraz to TK zmieniają, skoro się na to powołują.
Piotrowicz burknął, że to nieprawda, bo procedują w oparciu o regulamin Sejmu.
Głosowanie na poszczególne kandydatury.
Tu wystąpienia: Szczerby z PO z pytaniem, czy to posiedzenie jest legalne… To nie wybór. Miejsce po jakiejś pani jest obsadzone, dalej – wystąpienie Pszczółkowskiego, że kandydat siedzi między nimi a mówił o sobie samym wczoraj, a, z kolei Cioch to senator. Marszałek uznał to za zakłócenie obrad. Szczerba nie schodził z mównicy.
Grabarczyk zapytał, czy ten słyszy jak trzeszczy kręgosłup Rzeczypospolitej… Czy Marszałek o tym wie, że ma zaczekać na wypowiedź prezesa TK?
Lubnauer z Nowoczesnej: nie pozwolono na pytania zadawane kandydatom.
Bejda z PSL – Szczerba to pisowski człowiek.
Tu wybór Ciocha – przeszedł.
Neumann – o przerwie, bo blokowano możliwość zadawania pytań.
Wielgus – z wnioskiem „do przerwy” i że przed sejmem – ludzie.
Wielichowska, że premier się wstydzi a PIS przeistacza się w bezprawie. Na zarzut Marszałka, że to nieformalny wniosek, wołała : „Mam czas”.
Kropiwnicki z PIS-u: Sejm powinien poczekać z kandydatami tydzień.
Marszałek wyrzucał z mównicy, ciągle chciał kontynuować wybory.
R. Miller z PO chciał, żeby przenieść wybory.
Glosowanie kolejne, jak zwykle.
Szymański z PO – pytanie do Morawskiego. Tu zacytował podręcznik Morawskiego, że ten pisał, iż nie wolno posługiwać się kaprysami…
Wielgus… czy kandydaci się nie wstydzą, że wiele znanych sław prawniczych jest przeciw. Usłyszeliśmy o – kiedyś – wywiadzie prof. o TK, Lecha Morawskiego o funkcji, że to zapłata za lojalność. Ma odpowiedzieć, jaką służbę miał na myśli.
Pomaska z PIS – o kandydatach poprzednich, kto, kogo przedstawiał i że debaty nie było. „Nie pamięta wół jak cielęciem był”.
Brejza ponownie poprosił o przerwę i że Morawski to redaktor kwartalnika <> i tamten ma odpowiedzieć, jak jest powiązany ze Skokami i czy to apolityczne…
15 minut przerwy. Jednak.
Potem Morawskiego wybrano. Jak zwykle, większością PIS-u.
Ajchler zapytał, dlaczego na pytania kandydaci wcale nie odpowiadają. Marszałek odparł, że na pytania w tym trybie nie odpowiadają kandydaci a posłowie sprawozdawcy.
Posłanka z Nowoczesnej chciała cofnięcia decyzji. Wyciszył ją Marszałek.
Było wiadomym, że wszyscy przejdą.
Pytania. Brejza, że kłamstwo, iż Rzepliński nie kandydował z PO.
Znowu marszałkowe wyciszanie. Przywoływał do porządku, kazał opuszczać mównicę.
Pytanie do Muszyńskiego, czy prawda, że w maju zamieszczał info odnośnie ludzi Nowoczesnej – pytanie: czy kandydat przyjmuje kryteria antropologiczne…
Paszyk z PSL zwrócił się do Muszyńskiego, że tamten na Twiterze zaczepiał Bartoszewskiego.
Morawiecki od Kukiza15 wspomniał o mierze rzeczy, o niekonstytucyjności poprzednich wyborów, ale on się na tym nie zna, ale… chce ustąpienia niekonstytucyjnych (tu wielokrotnie skandowano Dudę) Mówił dalej. Dobro społeczne musi być nad prawem. Nie wyzywajcie od komuchów, bo każdy przecież w Sejmie jest wybrany demokratycznie.
Terlecki z PIS złożył wniosek formalny o przejście do głosowania.
Grupiński rzucił, że ma szacunek doń, ale Morawiecki chce z nimi ustawiać TK.
Tu Marszałek nie dopuścił posłów następnych do pytań, bo stwierdził niepoprawność poprzednich łamań normy.
Kazał głosować na Muszyńskiego. Pytań więc nie było. Przeszedł, jak wszyscy.
Pisowscy zwolennicy skandowali niezwykle głośno. Brudziński zwracał się do przedstawicieli policji z przeprosinami (?) a do Sejmu, aby szybko przejść do głosowań, bo tamci czekają na głosowania odnośnie ich grupy pracowniczej.
Ciekawe, że miałam osobiście wrażenie, iż chciał zjednać sobie tę właśnie grupę zawodową. Coś mi to przypomina…
Zatem kolejne głosowanie. I znowu przeszło większością głosów.
Myrcha z PO przeprosił mundurowych, że ich sprawa odbędzie się o 16. Zadawał pytania kolejnej kandydatce.
Kandydatka Przyłębska. Pytania i brak odpowiedzi o powiązania… z kimś z PIS-u… Wybrana.
Ktoś wspomniał, że tak zaczynał się faszyzm. I pytanie, czy Pszczółkowski będzie głosował na siebie a głosował dopiero co na 4 kolegów?
Facet z Nowoczesnej – z pytaniem do Pszczółkowskiego, czy mu nie wstyd.
Jarubas. Jaki ma tytuł i ile publikacji wydał kandydat… Głosowanie.
Pewnie też. Na siebie.
Marszałek, po raz kolejny, wygłuszał ludzi. Jakoś nikt nie odebrał mu głosu. Dziwne. Podobno, Prezydent czeka na zatwierdzenie wybrańców PIS-u. Póki co, będzie więc w TK wybranych 10 sędziów.
W Faktach po faktach oceniono, że PIS-owcy zachowują się jak oszalali. Że to zamach na ustrój państwa, w którym żyjemy. A, że Morawiecki nie rozumie za to, co się dzieje i mówi o narodzie, który stoi pod sejmem.
Uff! Koniec? Nie… Teraz każdy wie swoje.
To żarty?
bleblin

 
 
 
Opublikowano moim zdaniem | Otagowano bleblinkrzesławaktsobrazaoszalalipoeticsejmskrzypczyńskaskrzysiasłowotokwyborywygłuszanie | Skomentuj

zaglądnij czasem…

zaglądnij czasem…


Kliknij

zapraszam
bleblin

 
 
 
Opublikowano komputerowe moje graniemoim zdaniemna własnej skórzewiersz autorski | Otagowano bleblinkrzysiaktspoeticskrzypczyńskaskrzysiazaglądnij | Skomentuj

bywało za młodu

bywało za młodu

Temat zmieniłam, bo coś mi zaczęło się po nim psuć w tekście.
Karolina Lewicka z TVP info, za obrazę majestatu, została natychmiast zwolniona, tak, jak to obiecywał na żywo minister, który wspomniał pod nosem o potrzebie zamknięcia stacji. To usłyszeliśmy. Następują pierwsze czystki?
Pamiętam jedynie słuszne uczenie się rosyjskiego. Pamiętam jedynie słusznych dyrektorów i załatwianie przez starszych wszystkiego „po znajomości”, pamiętam, jak namawiano wszystkich do przystępowania do ważnych organizacji. Byłam pojętnym dzieckiem, pojętną nastolatką i jestem dorosłą świadomą tego zła,  jakie opanowało nasz kraj. Teraz, po przerwie działań Solidarności, widzę to samo. Człowiek to jednak istota diabelna. Lubi innym odbierać i bierze się za te same zabawki.

Straszenie terrorystami jest u nas zbyteczne. Teraz zastraszają swoi, demokratycznie wybrani. To ich mamy się bać? Ktoś nie swoimi rękoma wali nas po łbie. Nigdy za to sam nie oberwie. Ma właśnie miejsce przeobrażanie wolności słowa w w kierunku jedynie słusznym. Oglądałam program i widzę tendencyjność. Kiedy zobaczyłam te przymrużone oczka, zaczęłam się o wspomnianą bać. Nie godzę się jednak na zamykanie stacji! niesłusznych ideowo z Wami, których nie określę. Nie godzę się na zamordyzm. Po prostu. Zastanawiam się też, co powiedzieć tym, którzy chcą wrócić do kraju… Nie lepiej to odwlec? Pewnie już myślą, czy nie obrać całkiem innej drogi, bo czytają po polsku i już wiedzą. Nie będę ich przekonywać do niczego. Bo mogą zostać z ręką w nocniku. A tu zapowiada się tak, jak w tym moim napisanym w 1997 r. wierszu z tytułem „Ciemność”)Na szczęście to nie czas jeszcze na mój inny wiersz z 2003 r. pt. „Człowiek w białych rękawiczkach” ani na „Zmęczony materiał ludzki” z tego samego roku… Antycypowałam? Przewidywałam? Przeczuwałam? Odznaki tego spotykałam w szpitalnych zakamarkach, kiedy sukienkowi wścibiali swe noski w nasze kartoteki… Ważny ginekolog, który prowadził mnie na przekór losowi, nie miał czasu. Wtedy urodziłam trzydniowego, pięknego  malca i położono mnie wśród uśmiechniętych mam. Pokrajanej wzdłuż i wszerz nie pozwolono na ostatnie z nim pożegnanie…   Na lekarza byłam zła, wściekła.  Potem przyszłam do siebie.

Za jedynaki i zwłaszcza tamte przeżycia, nowi rządzący nie zapłacą…
A wracając do tematu,  zamykanie stacji to sprzątanie stajni Augiasza, zapewniam.
Feeee!
bleblin
 
 
 
Opublikowano moim zdaniemna własne uszyrodzinnerysunki ktswidziałam | Otagowano bleblinciemnośćjedynie słusznikrzesławaktórzy chcą wrócićktsobrazapierwsze sprzątaniepoeticskrzypczyńskaskrzysiastajnia Augiaszate same zabawkiza młoduzamordyzm | Skomentuj

konspekt z reakcji na podwójne expose

konspekt z reakcji na podwójne expose

Opublikowano autor: skrzysia

Złapany na korytarzu, tuż po przemówieniu Premierki, Morawiecki, senior wolał się do niczego nie odnosić, mówił tylko o drużynie biało-czerwonej, co bardzo mu się podobało. Zapytany o ocenę występu nowej Premier, dał czwórkę, a odnosząc się do realizacji, powiedział: „bo mój syn jakoś to przeliczył”

Inni, czyli opozycja i dziennikarze twierdzili, że proporcje w przemówieniu były źle ustawione a Premier Szydło wpada na miny podstawione przez guru. Swoi mówią o reorientacji historycznej. Ciągle – tu i tam -  o audycie, czyli po polsku – kontroli.

Zgodnie z nierównością w Sejmie, grupa największego poparcia otrzymała największą możliwość czasową objawiania swojej woli. Pierwszeństwo zatem miał PIS.

Kaczyński. Mówił o telewizji i sankcjach rozproszonych, zwłaszcza za mówienie o chrześcijaństwie. Nie ma już tam sił postpezeperowskich. Chce, aby Polska była wyjątkiem. Mówił o normach, o tolerowaniu inności a nie afirmacji. Nie chce powielania obcych wzorów. Powielanie tamtego jest nieprawdą (?). Mówił o prawdzie, która jest potrzebna. O lobbingu, problemie tej izby, o poprawkach lub nawet – nowej konstytucji. Żadna rola PSL-u w działaniach poprzedników. Liczą na opozycyjne głosy rzeczowe.

Wszyscy przyjęli, że było to drugie, expose, to ważniejsze nawet.

Neuman – PO: ‘Nie wiem, do którego expose się odnieść” i zaraz potem do Szydłowej, że nie zapoznała się ze wszystkimi dokonaniami, całkowicie czasem rozmijała się z prawdą. Uważał, że słuchają tylko własnych ludzi. Tu – nawiązał do przemówienia Kopaczowej. I dalej, do obecnej: „wiedziałaby pani, że… to już jest, nie musicie tego budować od nowa, wystarczy słuchać, by wiedzieć. Nie będzie zgody na zamach na konstytucję. Były hasła, nie było treści, bez określenia ile to kosztuje. Podnosicie podatki, ale obietnice kosztują więcej. Powiedziała pani, że przyświeca Wam pokora, umiar, roztropność, umiar w działaniu, wyrzuciliście…” tu wymieniał, a dalej mówił o próbie zamachu na Trybunał, że Prezydent łamie konstytucję i wspomniał, że Premier mówiła o końcu arogancji i że  rzeczywiście postępowanie Prezydenta to koniec, „zawiódł pan” – tu  zwrócił się do Prezydenta. Pokazywano uśmieszek Prezydenta. Mówca nawiązał do polityki historycznej „To przejdzie do historii, to ułaskawienie Kamińskiego… Pięknie wpisuje się do hasła o rodzinie. Odpowiedzialność, bezpieczeństwo. O poczuciu bezkarności nie powiedziała. Prezydent stoi na straży poczucia bezkarności urzędników”, powiedział. Mówił o Ziobro, Kamińskim ułaskawionym, który, przypadkowo,  apelacji nie zdążył wysłuchać – i że to 1 beneficjent tej „Duda – pomocy”, o Macierewiczu, że skoro Polacy się go boją, to ma przestraszyć naszych sąsiadów? To patent, który nie wiadomo, czy się sprawdzi. „Hołd prezesowi rozumiemy. Prezes jest tylko jeden, wygłosił kolejne expose, to element psucia państwa… To nie buduje demokracji… Pakiet demokratyczny. „Niech pan przestanie być takim demokratą. Niech pan przestanie.” Odwołał się do tamtego serca, aby wziął do siebie słowa Cycerona o prawie. Oni, ci z PO, będą opozycją twardą, obiecał.

Na to Kaczyński ad vocem. „Kiedy słuchałem szanownego pana przewodniczącego to zastanawiałem się nad pojęciem fałszywej świadomości. Tych 8 lat państwo nie dostrzegło”; tu przykłady, w tym – „niemożliwe do wynajęcia sali do moich potrzeb to była wolność…”

I na to  sprostowanie ad vocem Neumana: „Prezesie, ale mówienie o wolności i mówienie > to duża parabola” .

Kukiz.  „Liczyłem na rząd wielkiej zmiany, na zmiany dla kontaktu bezpośredniego, ale czekałem na pójście dalej… Jest problem rozdzielenia władzy wykonawczej od ustawodawczej… Prokurator powinien być wybierany w  wyborach powszechnych”, mówił i wspomniał o publikacji ich majątków, „chcemy trybunału niedyspozycyjnego”. „to puste slogany, że wiarę w demokracje chcecie odbudowywać. Widzimy też dobre strony”. Usłyszeliśmy, że czeka na dużo wcześniejsze konsultacje przed ustawami. „Zabrakło tego, że to obywatel powinien być w centrum  uwagi, a nie rząd.”

Petru: „przy całej osobistej sympatii, nie dacie rady”. Tu wymieniał różne sprawy, po których przywoływał to samo zdanie. „Bezpiecznej będzie, jeśli się wycofacie z uprzednich zobowiązań, chcecie zamienić 1 monopol na drugi. Po niewyraźnych, byle jakich rządach Po,  chcecie dać rządy szalone, po których… W 100 dni puścicie nas wszystkich z torbami…  Zostawcie NBP w spokoju. W kilku kwestiach (5) widzimy możliwość współpracy… Nie było nic o Trybunale i szybkiej ścieżce ułaskawień… Pakiet demokratyczny brzmi jak pakiet kontrolny… Polacy muszą zrozumieć, co czytają z dokumentów… Polska nie może być montownią Europy.”

Kosiniak Kamysz pokazywał, że niczego tamci nie muszą zmieniać, bo te zmiany już na wsi zachodzą. Wspomniał też o kulturze politycznej. „Nie chodzi o wicemarszałka, ale o głos na Prezydium i dostęp do informacji… Demokracja to poszanowanie mniejszości. I poszanowanie różnorodności… Na koniec zadeklarował ku uciesze większości i zdumieniu mniejszości, iż jego partia wstrzymuje się zatem od głosu.

Dopisek własny, subiektywny. Seniora o nic bym nie pytała i nie zapraszała, bo będąc u Kukiza15, zachwyca się wszystkim, co robi syn z partii rządzącej. Moim zdaniem, strata czasu, choć facet z historią. Dowiedzieliśmy się też, dlaczego Kamiński uważany jest za krystalicznie uczciwego. Otóż wszystko, co zarobił jako poseł, oddał na Caritas. Jeśli dar na kościół ma być podstawą oceny… to już nic nie mam do powiedzenia.  Wystarczy tak robić i jest się kryształem. Tylko, że niektóre mają tak piękne skazy… I jeszcze jedno. Wchłanianie przystawek już w toku. Póki co, wszyscy się pierwszym poczynaniom przyglądają. A tym „najpierwszym” jest ponoć akcja-noc z Burym. Tego, jakoś, niewielu z nas jest żal.

Po  przerwie wypowiadali się pomniejsi. Nie słuchałam, bo powielali wypowiedzi swoich najważniejszych i mówili zbyt rozwlekle. Byle się pokazać.

Rysunek - wieloglos z trybun

bleblin

 
 
 

 

Opublikowano na własne uszywidziałam | Otagowano akcja nocbleblinexposekontrolakrzesławaktslobbingnie audytnie dacie radypakietpo przemówieniachpoeticrelacja-przypomnieniesankcje rozproszoneseniorskrzypczyńskaskrzysiatatiana | Skomentuj

żałoba, skąpana i żer

 

Mówiło się: Francja – elegancja. Francja dziś w żałobie, po stracie wielu obywateli,  Polska, skąpana ciągnącym się deszczem, przeżywa i współczuje,  dziennikarze szukają przyczyn…

Po strzelaninach w Paryżu wiadomo już, że świat wcale nie jest bezpieczny, choć ludzie zawsze powstają z kolan i chcą żyć dalej.

Wszyscy szukają sensu i przyczyn tragedii. Nieustannie dochodzą do jednego; że buta i chęć zysku zawsze wraca w dwójnasób; agresja w poszukiwaniu rynków zbytu i żył – przysłowiowych – złota rodzi ból, a ten, przemieniony w żal i agresję, uderza po latach. Wyuczona solidarność każe pomagać a wewnętrzna potrzeba bezpieczeństwa – zamykać się w skorupie. Na ile zwycięża w nas wiara w dobro nieznanego, a na ile się odkrywamy, bo zapominamy o działaniach pradziadów i widzimy jedynie ich wzorowość, to pytanie. A konsekwencje często nazywamy bezzasadnie złem organicznym wobec niewinnych. Takim widzimy, bez wnikania w to, co kiedyś. Pretekst wnoszenia kaganka oświaty, naszych prawd i zasad w rozważaniach nad późniejszymi naszymi tragediami umyka, zamazuje się w nas tak samo, jak zapominamy o złu ludzi, kiedy ich od dawna nie ma. Widzimy to, co jest teraz i tuż. Zapamiętujemy czasem anegdoty. W swoim gronie, w swojej masie, w narodzie, widzimy spryt, wielkość, mądrość, cechy, które spowodowały, że rośniemy w dumę ogólnonarodową a zapominamy, jakim cudem coś pozyskaliśmy…  Zastanawia fakt, dlaczego jedni są szczęśliwi, bardziej wolni, a drudzy ciągle nie mogą im dorównać  a i, że każda zależność w czasach popytu i podaży pogłębia jednych niechęć, innych butę. Lekarz, prawnik, rządzący, ksiądz, konkwistador, a i pożyczkodawca, bankier, kreator mody, grabarz, media, organizatorzy konkursów i zmagań, nie tylko sportowych, sprzedawca i wcale niekoniecznie – złodziej czy bandyta, wszyscy jakoś podporządkowują sobie, przez lata, innych, zabierając im cząstkę wolności, majątki, co można określić paroma słowami: „Wykorzystać, odebrać, zmiąć, wyśmiać, zlekceważyć, kopnąć”. Dochodzimy do cechy ludzkiej, do potrzeby rywalizacji. Ta jednych wywyższa, innych, najpierw wprowadza w zdumienie a potem – w zniechęcenie i biedę. Patrz – boks, wszelkie zawody, jak np. piłka nożna, F1, mistrzostwa, rajdy WRC, a daleko dalej – kibole, pakty ponadnarodowe… Rywalizacja – odwieczny winowajca.

Idealistyczny model bez granic nie sprawdza się, bo i ludzie na plaży okopują się, uzurpują sobie prawo do bycia sprytniejszymi, a  więc – lepszymi. Gdyby nawet odebrać wszystkim wszystko i w jednej chwili wyrównać te byty, to człowiek z lenistwa sczezłby, nie miałby celu i, w końcu pytałby sam siebie, po co żyć. Czy musiałby się uczyć, poznawać? Dostałby podskórny chip wszechwiedzy i taki sam ciuch, zmieniający się w zależności od widzimisię, bo, przecież, wyeliminowałoby się rywalizację i indywidualność. Marazm, bezsens… W znaczeniu – apatii i zniechęcenia. Czyli? Czyli pozostańmy sobą i trochę mniej wykorzystujmy innych. Tak, aby nie odezwały się w nich, tych – tam, awersje, złość, poczucie krzywdy i w skutkach – agresja.

A gdzie tu udział dziennikarzy? Ci przypominają, unaoczniają, porównują i sekundują. Zupełnie jak na ringu. Żerują.

Ja też w pewien sposób, bo o tym piszę. Piszę o tej dumnej Brukseli, dumnej z władzy a gdzieś tam, wstydzącej się i omijającej dzielnicę przyjezdnych emigrantów, wyizolowanych, gniewnych, organizujących wszystkie tragedie w równie dumnych ze swej wolności, stolicach, w tym – Paryżu. Przyjmujemy ich, bo żałujemy, bo wypada, bo tak trzeba  i potem nie interweniujemy w zachowania, bo pozostawiamy im wolność, której nie chcą i nie rozumieją.

bleblin

 
 
 
Opublikowano moim zdaniem | Otagowano agresjableblinboksco ma do tego sprzedawca?ideałkrzesławaktspoeticrajdyrywalizacja - odwieczny winowajcaskorupaskrzypczyńskaskrzysiasprytżerzło organiczne |Skomentuj

punkt widzenia jak punkt siedzenia, czyli jest… być może

punkt widzenia jak punkt siedzenia, czyli jest… być może

7 dzień tygodnia pokazał dziś, że Petru to niezwykle poważny, rzeczowy człowiek, zręcznie chwytający za słowa wszystkie inne opcje polityczne. Winnicki za to, choć opozycyjny wobec wszystkiego, przestrzegał PIS przed nadmiernym zużyciem, a przedstawiciel PIS-u wił się przed pomówieniem o celowość we wprowadzaniu zmian w kadencyjnym Trybunale konstytucyjnym. Chce, aby to trybunał wskazywał nowych kandydatów a Prezydent zatwierdzał to lub nie.  PIS chce zatem, jak słyszę, skoku na skok PO z PSL-em. Przedstawiciel PIS-u mówił o zawłaszczeniu Polski przez poprzedników. Petru zapytał: „tylko po co?”. Posłanka Katarasińska czegoś nie zrozumiała. Petru zauważył, że w ten sposób każdego z Trybunału można wymieniać w dowolnym czasie. PO nagięła prawo, dokonując zmiany przed końcem kadencji, ale dodał, zwracając się do PIS-u: „mistrzu, nie idź ta drogą”. Sasin z PIS-u tłumaczył natomiast, że krytykują sam fakt zmiany Trybunału i nieważne, jak ten działa. Nie chcą, aby tamten skok na Trybunał się udał. Żelichowski z PSL-u wspomniał konstytucję umieszczoną, a potem zniesioną ze strony PIS-u i sugerował, że ta pojawiła się uprzednio dla zmyłki. Paweł Soloch zakończył całość, mówiąc o bezpieczeństwie Polski. Ta jest… być może.

U Wielowiejskiej- rozmowy w TOK-u. Tu dłuższą wypowiedź miał Borowski, Zalewski (PO) opisywał sytuację wokół państwa islamskiego. Propozycja Bugaja była taka, aby to tamto państwo zagłodzić, bo pieniądze na broń mają. Gdzieś tam usłyszeliśmy, że potrzebna nam jest Rosja, silna a nie z sankcjami. Padło pytanie: czyli co, zostawić Ukrainę? Borowski przypomniał o fundamentalistach, jakimi to  nas – tamci widzą. Dla nich jesteśmy zagrożeniem. Problemem jest ponadto, że dla nich śmierć to chwała. Nie dbają o własne życie. Poseł Wilk od Kukiza15 –pokazał, że I Rzeczypospolita to było multikulti, państwo-minimum i ono działało. Każdy szanował państwo polskie, bo inaczej był likwidowany a mógł sobie wierzyć, w co chciał. Wolność – tak, ale i przestrzeganie naszego prawa. Borowski tą wypowiedzią był zachwycony. Zgoda na przestrzeganie prawa zastałego. W Anglii dopuszczono polubowne sądy muzułmańskie, a to było złe. W dyskusji podniesiono realne zagrożenia, wymienione przez Prezesa. Skrytykowano je. „Bo nie o choroby chodzi, nie o pasożyty” – dodała prowadząca. Bugaj (Narodowa rada przy prezydencie) dodał, że to o pasożytach było niefortunne, czym poparł posłankę Gosiewską „a prezes, rzeczywiście, bywa, mówi rzeczy nieprzemyślane”. Zalewski wspomniał, aby kontrolować język. „Nie stygmatyzować, nie ranić”.  Pytanie prowadzącej: „Schengen to przyszłość?”  Zalewski wspomniał o porozumieniu z Turcją odnośnie wspomożenia jej w sprawie uchodźców. Dodał o wzmocnieniu granic kontroli. Bugaj w tej wypowiedzi zobaczył zbytni optymizm. Wniosek mamy taki oto, że sprawa Ukrainy jest zatem przesądzona, dla niej, negatywnie. Borowski też był za ugodą z Turcją i wariantem australijskim – zawracaniem łodzi a nie transportowaniem ich: „brać ich na hol z powrotem”. Wilk wspomniał o skutkach – o inwigilacji, że, niestety,” ta jest pewna, płacimy za innych błędy”, dodała posłanka Gosiecka.

Tydzień Kontra Tydzień (Jedynka,12:15), prowadząca, Monika Rosińska, aby zacząć, wspomniała o zamachowcach śledzonych a niedopilnowanych. Tu dopowiedzenie własne. Po wypowiedzi posła Cymańskiego, który powiedział, że tamci chcą światowego królestwa kalifatu, widzę, że,  jak to bywa, ludzie nie widzą nigdy własnej winy, bo on nie widzi, że chrześcijanie chcą takiegoż samego też królestwa Jezusa. Poseł ów dodał, że ponad 70% uchodźców to zdrowi mężczyźni. Monika Rosa z Nowoczesnej wspomniała o przyczynie –  wreszcie o kolonizacji  - impulsie przyjazdu do Francji. Dodała, że przyjezdni dostaną jakieś pieniądze, na co Cymański odparł, że a i owszem, dostaną po 2,5 tys. zł na dzień dobry. Rosa kontynuowała , że jest za przyjęciem uchodźców sprawdzonych i też – za zorganizowaniem tego. Cymański na to: „a co na to bezrobotni?”  Dodał czyjś żart, że ktoś, ponoć, poradził takiemu bezrobotnemu, aby załatwił sobie paszport syryjski. Cymański: „zweryfikowanym  podamy rękę”. Michał Szczerba z PO zauważył, że to da się sprawdzić. Zaczepił PIS, że każda parafia miała, za namową papieża, przyjąć rodzinę syryjską. Prowadząca zapytała, czy da się tym służbom tak przefiltrować… Usłyszeliśmy, iż Nergal nie naplułby na Koran ani Rabczewska niczego by takiego nie podarła – bo metro by się spaliło. Zobaczymy, powiedział Szczerba, co wynegocjuje Premier Szydło… Cymański na to: „Niemcy sami sobie to piwo bawarskie nawarzyli”. Ocenił – „to bezrozumna polityka, muszą się przyznać”.  Tu dodał, że „Niemcy dają 400 euro dla każdego. A Czeczeni wyjechali właśnie dlatego”. I  jeszcze – „tu nie będą się asymilować, a chcą do Niemiec, tu uczą się niemieckiego”. Nie wolno wbrew ich woli zmuszać  do Warmii i Mazur. Szczerba – Szydło i min. Błaszczak muszą coś zrobić. Nowoczesna – Rosa: „pewną liczbę trzeba przyjąć”. Cymański – „nie możemy być głusi na zdanie Polaków”.

Trochę wiemy, co myślą…

bleblin

 
 
 
Opublikowano moim zdaniemna własne uszy | Otagowano 7 dzieńale kasa!jest... być możekrólestwo - czyje?krzesławaktsna holNergalparafiapunkt widzeniarosaschengenskrzypczyńskaskrzysiatoktrybunałtydzień kontrazagrożenie - czyje?zagłodzićżart przy okazji | Skomentuj

Zmiana opcji. Nowa władza. Spotkanie w Sejmie i Senacie. Relacja subiektywna.

Przed rozpoczęciem Sejmu, Prezydent wszedł i, od razu, po ukłonie przed tablicami, dał sobie narzucić przez Morawieckiego znak krzyża, co pokazuje, jak bardzo opcja starszego narzuca swoje zachowania.

Kiedy Prezydent wystąpił, jego słowa brzmiały wiarygodnie i konsolidacyjnie. Prosił o dyskusje merytoryczne. Pokazał, że chce rozmawiać ze wszystkimi, a jego drzwi będą na to bardzo otwarte. Na koniec, obiecał wywiązywać się z zobowiązań i życzył tym, w 8 kadencji Sejmu, aby trwali w izbie i za 4 lata.

Morawiecki mówił o chrześcijańskim duchu i fenomenie Solidarności. Na co dzień rządzi, mówił, bezprawie. Pytał, „kogo jest Polska…” Że jesteśmy potrzebni sąsiadom, mamy łączyć Zachód ze Wschodem. Ponad nami są wartości – dobro i sprawiedliwość. Pociągnął, przez moment, o „niepojętym bogu”. Marzył o nowej, wielkiej konstytucji sensu; solidarności biednych z bogatymi, Polakami z Polski i tych na obczyźnie, o nowym podziale władzy i jej separacji. Nie zgadza się na panowanie pieniądza nad polityką i prawdą. Wybrał swoich sekretarzy: Szafernakera, Marchewkę, Borowską, Truskolawskiego i Jarubasa. Ślubowanie. Tu każdy wypowiadał „ślubuję”, czasem z dodatkiem „tak mi… Jedni chwytali się za serce, inni – za brzuch, jeszcze inni – za ramię. Niektórzy zrobili to po wojskowemu…

Jedna posłanka dodała opcję ”w trójcy jedynej…”, unieważniającą, w zasadzie, wypowiedź, a  16 kobiet nie poddało się normom dodawania boga, co świadczy o ich wyzwoleniu. Zrobiło to też 11 panów posłów a jeden, choć chciał to dopowiedzieć, zapomniał, „jak to idzie”. Do sali ślubowania, do Sejmu, nie dotarła jedna posłanka i jeden poseł.

Kopacz skopała wszystkich. Mówiła świetnie.  Gratulowała zwycięzcom, ale życzyła, aby zrealizowali to, co obiecywali. Mówiła, co ona, jej ludzie, osiągnęli. Przyznała, że mieli łatwiej, bo się porównywali z nimi, z tymi z PIS-u. Ona dała 3800 żłóbków, oni – 2, podwoiła tamtych pensję minimalną. Mówiła, co by musieli zrobić… Obiecała, że jej opcja nie przegapi żadnego kłamstwa. Jeśli PIS wyprowadzi Polskę z Zachodu na Wschód, to ona, oni będą mieli gotową mapę poprawy. Macierewicz to nie Gowin, wskazała temu pierwszemu, co PIS przyjął ze śmiechem, choć potem już każde z niego widziało w tym tylko agresję. Ostrzegła, że powstrzyma przed wprowadzanymi prawami różnymi, niszczącymi. Usłyszy to każdy Polak i Polka. Przestrzegła i pocieszyła, jednocześnie – każda władza przemija.

Marszałek najstarszy, Morawiecki podziękował za urzędowanie i przestrogi. Zarządził przerwę.

Prezydent opuścił Parlament. Powiedział, że nie powie nic, każdy to wystąpienie potrafi ocenić. Parlamentarzystom życzył spokojnej pracy. Inni, w przemówieniu ustępującej widzieli butę i brak posypania się popiołem (Liroy), jeszcze inni byli zadowoleni.

Korwin-Mikke przyznał, że przemówienie ustępującej Premier musiało się jej opcji podobać. Ot, obiektywna reakcja przeciwnika.

bleblin

PS. Szefem klubu PO w międzyczasie został, znany z niczego, poseł Neumann, no, może ja go tylko nie znam.

Po przerwie, spośród kandydatów, Marszałkiem nie został już Morawiecki, ale – Kuchciński. I to, jak można było się spodziewać,  jako człowiek PIS-u, zdecydowaną ilością głosów (najśmieszniejsze jest, że dostał głosy przeciwników, zwłaszcza tych z PSL-u, który na coś liczył.) Kuchciński zapowiedział przerwę do 18, akurat na czas spotkania Prezydenta z Senatem. Wzorem Prezydenta, odwiedził te same tablice i oddał im pokłony.

IX kadencja Senatu. Prezydent przemówił (wziąć a nie wziąść!). Poprosił o zaglądanie w drzwi otwarte swego biura. Pogratulował wybrańcom. Powołał prof. Seweryńskiego jako Marszałka seniora. Ten powitał gości, m. in. Marszałka z Sejmu i Marszałków poprzednich 8 kadencji, a także, oczywiście, księdza – dziekana, innych prezesów, NIK-u, rzeczników, ludzi z prokuratur, sądownictwa, ludzi od Prezydenta… Czytał dość monotonnie o chrześcijańskich wartościach i o ewentualnej zmianie konstytucji, możliwości obsadzania instytucji, o  czuwaniu nad stanem państwa, nadzorze swym i opiece nad Polonią. Odniósł się do wypowiedzi Prezydenta, że Senat jest nie tylko izbą refleksji.  Ślubowanie wyłoniło 6 panów senatorów mniej religijnych, co daje nadzieje na posiadanie przedstawicieli ludzi dalekich kościołowi. Jeden senator okazał się być Dudą (w Sejmie było ich ze 3), był przedstawiciel Skoku, rozbrzmiewały niewyłączone komórki. Wybrano 3 tymczasowych sekretarzy. Ci byli ponoć najmłodszymi Senatorami, ale na takich wcale nie wyglądali – Ambrozik, Dowhan i Szwed. Zapowiedziano przerwę, która miała przynieść zgłoszenia kandydatów na Marszałka, popartych przynajmniej 10-cioma osobami, a także vice i sekretarzy. W przerwie TV przełączyła nas na Sejm, gdzie PSL zgłosił swoją uchwałę o propozycji swojego przedstawiciela  na wicemarszałka Sejmu, bo to ci pracują w Prezydium. Chce zatem 7 vicków, czyli też Możdżanowskiej.

Dopowiem. Wicemarszałków jest w Sejmie jednak pięcioro: Tyszka (Kuzkiz15), Dolniak (Nowoczesna), Kidawa-Błońska (PO) i dwóch z Pis-u: Brudziński i Terlecki. Zatem, na podwyższeniu zasiądą trzej  z PIS-u, po jednym – od Kukiza15, z Nowoczesnej i z PO. Marszałkiem Senatu jest Karczewski.

Teraz PIS na okrągło przypomina, że Prezydent nie wstydzi się (!), iż jest z PIS-u. Czyli przypomina, przypomina, przypomina. Nam, społeczeństwu – też.

bleblin

 
 
 
Opublikowano moim zdaniemna własne uszywidziałam | Otagowano bleblinkrzesławaktsMorawieckinowa władzapociągnąłpoeticPrezydent konsolidacyjnierelacja subiektywnaskrzypczyńskaskrzysiaślubowaniezmiana opcji | Skomentuj

majstersztyk bajkowy guru, czyli znakomicie psychologiczne rozgrywanie tłumem

Dzisiejszy „Siódmy dzień tygodnia” był na tyle żaden, że niczego nowego nie wyjaśniono ani niczego nowego do sprawy, choćby Malty, nie wniesiono. Czy to brak lewicy czy to za sprawą zbyt słabego głosu innych, niż PIS-u?

Ciekawszą audycją była dziś ta w TOK FM z Dominiką Wielowieyską. Kobieta silna, stanowcza i zawsze mocno trzymająca rozmówców w ryzach. Po przyznaniu głosu dość cichej, dzisiaj, posłance Gosiewskiej, wysmyknęło się tejże, że „w PIS nie przewidzieli wcale wyników”. Zatem, możemy być teraz już na 100% pewni, iż całe to gadanie o gotowych nazwiskach i grupie znawców rzeczy, którzy wiedzą, co zrobić,  to było takie sobie, celowe, żeby nie mówić, uzgodnione z „czwórcą”, gadanie i mydlenie oczu.  Wiemy, że większość, jak to ma się w przypadku zawsze nieznającej się na politycznych zagrywkach, większości, ta łyknęła tę informację gładko, bo chciała jakiejkolwiek, niejasnej jeszcze, zmiany. Widzimy, skąd zatem ich zaskoczenie i wtedy dopiero rozpoczęcie szukania składu przyszłego rządu a dzisiaj setki spotkań i ciągłych przepychanek, ciągle bez konkretów i nazwisk. Czyli? Walka PIS-u o stołki podparta była odnośnie posiadania ustalonej już ekipy kompetentnych ludzi, kłamstwem i, wymyślanymi na poczekaniu, bajkami.  Potwierdza to również kolejne przyznanie się, iż nieustanne nagabywanie przyszłej Premier o ministra spraw zagranicznych wywołało po prostu palnięcie, iż będzie to Gowin. Jak przewidywali ci, co jej to podpowiedzieli, spotkało się to z niejakim udobruchaniem społeczeństwa i zaprzestaniem pytań. Majstersztyk psychologiczny. Wspomniany w swej naiwności natomiast albo w to uwierzył na chwilę wcześniej albo, w tym właśnie momencie, został miło połechtany. W każdym razie, wyszedł na podium z Szydłową podekscytowany i z twarzą promieniejącą. Dziś wiemy, że został zmanipulowany, bo nawet kolejnych, sugerowanych Ministerstw nie obierze. Czy któreś jednak?  Podobno wszystko mu jedno jakie, ale jakieś chciałby.  Strzelec w zodiaku, stąd – cokolwiek. Pewien znawca rzeczy, czyli zachowań typowych, przedstawił strzelca jako kogoś, kto strzela z łuku; najpierw wprost, przed siebie, potem przez ramię, do tylu, na koniec stanąwszy do ściany tyłem. Potem ten ów podchodzi do celu i okrągłym kołem otacza wszystkie swoje strzały. To symbolika prosta – wszystko, co mówi, jest dobre, wszystko, czego chce, jest właściwe i do zrobienia. Czyżby?

Wracając do rozmowy w studio, jak mówił Bugaj, jemu wcale nie po drodze  z PO, a  zwłaszcza, z doradcą Premiera, Kamińskim. Zatem? Zatem, z kim mu po drodze, skoro, kiedy parokrotnie coś stwierdzał, prostowano jego wypowiedź słowami rozpoczynającymi się od „to nie tak…”, sugerując jakby albo zapomniał albo nie wiedział dokładnie, co czytał, po czym ów umykał w odpowiedzi w całkiem inną stronę. Młodzież powiedziałaby: „żenada”.

I pytanie kończące. Czyżby ci wszyscy, ze starych ekip, byli takimi, o których społeczeństwo mawia „pierduśnicy”? Czy, zatem, wzorem wspomnianej, doskonałej  prowadzącej, nie należałoby zawsze natychmiast reagować na „międlenie o niczym”? Tego oczekiwalibyśmy od każdego dziennikarza, inaczej mamy podstawę, aby podejrzewać, że dziennikarz gości  nie słucha i nie jest do rozmowy przygotowany. Świadczyłoby to o jakimś, może i niezamierzonym, lekceważeniu nas, widzów albo o  braku zawodowstwa. Pozostaje pytanie o uwagę.

bleblin

 
 
 
Opublikowano moim zdaniem | Otagowano bajkibleblinczwórcadywagacjegurukrzesławaktsmajstersztyknominacjepierduśnicypoeticpsychologiczne rozgrywanie tłumempytanie o uwagęsiodmy dzieńskrzypczyńskaskrzysiastereotypysymbolikatok fmwielowiejskazenadazodiak | Skomentuj

na stacji nowa lokomotywa i zmian nie widać, wszystko pływa…

Jest wrażenie, iż zaskoczenie wybrańców losu – z PIS-u – jest tak wielkie, że ludzie stamtąd nie są w stanie utworzyć dziś stabilnego i zatwierdzonego ostatecznie rządu w terminie wskazanym i obiecywanym. Raz, że na szczyt na Malcie nie ma kto pojechać z racji oficjałek, dotyczących dymisji starego a i nominacji nowego, rządu (obowiązek i konieczność obecności obu, przecież, stron a PIS, zauważmy, uważa, że nie jest to równorzędne), dwa – obecna jeszcze Premier jest też zobowiązana do zaprzysiężenia, zwłaszcza, jako poseł z najlepszą ilością głosów w Warszawie a trzy, że istnieje podejrzenie, iż istnieją ciche perturbacje i przemilczane niezgodności w ramach tej samej partii. Odnośnie propozycji, że można w obradach zrobić przerwę, powiem, że przerwa ta byłaby przerwą i dla jeszcze – Premier i dla już –  Prezydenta. Dlaczego rzuca się nią, ta przerwą, wyłącznie w Premier odchodzącą? Przecież tamtejsze, maltańskie obrady mają dotyczyć uchodźców… Chowamy, jako nowy rząd, głowę w piasek? Obawiamy się innych uczestników reakcji na nasze stanowisko? A może, po prostu, ktoś tam boi się lotu samolotem a szuka innych przyczyn? I, pytanie przy okazji: kto wymyślił ten, akurat ten sam, co na Malcie, termin naszego posiedzenia w Sejmie? Dlaczego Bond przeszkodził oficjalnemu przedstawieniu nowego rządu? Było  aż tak ważne ambasadorskie zaproszenie na film?  Co do rządu, jeśli ma to być ostatecznie rząd partyjny, to rodzą się analogie z czasami, które bardzo młodzi zupełnie nie pamiętają, stąd ich wielkie zaufanie. Rządzili wtedy ci, co musieli w końcu odejść z powodu licznych, nieetycznych zachowań, rodzących się zawsze w dużym gronie o szerokim spektrum wiekowym i o różnych ambicjach, dających w końcu wyalienowanie od społeczeństwa a nawet od rodzaju ludzkiego. Porodziły się hieny, ważniacy, oszuści i hochsztaplerzy, lekceważący wszystko, co słabsze i niżej.  Istnieje także inna wątpliwość; czy jakakolwiek decyzja i jej nieudane skutki nie rozmyją faktycznych, winnych takich kolei losu, o których mawia się „wielka czwórca” a to spowoduje, że ci się wywiną wskazując gremialnie nie swoje a  nieudaczne poczynania  poprzedników. Na ile jest to świadome postępowanie a na ile pustka niekompetencji, dowiemy się niebawem przy różnych nie tylko sejmowych powinnościach i ich nieskładnościach – bezładzie, niespójnościach, chaotycznościach, niezbornościach… Co te decyzje i obiecanki poprzewracają i jak długo każe nam się z tego stanu wylizywać, pozostaje dziś niedomówieniem a i niewiedzą. Ciągle ktoś liczy na sklerozę innych. Szkoły ośmioletnie już np. były. Dlaczego zmieniono je na te z gimnazjami, ktoś powinien podać tamtych działań zasadność. Czy ci ludzie już nie żyją? Pytanie. Dlaczego nie ma tamtych i obecnych pomysłodawców, rzetelnych konferencji?  Dlaczego zmieniają się wciąż pomysły  na łączenie i rozłam ministerstw? Kto najpierw daje a potem odbiera pomoc rodzinom z kłopotami rozrodczymi? Jaki to pomysł, aby stanowczo zalecać brać cudze z domów dziecka zamiast płodzić a w innych rozważaniach namawiać płaceniem na rodzenie? Kto, komu każe kochać obce? Czy nie rodzajem totalitaryzmu jest komuś wmawiać, że jest facetem, kiedy czuje się kobietą i odwrotnie? Gdzie wolność człowieka? Dlaczego już teraz pomniejszym z PIS-u wysmykuje się czasem informacja o wyrzucaniu tych i tamtych, z którymi im nie po drodze? Niby nie a jednak tak? Ta ciągła dezinformacja staje się cechą przewodnią tych czasów. Czy nie chodzi o to, aby nas zniechęcić do jakiegokolwiek wtrącania się a nawet – obserwowania tych poczynań?  Czy ci-oni liczą na znieczulicę? W dzisiejszych czasach, czasach globalizmu,  to raczej śmieszne…

bleblin

 
 
 
Opublikowano dywagacjemoim zdaniemna własne uszyszkolne | Otagowano bleblinBond przeszkodziłkrzesławaktslokomotywanie ma komu...nieudaczne poki copartyjnypoeticskrzypczyńskatatianaważne oficjałki |Skomentuj

magisterskie statusy dla profesorów praktyków, czyli pierwsze zgniłki albo wydmuszki na gorąco i inne złudzenia optyczne

Posłanka PO oskarża. Wybory zostały, ponoć, sfałszowane. Głosując na samą siebie udowadnia, że nie dostała żadnego głosu. A, kiedy pisałam o takiejż sytuacji, kiedy w wyborach poprzednich cały mój dom głosował „z braku laku” na kogoś, nie powiem, na kogo, ale był to ktoś miejscowy i znany „jako tako”, to tamten ktoś także nie dostał naszych wszystkich głosów. Czyżby czuwał jakiś diabełek- dowcipasek albo grupa wsparcia? A swoją drogą, czy obecna wygrana ludzi z listy wyborczej 1 i poprzednia z – także – listy wyborczej 1 nikogo nie zadziwiły i nie dowodzi to, że, ogólnie,  wyborcy ot, czepiają się wyłącznie listy nr 1? A co będzie, jeśli w następnym rozdaniu wygra ktoś kolejny z listy nr 1? Czy obserwatorzy są ślepi na to, że zawsze, od dwóch lat, najwięcej zyskują ci z listy nr1?  Żaden socjolog i żaden psycholog się nie wypowie? PSL i teraz PIS – na pewno nie, to jasne.

Meteory, widoczne na nocnym niebie w Polsce zapowiadają, podobno, nowe, przelatujące bolidy, widoczne nocą. Polska sieć bolidowa mówi o spalanych taurydach. Czy staną się meteorytami i ich konsekwencją, w postaci dziur? Pytanie.

„Poranek TOK FM” ujawnił, że ktoś tam (nieważne całkiem) uważa, że Szydłowej pani „uderzyła woda sodowa” Zapytam zadziwiona: kto tak może uważać? Jeśli nie obcy jacyś, bo ci wspomnianą odrzucają „za całokształt”, to którzy w tzw. „czambuł” ją potępiają i jej nie lubią? Otóż, zawsze swoi a to oznacza, że i w PIS-ie swoi się gryzą.

Zdaniem Glińskiego, prof., zabiegi in vitro mogą obecnie robić tylko kliniki z certyfikatem, inne – nie,  zatem – do jakiegoś czasu – żadne! Nie komentuję, bo to oczywiste zło dla tych, co chcą pomnażać się nie tylko dla dobra Ojczyzny i skupiają się głównie na realizacji obecnych założeń państwowych, licząc na zapomogę 500 zł.

Warta, nasza rzeka,  wyrzuca śnięte, wskutek wylanych tam substancji toksycznych, ryby. Od mostu Lecha po Wronki. Smacznego w perspektywie nadchodzących świąt!W „Dzień dobry w TVN”  odbyło się spotkanie znawców konwenansów i omawiano „najsłynniejsze gagi i wpadki w polityce”. Najciekawszą dla mnie była sfilmowana wypowiedź guru PIS-u o wpadce poprzedniego prezydenta w piśmie, kiedy to tamten zrobił dwa błędy ortograficzne. Podpowiedział więc potrzebę robienia kartkówek sprawdzających umiejętności, na co przytarto mu nosa jego własnym, pokazanym na ekranie, błędem podobnym. Skwitował to wtedy tak, że zatem i to potwierdza konieczność takich wstępnych sprawdzianów. Pytanie: czy dopuszcza takie oficjalne kontrole wobec swoich ludzi w rządzie i wobec obecnego Prezydenta, też z PIS-u? To tylko sugestia po takiej odpowiedzi. Nic więcej. I dalej… Pisałam o znawcach gaf. Otóż, podczas rozmowy, jeden z panów powiedział „sensu stricte”, a to błąd oczywisty. Bo mówić możemy „sensu stricto” albo po prostu – „stricte”. Gafa czy przejęzyczenie? „Ich gafa, nasze przejęzyczenie”, to oczywiste. I, jeszcze jedno. Nie usłyszałam na koniec spotkania, aby podejmujący gości pożegnali się z nimi i tamtych nam ponownie przedstawili, a to , chyba, błąd także, prawda? Skoro już się tak w „ęą” bawimy…

bleblin

 
 
 
Opublikowano dywagacjemoim zdaniemna własne uszy | Otagowano bez certyfikatubleblinjedynkakrzesławaktsmeteorypoeticprofesorom magistraroje meteorówskrzypczyńskaskrzysiasmacznegostrictestrictowpadkiwydmuszkizłudzenia optyczne | Skomentuj

Włos się jeży na głupotę jeży.